Ne može nam niko ništa, jači smo od sudbine… And so on…

Благодаря ти много мила,
във службата цял ден проекти правиш –
не зная просто как намираш сила
да изпереш, да сготвиш, да изгладиш.

O! To o mnie :] A zwłaszcza_choć_częściowo_o_mnie_wczoraj…

Ale nie będę się chwalił, bo mi się nie bardzo chce, nie do końca wypada a i chyba nie bardzo jest w gruncie rzeczy czym :]

Pochwalę się tylko tym, że spomiędzy ogólnej niepewności i rozstroju wyłoniło się wspomnienie czasów zgoła nieodległych, które zawsze czynią różową jasność… Dlatego lubię wspominać i snuć plany, zwłaszcza gdy można wspominać chwile bieżące przynoszące taką samą szczęśliwość jako wspomnienia i fantazje :]

, , , , , , , , , , , , , ,

No Comments

Nie ma lipy bez kaloszy…

Oto i jest wyborna, autorska autowizualizacja odwzorowująca dzisiejszy stan mojej emocjonalności. Bo “wojna może i nie jest moim stanem naturalnym”, ale “beautiful is the highway running behind home of JOY”… Tylko co z tego skoro cały ten czar pryska łamiąc się opłatkiem z aspiryną (500 mg) i Floxalem?

A, nie… Przepraszam… Stukając się jajeczkami…

Nedostalo je samo jedno pivo i valjda jedna cigareta…

, , , , , , , , , , ,

2 Comments

Polityka Płaskiej Ziemi drogą Kościoła Katolickiego w Polsce

Szczerze mówiąc — wbrew powszechnemu mniemaniu — nie uważam aby Natanek wyróżniał się jakoś szczególnie na tle tzw. “kościoła toruńskiego”, czyli skrzydła polskiego katolicyzmu, które dość skutecznie lansuje się na to prawdziwe, to alternatywne, itd… W odróżnieniu od tego głównonurtowego, które skapitulowało wobec szatana, cywilizacji śmierci, czy — jak lubił mawiać JPII — “trzeciego totalitaryzmu” (liberalizmu obyczajowego).

Nie dostrzegam żadnej różnicy pomiędzy nim a Rydzykiem czy Nyczem. On jest troszeczkę bardziej nawiedzony, zapewne także nieco mniej od nich zamożny, a więc musi nadrabiać ideowością i zacietrzewieniem co — jak widać na załączonym obrazku — skutecznie czyni. Mało tego, wydaje mi się także że ks. Natanek uosabia przyszłość polskiego katolicyzmu, który nie potrafi się zaadaptować do nowych warunków. Nawet Kościół Rzymski, którego kadry najobficiej (na tle pozostałych chrześcijańskich stronnictw) obrodziły w historii zakutym łbami, w sytuacjach krytycznych robił jakiś sobór czy synod, czy co tam jeszcze i hierarchowie decydowali, że Bóg zmienił zdanie i że — na przykład — kobiety mogą jednak pracować zawodowo. Polski Kościół przyjął jednak postawę radykalnego odrzucenia faktów, a jego odpowiedzią na stopniową laicyzację jest antycywilizacyjny dżihad — protest przeciwko wszystkiemu co jest poza jego kontrolą.

Polacy to bodaj jedyny chrześcijański — za przeproszeniem — naród, który traktuje religię poważnie (vide: dziwacznie wręcz restrykcyjne przestrzeganie wątpliwych moralnie i zdrowotnie zakazów i nakazów) i stąd bierze się — m. in. — problem neo-konserwatywnej ofensywy po stronie Kościoła w Polsce. Ci którzy żyją w zgodzie z Kościołem, ale nie odkleili się od rzeczywistości totalnie i mają wiele wątpliwości i są ogólnie klerowi niechętni są wg. tej strategii po prostu spisani na straty. By ich przy sobie utrzymać (nawet jeśli stanowią oni jakąś tam większość) Kościół musiałby stępić ostrze ideologiczne swej awangardy i np. uznać, że UE to nie jest jednak królestwo Belzebuba oraz napiętnować tych, którzy w ten sposób się wypowiadają.

Istnieje uzasadnione podejrzenie, że wówczas wszystko straci. Dlatego woli zachować swoje wierne, mimo wszelkich kompromitacji i ewidentnej głupoty polskich hierarchów, zaplecze i liczy na werbunek nowych krzyżowców (czy jak mawia Natanek “bojowników Gedeona”) spośród coraz biedniejszego ciemnogrodu. Pielęgnowanie i rozwijanie tego kierunku wymaga jednak coraz bardziej radykalnych kroków (jedyny sposób podtrzymywania minimum wiarygodności) — zarówno w formie jak i treści. Ks. Natanek wytycza drogę. Nie jest satyrem, ani tym bardziej reklamowym komiwojażerem. Jest po prostu konsekwentnym działaczem.

Radio “Maryja” zesłało go chwilowo na obrzeża (tak jak Henryka Pająka i paru innych), by nie psuł image’u, ale nigdy z nim ostatecznie nie zerwie, bo wszyscy wiedzą, że to jednak jest jedyna droga jeśli polski Kościół ma pozostać instytucją zdolną mobilizować masy. Tak samo jak Jan Paweł II nigdy ostatecznie, w sposób czytelny i jasny, nie potępił i nie odżegnał się od Tadeusza Rydzyka, bo wie kto tak naprawdę w polskim Kościele dzierży rząd dusz… Raczej nie Boniecki, nieprawdaż?

Myślę, że w dzisiejszej rzeczywistości, gdyby Kościół zdecydował się na nowe otwarcie w stylu Soboru Watykańskiego II — przy obecnej dynamice zmian społeczno-kulturowych (abstrahując w tej chwili od ich jakości) katolicyzm okazałby się prędziutko niepotrzebnym i obciachowym rytuałem. Zresztą a propos SWII. To doskonały przykład. Wszak spiritus movens tego zjawiska był nie kto inny jak Wojtyła. Gdy jednak się okazało, że poluzowanie katolikom kagańca grozi nagłym i potężnym krokiem w stronę wyzwolenia natychmiast zmienił front. Ksiądz Natanek jest dziś więc komiczną postacią dryfującą swobodnie na peryferiach polskiego katolicyzmu, ale już wkrótce ma wszelkie szanse stać się jednym z jego nowych duchow(n)ych przywódców. A wtedy będzie mniej śmiesznie, ale też trochę…

Albo wóz, albo przewóz! Albo Ziemia jest płaska, od góry przykryta niebem, a od dołu podparta piekłem; albo dupa zbita. Człowiek w miarę ogarnięty psychicznie, wcześniej czy później skapituluje wobec postępu, bo innego sensu istnienia żadnego gatunku zwierząt (także ludzi) na świecie raczej nie ma…

Ref.: http://on.fb.me/yiNBzl

, , , , , , , , , , , , , , , ,

2 Comments

http://on.fb.me/ACcNri — Citk, citk, Magda…

Magda, nie mogę się oprzeć — czytając Twój komentarz — dziwnemu wrażeniu, że próbujesz oczyścić matkę Twojej imienniczki ze wszelkiej odpowiedzialności. Ale, OK… Po kolei.

  1. Skąd wiem, że to było dzieciobójstwo * Najważniejszym obowiązkiem rodziców jest umiejętna, kompetentna i troskliwa opieka nad dzieckiem. Jak Ci zapewne doskonale wiadomo rodzice stawiani są niejednokrotnie w bardzo skomplikowanych okolicznościach i muszą działać tak, by zapewnić dziecku dobrobyt materialny i emocjonalny co bywa niekiedy wyjątkowo trudne, czasem niemożliwe. Co jak, co jednak — umiejętność prawidłowego noszenia dziecka (w kocyku czy bez) to kwestia już nawet nie fundamentalna, ale jakaś taka mega-hiper-podstawowa — jak oddychanie. Rodzice są w pełni, w 110% odpowiedzialni za wszystko (od A do Z, od zera do nieskończoności) co dziecko robi lub co się z dzieckiem dzieje. Nie ma żadnych okoliczności łagodzących, gdyż dziecko jest od nich zupełnie, totalnie, absolutnie i całkowicie zależne. Śmierci półrocznego dziecka — czy zostanie ono zabite przez niecierpliwą opiekunkę, czy utonie w wannie, czy spadnie na nie tasak czy w końcu uderzy potylicą w jakiś próg — winni są rodzice (być może ktoś inny albo coś innego także, ale rodzice na pewno i to w pierwszej kolejności). Nie wiem jak daleko idący relatywizm moralny i jakie fałszerstwo elementarnych reguł odpowiedzialności rodziców za dziecko należałoby zastosować, by odejść od tej zasady. Stąd — dzieciobójstwo. To jednak kwestia terminologiczna, techniczna.
  2. “Szpadel” stąd, że Katarzyna W. zakopała zwłoki dziecka zamiast wezwać lekarza. Read the rest of this entry »

, , , , , , , , , , ,

No Comments

Chwilowo odmeneleni

Przenikliwe zimno odświeża serca i umysły wielu dziennikarzy. Taki wniosek nasuwa się po zetknięciu z medialnym lamentem, który rozgrywa się na okoliczność “rekordowej ilości ofiar silnego mrozu”.

Pełne ubolewania reportaże, ckliwe newsy, uwypuklone w smutnym grymasie miny prezenterów telewizyjnych, zatroskany głos radiowców, zdradzające żal teksty… A to ktoś zamarzł na ulicy, a to na przystanku, a to w nieogrzewanym mieszkaniu czy domu. Samorządy i rozliczne organizacje ruszyły z pomocą biednym, niedołężnym, bezdomnym, ubogim, nieszczęśliwym, ciężko doświadczonym przez los… Ale na przejęciu nie koniec!

Informacja robi się bardzo rzetelna. Dziennikarze grzebią w statystykach i uprzejmie informują — kto zmarł z powodu zaczadzenia podczas próby dogrzewania mieszkania nieprzeznaczonym do tego sprzętem, a kto umarł ze względu na zbyt wiele promili we krwi. Ile razy i w jakim województwie interweniowała straż pożarna? Do ilu doszło pożarów, a do ilu uduszeń? Ilu pijanych, a ilu trzeźwych zamarzło w każdym województwie? Ile ciepłych zupek i swetrów rozdano osobom bez dachu nad głową, by uchronić ich od najgorszego — śmierci z przyczyn podwójnie naturalnych (1. natura mrozu, 2. natura ludzkiej fizjologii w trakcie mrozu). Płaska emocjonalność medialnego przekazu równa jest obowiązkowej ekscytacji z okazji kolejnej rocznicy WOŚP, którą zresztą niedawno znów przećwiczono. Ekscytacja związana z uprawianą masowo w całej Polsce pomocą nie osiągnie z pewnością owsiakowych rozmiarów, ale będzie do tego ideału dążyła.

Wszystko zmieni się zapewne wraz z pierwszą odwilżą. Wówczas wszystkie “ofiary mrozów” znów przepoczwarzą się w meneli, pijaków, narkomanów, przestępców, byłych więźniów i meneli. Szybko i sprawnie zaczaruje się ich — zgodnie z dominującą ideologią — w ludzkopodną pulpę, którą każdemu medium wypada dojrzałemu obywatelowi obrzydzać. Nieestetyczni, niemoralni, darmozjady… Ot, takie tam meandry neoliberalnej filozofii.

Bojan Stanisławski

, , , , , , , ,

No Comments

Było i minęło na przełomie lat nieprzełomowych raczej i mój do tego komentarz (niewolny od zapożyczeń)

Na kilka dni przed wigilią 2011 roku w Afganistanie zginęło 5  polskich żołnierzy. Kto sieje śmierć — ten ją zbiera. Gdy komercyjny lament, żałoby, ubolewania, bezmyślna adoracja mundurów, orzełków, wojskowego etosu itd. przetoczy się już przez media przypomnijmy sobie brzmienie Art. 26 (pkt 1) Kosntytucji RP: “Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej służą ochronie niepodległości państwa i niepodzielności jego terytorium oraz zapewnieniu bezpieczeństwa i nienaruszalności jego granic”.

Roman Kurkiewicz został naczelnym pisma Przekrój i… O dziwo, coś się chyba ma szansę zmienić. W pierwszych dwóch numerach czytamy między innymi o problemach lokatorskich i lokatorskim ruchu oporu, czytelnikom oferuje się też krytykę NATO, okupacji Afganistanu, wojny w Iraku, a nawet artykuły o tematyce pracowniczo-związkowej. W tle — a jakże! — niezniszczalna Krytyka Polityczna… Polecamy!!!

22 grudnia 2011 roku minęła 11 rocznica zaprzysiężenia Lecha Wałęsy na Prezydenta RP. Polacy są specjalistami od rocznic (zwłaszcza tych niepełnych) toteż brakiem kultury byłoby pominąć to wydarzenie. Nie do końca tylko wiadomo jak odnotować je w kronikarskich annałach lewicowo-związkowych. Słowa takie jak “zdrada”, “hucpa” itp. już tak się przejadły… Z pomocą przychodzi niezawodny FaceBook.com i wspomnienie pewnego anarchisty. “Jak lepiliśmy plakaty bojkotowe, to najebana klasa robotnicza się dopieprzała, że przecież to robotnik, więc będzie dbać o robotników. A jak spytałem jednego w pcuhatej czapce, czy dba o takich w puchatych czapkach, to chciał mnie lutować. Taka to była logika…”. Jako związkowcom wypada nam wierzyć w zbiorową mądrość klasy pracowniczej, ale krytyczny aspekt tej wiary dziś jest chyba jeszcze bardziej w cenie. 99% poparcia dla PO jest tego dość dobitnym świadectwem.

Nadzieję dali nam mieszkańcy warszawskiego śródmieścia. Nie wytrzymali i przejęli zamknięty bar mleczny “Prasowy” — jedną z wizytówek południowej części centrum stolicy. Akcję przeprowadzili w sposób modelowy, czyli Occupy Wall Street do kwadratu! Dyplomatycznie sforsowali prymitywny zatrzask u drzwi wejściowych, uruchomili wszystkie akcesoria kuchenne, kasę, przynieśli swoje produkty i — ku uciesze obywateli — najnormalniej w świecie uruchomili lokal. Opracowali menu, obsługiwali klientów, wszyscy byli bardzo zadowoleni. Oprócz władz miejskich i dzielnicowych. Imperatywem kategorycznym stołecznego samorządu jest szczera i bezinteresowna nienawiść wobec Warszawiaków oraz nieuzasadnione poczucie wyższości nad całym światem. Dlatego też nie trzeba było długo czekać na odpowiedź w postaci oddziału policji uzbrojonego w tarcze, pałki, miotacze gazu itp. urządzenia. Grochówkę i naleśniki udało się zaaresztować, a burmistrz Bartelski (PO, a jakże!) wyjaśnił tym baranom — obywatelom, że w centrum europejskiej metropolii “nie może być tanio i przaśnie, tylko troszkę drożej, ale za to nowocześnie” więc bar mleczny to nie ta liga. W końcu Bartelski nie jest burmistrzem slumsów tylko dzielnicy Warszawa Śródmieście. A żeby się od niego w ogóle odczepić dodał swoim profilu na FaceBook.com, że jego cechą szczególną jest “brak wrażliwości społecznej” więc żeby łez po “Prasowym” nie ronić i nie ględzić mu o jakichś potrzebach społecznych bo on i tak ma to gdzieś. Nie ma jak właściwy człowiek, we właściwym czasie, na właściwym stanowisku…

I jeszcze o urzędnikach. Pani Alina Wiśniewska, dyrektor Departamentu Polityki Rodzinnej w Ministerstwie Polityki Społecznej wyjaśniła w “Faktach” TVN 25 grudnia, że ubóstwo jest zawsze wynikiem zaniedbań tych, których dotyczy. “A ja myślę sobie, że to przede wszystkim wynik zatrudniania w instytucjach pomocowych takich właśnie chamów, którzy nawet w Boże Narodzenie plują w twarze obywatelom” skomentował pewien internauta na FaceBook.com. Miał rację.

Tomasz Wróblewski — najbardziej typowy przykład nowoczesnego polskiego dziennikarstwa — ma za sobą kilka spektakularnych porażek. To za jego panowania rozłożony na łopatki został Dziennik, który — by przetrwać — musiał w końcu wziąć ślub z Gazetą Prawną. Niedawno został mianowany redaktorem naczelnym Rzeczpospolitej. Wypada liczyć na to, że tytuł ten podzieli los tych kierowanych przez Wróblewskiego wcześniej. Zaraz po objęciu nowego stanowiska rzeczony redaktor obwieścił wszem i wobec, iż profil gazety nie ulegnie zmianie. Istotnie. 22 grudnia 2011 Wróblewski opublikował wstępniak, który z pewnością jest właściwą miarą jakości Rz. Ganiąc Wyborczą poucza nas, iż “Skuteczną drogą do poprawy stabilności rynku pracy byłoby zniesienie absurdalnych ograniczeń pracodawcy w przeprowadzaniu zwolnień”. Panie Redaktorze, proszę pozwolić, iż podpowiem Panu kilka innych twierdzeń, które wymykają się powszechnie utrwalonym standardom wyznaczonym fałszywą poprawnością polityczną, ale nie tylko — wymykają się również wszelkiej inteligencji czy zdolności myślenia, co zdaje się być w Rz szczególnym bonusem. Np. Najskuteczniejszą metodą leczenia nowotworu płuc jest zniesienie wszelkich barier (absurdalnych?) w dostępie chorych do papierosów, cygar i innych wyrobów tytoniowych. Albo może coś z bliższej Panu materii — socjalno-pracowniczej: najlepszą metodą motywowania pracownika do efektywnej pracy jest skuteczny wyzysk połączony z mobbingiem i ciągłą presją bezrobocia. Albo jeszcze inaczej: najlepszą gwarancją stabilności zatrudnienia będzie likwidacja (absurdalnego?) Kodeksu pracy. Gdyby zabrakło Panu tez — proszę się zgłosić, na pewno chętnie pomogę… Choć z drugiej strony — wierzę w Pana fantazję. No i cóż… Z przykrością przychodzi mi to stwierdzić, ale Balcerowicz, choć jego postulaty sprowadzają się do budowy ładu ekonomiczno-społecznego opartego na wolnorynkowej gangsterce, to przynajmniej facet prezentuje je konsekwentnie. Nie bajdurzy o powszechnym dobrobycie czy stabilności tylko jak mantrę powtarza termin “elatyczność”. A tu jego apologeta — nie dość, że wyraża poglądy obleśne, to jeszcze nie myśli.

A przy okazji Nowego Roku warto chyba odnieść się do wolnorynkowej gangsterki w kontekście świątecznym. “Gdyby Święty Mikołaj przyniósł w podarunku cywilizowany sektor finansowy, to każdy z nas mógłby sobie załatwić cały worek prezentów bez korzystania z cudzego pośrednictwa…” — napisano na FaceBook.com. A gdyby jeszcze przyniósł cywilizowane stosunki pracy to ten świat byłby zgoła ciekawszy… A jakby do pomocy przy produkcji prezentów zabrał z Polski wszystkich Wróblewskich, Lisów, Wielowiejskie, Nowakowskie, Semki, Zdrotów… Eh, to by były dopiero czasy…

, , , , , , , ,

No Comments

Z pierwszego o trzecim…

15 grudnia 2011, dzień przed przebudzeniem TVN portal (i organizacja rezydująca w Waszyngotnie) Global Financial Integrity opublikował ciekawy materiał dot. gospodarek krajów tzw. rozwijających się (dawniej mówiono/pisano o “krajach Trzeciego Świata”). Okazuje się, iż światowy kryzys gospodarczy bardzo łaskawie obszedł się z krajami biednymi. Nie naruszył bowiem ważnej gałęzi ich gospodarki — nielegalnego drenażu i wypływu pieniędzy zagranicę. W latach 2000-2009 z kraje te okradziono łącznie na blisko 8,5 tryliona (osiemnaście zer!) dolarów amerykańskich. W samym 2009 roku było to 900 mld.

Dev Kar i Sarah Freitas — autorzy studium — dokonali analizy porównawczej 157 państw o najwyższych wskaźnikach nielegalnego drenażu gospodarczego. Polacy znów mogą być dumni! W tym uroczym rankingu zajęliśmy 11 miejsce. Wprawdzie nie zmieściliśmy się w pierwszej dziesiątce, ale cóż… Przynajmniej plasujemy się między Katarem i Indonezją, wysadziliśmy w powietrze 162 mld $.

Dyrektor GFI, Raymond Baker, skomentował, wyniki określając je jako zatrważające i dodał, iż “jest to jasny sygnał dla światowych przywódców”, którzy muszą poświęcić temu kryminalnemu procederowi więcej wysiłku. Tusk i Komorowski z pewnością czują się światowymi liderami wielkiego formatu, a więc… Do roboty!!! Chociaż z drugiej strony… Może lepiej nie, bo oni i ich niezawodni eksperci zaraz nam zaczną tłumaczyć, że najskuteczniejszym sposobem walki z uchylaniem się od płacenia podatków jest ich likwidacja. W III Świecie nie ma dobrego wyjścia…

***

A skoro już jesteśmy przy podatkach… Warto dodać, iż magazyn Forbes zechciał uświadomić opinię publiczną w zakresie nadzwyczaj efektywnych, społecznie pożytecznych i nader potrzebnych masowych inwestycji jakich dokonuje globalny kapitalizm. Uwaga, oto wiadomość z połowy grudnia 2011 i to z Pierwszego Świata, a nawet z najbardziej pierwszego świata — USA. 29 wielkich amerykańskich korporacji — w latach 2008-10 — zainwestowało w lobbying gigantyczne sumy, ale… nie zapłaciło w tym okresie ani jednego centa podatku!

General Electric na ten przykład cieszył się w ciągu tych trzech lat ulgami podatkowymi sięgającymi blisko 5 mln. dolarów, ale koncern stać było na lobbystów za 39 mln. w jednym tylko 2010 roku. A Pacific Gas and Electric Company miał większy gest i szarpnął się na specjalistów od korupcji za 79 mln. dolarów (w całym okresie). Osobliwością w tym towarzystwie jest FedEx (koncern logistyczno-spedycyjny), który na lobbing wydał wprawdzie blisko 51 mln. dolarów, ale zapłacił też podatek! Całe 37 mln. W sumie nieźle jak na stawkę… jednoprocentową (sic!).

Publikacja Forbesa opiera się na raporcie wydanym przez Public Campaign — niezależną organizację pozarządową, której celem jest ograniczanie korporacyjnego wpływu na politykę. Całość raportu w j. angielskim dostępna jest TUTAJ. Ciekawe co znajdowałoby się w analogicznych raportach gdyby i u nas działały podobne organizacje.

Myślę o tym głośno i nagle słyszę podpowiedź z drugiego pokoju – Nic! — konstatuje znajomy dziennikarz. Może spojrzę na sondaże… – 99% poparcia dla PO — słyszę z tego samego źródła. Nie sprawdzam.

Bojan Stanisławski

, , , , , , ,

No Comments