Ne može nam niko ništa, jači smo od sudbine… And so on…
Posted by dZiUbrE in In the fringes, on the outskirts..., Niebanalne wrażenia estetyczne (wizualne), Rough stages (reach out to me) on 01/05/2012
Благодаря ти много мила,
във службата цял ден проекти правиш –
не зная просто как намираш сила
да изпереш, да сготвиш, да изгладиш.
O! To o mnie :] A zwłaszcza_choć_częściowo_o_mnie_wczoraj…
Ale nie będę się chwalił, bo mi się nie bardzo chce, nie do końca wypada a i chyba nie bardzo jest w gruncie rzeczy czym :]
Pochwalę się tylko tym, że spomiędzy ogólnej niepewności i rozstroju wyłoniło się wspomnienie czasów zgoła nieodległych, które zawsze czynią różową jasność… Dlatego lubię wspominać i snuć plany, zwłaszcza gdy można wspominać chwile bieżące przynoszące taką samą szczęśliwość jako wspomnienia i fantazje :]
Nie ma lipy bez kaloszy…
Posted by dZiUbrE in In the fringes, on the outskirts..., Rough stages (reach out to me) on 06/04/2012
Oto i jest wyborna, autorska autowizualizacja odwzorowująca dzisiejszy stan mojej emocjonalności. Bo “wojna może i nie jest moim stanem naturalnym”, ale “beautiful is the highway running behind home of JOY”… Tylko co z tego skoro cały ten czar pryska łamiąc się opłatkiem z aspiryną (500 mg) i Floxalem?
A, nie… Przepraszam… Stukając się jajeczkami…
Nedostalo je samo jedno pivo i valjda jedna cigareta…
Polityka Płaskiej Ziemi drogą Kościoła Katolickiego w Polsce
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", In the fringes, on the outskirts..., Polit-biuro on 26/02/2012
Szczerze mówiąc — wbrew powszechnemu mniemaniu — nie uważam aby Natanek wyróżniał się jakoś szczególnie na tle tzw. “kościoła toruńskiego”, czyli skrzydła polskiego katolicyzmu, które dość skutecznie lansuje się na to prawdziwe, to alternatywne, itd… W odróżnieniu od tego głównonurtowego, które skapitulowało wobec szatana, cywilizacji śmierci, czy — jak lubił mawiać JPII — “trzeciego totalitaryzmu” (liberalizmu obyczajowego).
Nie dostrzegam żadnej różnicy pomiędzy nim a Rydzykiem czy Nyczem. On jest troszeczkę bardziej nawiedzony, zapewne także nieco mniej od nich zamożny, a więc musi nadrabiać ideowością i zacietrzewieniem co — jak widać na załączonym obrazku — skutecznie czyni. Mało tego, wydaje mi się także że ks. Natanek uosabia przyszłość polskiego katolicyzmu, który nie potrafi się zaadaptować do nowych warunków. Nawet Kościół Rzymski, którego kadry najobficiej (na tle pozostałych chrześcijańskich stronnictw) obrodziły w historii zakutym łbami, w sytuacjach krytycznych robił jakiś sobór czy synod, czy co tam jeszcze i hierarchowie decydowali, że Bóg zmienił zdanie i że — na przykład — kobiety mogą jednak pracować zawodowo. Polski Kościół przyjął jednak postawę radykalnego odrzucenia faktów, a jego odpowiedzią na stopniową laicyzację jest antycywilizacyjny dżihad — protest przeciwko wszystkiemu co jest poza jego kontrolą.
Polacy to bodaj jedyny chrześcijański — za przeproszeniem — naród, który traktuje religię poważnie (vide: dziwacznie wręcz restrykcyjne przestrzeganie wątpliwych moralnie i zdrowotnie zakazów i nakazów) i stąd bierze się — m. in. — problem neo-konserwatywnej ofensywy po stronie Kościoła w Polsce. Ci którzy żyją w zgodzie z Kościołem, ale nie odkleili się od rzeczywistości totalnie i mają wiele wątpliwości i są ogólnie klerowi niechętni są wg. tej strategii po prostu spisani na straty. By ich przy sobie utrzymać (nawet jeśli stanowią oni jakąś tam większość) Kościół musiałby stępić ostrze ideologiczne swej awangardy i np. uznać, że UE to nie jest jednak królestwo Belzebuba oraz napiętnować tych, którzy w ten sposób się wypowiadają.
Istnieje uzasadnione podejrzenie, że wówczas wszystko straci. Dlatego woli zachować swoje wierne, mimo wszelkich kompromitacji i ewidentnej głupoty polskich hierarchów, zaplecze i liczy na werbunek nowych krzyżowców (czy jak mawia Natanek “bojowników Gedeona”) spośród coraz biedniejszego ciemnogrodu. Pielęgnowanie i rozwijanie tego kierunku wymaga jednak coraz bardziej radykalnych kroków (jedyny sposób podtrzymywania minimum wiarygodności) — zarówno w formie jak i treści. Ks. Natanek wytycza drogę. Nie jest satyrem, ani tym bardziej reklamowym komiwojażerem. Jest po prostu konsekwentnym działaczem.
Radio “Maryja” zesłało go chwilowo na obrzeża (tak jak Henryka Pająka i paru innych), by nie psuł image’u, ale nigdy z nim ostatecznie nie zerwie, bo wszyscy wiedzą, że to jednak jest jedyna droga jeśli polski Kościół ma pozostać instytucją zdolną mobilizować masy. Tak samo jak Jan Paweł II nigdy ostatecznie, w sposób czytelny i jasny, nie potępił i nie odżegnał się od Tadeusza Rydzyka, bo wie kto tak naprawdę w polskim Kościele dzierży rząd dusz… Raczej nie Boniecki, nieprawdaż?
Myślę, że w dzisiejszej rzeczywistości, gdyby Kościół zdecydował się na nowe otwarcie w stylu Soboru Watykańskiego II — przy obecnej dynamice zmian społeczno-kulturowych (abstrahując w tej chwili od ich jakości) katolicyzm okazałby się prędziutko niepotrzebnym i obciachowym rytuałem. Zresztą a propos SWII. To doskonały przykład. Wszak spiritus movens tego zjawiska był nie kto inny jak Wojtyła. Gdy jednak się okazało, że poluzowanie katolikom kagańca grozi nagłym i potężnym krokiem w stronę wyzwolenia natychmiast zmienił front. Ksiądz Natanek jest dziś więc komiczną postacią dryfującą swobodnie na peryferiach polskiego katolicyzmu, ale już wkrótce ma wszelkie szanse stać się jednym z jego nowych duchow(n)ych przywódców. A wtedy będzie mniej śmiesznie, ale też trochę…
Albo wóz, albo przewóz! Albo Ziemia jest płaska, od góry przykryta niebem, a od dołu podparta piekłem; albo dupa zbita. Człowiek w miarę ogarnięty psychicznie, wcześniej czy później skapituluje wobec postępu, bo innego sensu istnienia żadnego gatunku zwierząt (także ludzi) na świecie raczej nie ma…
Ref.: http://on.fb.me/yiNBzl
http://on.fb.me/ACcNri — Citk, citk, Magda…
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", In the fringes, on the outskirts..., Whoa... on 17/02/2012
Magda, nie mogę się oprzeć — czytając Twój komentarz — dziwnemu wrażeniu, że próbujesz oczyścić matkę Twojej imienniczki ze wszelkiej odpowiedzialności. Ale, OK… Po kolei.
- Skąd wiem, że to było dzieciobójstwo * Najważniejszym obowiązkiem rodziców jest umiejętna, kompetentna i troskliwa opieka nad dzieckiem. Jak Ci zapewne doskonale wiadomo rodzice stawiani są niejednokrotnie w bardzo skomplikowanych okolicznościach i muszą działać tak, by zapewnić dziecku dobrobyt materialny i emocjonalny co bywa niekiedy wyjątkowo trudne, czasem niemożliwe. Co jak, co jednak — umiejętność prawidłowego noszenia dziecka (w kocyku czy bez) to kwestia już nawet nie fundamentalna, ale jakaś taka mega-hiper-podstawowa — jak oddychanie. Rodzice są w pełni, w 110% odpowiedzialni za wszystko (od A do Z, od zera do nieskończoności) co dziecko robi lub co się z dzieckiem dzieje. Nie ma żadnych okoliczności łagodzących, gdyż dziecko jest od nich zupełnie, totalnie, absolutnie i całkowicie zależne. Śmierci półrocznego dziecka — czy zostanie ono zabite przez niecierpliwą opiekunkę, czy utonie w wannie, czy spadnie na nie tasak czy w końcu uderzy potylicą w jakiś próg — winni są rodzice (być może ktoś inny albo coś innego także, ale rodzice na pewno i to w pierwszej kolejności). Nie wiem jak daleko idący relatywizm moralny i jakie fałszerstwo elementarnych reguł odpowiedzialności rodziców za dziecko należałoby zastosować, by odejść od tej zasady. Stąd — dzieciobójstwo. To jednak kwestia terminologiczna, techniczna.
- “Szpadel” stąd, że Katarzyna W. zakopała zwłoki dziecka zamiast wezwać lekarza. Read the rest of this entry »
Chwilowo odmeneleni
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro on 12/02/2012
Przenikliwe zimno odświeża serca i umysły wielu dziennikarzy. Taki wniosek nasuwa się po zetknięciu z medialnym lamentem, który rozgrywa się na okoliczność “rekordowej ilości ofiar silnego mrozu”.
Pełne ubolewania reportaże, ckliwe newsy, uwypuklone w smutnym grymasie miny prezenterów telewizyjnych, zatroskany głos radiowców, zdradzające żal teksty… A to ktoś zamarzł na ulicy, a to na przystanku, a to w nieogrzewanym mieszkaniu czy domu. Samorządy i rozliczne organizacje ruszyły z pomocą biednym, niedołężnym, bezdomnym, ubogim, nieszczęśliwym, ciężko doświadczonym przez los… Ale na przejęciu nie koniec!
Informacja robi się bardzo rzetelna. Dziennikarze grzebią w statystykach i uprzejmie informują — kto zmarł z powodu zaczadzenia podczas próby dogrzewania mieszkania nieprzeznaczonym do tego sprzętem, a kto umarł ze względu na zbyt wiele promili we krwi. Ile razy i w jakim województwie interweniowała straż pożarna? Do ilu doszło pożarów, a do ilu uduszeń? Ilu pijanych, a ilu trzeźwych zamarzło w każdym województwie? Ile ciepłych zupek i swetrów rozdano osobom bez dachu nad głową, by uchronić ich od najgorszego — śmierci z przyczyn podwójnie naturalnych (1. natura mrozu, 2. natura ludzkiej fizjologii w trakcie mrozu). Płaska emocjonalność medialnego przekazu równa jest obowiązkowej ekscytacji z okazji kolejnej rocznicy WOŚP, którą zresztą niedawno znów przećwiczono. Ekscytacja związana z uprawianą masowo w całej Polsce pomocą nie osiągnie z pewnością owsiakowych rozmiarów, ale będzie do tego ideału dążyła.
Wszystko zmieni się zapewne wraz z pierwszą odwilżą. Wówczas wszystkie “ofiary mrozów” znów przepoczwarzą się w meneli, pijaków, narkomanów, przestępców, byłych więźniów i meneli. Szybko i sprawnie zaczaruje się ich — zgodnie z dominującą ideologią — w ludzkopodną pulpę, którą każdemu medium wypada dojrzałemu obywatelowi obrzydzać. Nieestetyczni, niemoralni, darmozjady… Ot, takie tam meandry neoliberalnej filozofii.
Bojan Stanisławski
Z pierwszego o trzecim…
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro, Высший совет глобалного хозяйства on 31/01/2012
15 grudnia 2011, dzień przed przebudzeniem TVN portal (i organizacja rezydująca w Waszyngotnie) Global Financial Integrity opublikował ciekawy materiał dot. gospodarek krajów tzw. rozwijających się (dawniej mówiono/pisano o “krajach Trzeciego Świata”). Okazuje się, iż światowy kryzys gospodarczy bardzo łaskawie obszedł się z krajami biednymi. Nie naruszył bowiem ważnej gałęzi ich gospodarki — nielegalnego drenażu i wypływu pieniędzy zagranicę. W latach 2000-2009 z kraje te okradziono łącznie na blisko 8,5 tryliona (osiemnaście zer!) dolarów amerykańskich. W samym 2009 roku było to 900 mld.
Dev Kar i Sarah Freitas — autorzy studium — dokonali analizy porównawczej 157 państw o najwyższych wskaźnikach nielegalnego drenażu gospodarczego. Polacy znów mogą być dumni! W tym uroczym rankingu zajęliśmy 11 miejsce. Wprawdzie nie zmieściliśmy się w pierwszej dziesiątce, ale cóż… Przynajmniej plasujemy się między Katarem i Indonezją, wysadziliśmy w powietrze 162 mld $.
Dyrektor GFI, Raymond Baker, skomentował, wyniki określając je jako zatrważające i dodał, iż “jest to jasny sygnał dla światowych przywódców”, którzy muszą poświęcić temu kryminalnemu procederowi więcej wysiłku. Tusk i Komorowski z pewnością czują się światowymi liderami wielkiego formatu, a więc… Do roboty!!! Chociaż z drugiej strony… Może lepiej nie, bo oni i ich niezawodni eksperci zaraz nam zaczną tłumaczyć, że najskuteczniejszym sposobem walki z uchylaniem się od płacenia podatków jest ich likwidacja. W III Świecie nie ma dobrego wyjścia…
***
A skoro już jesteśmy przy podatkach… Warto dodać, iż magazyn Forbes zechciał uświadomić opinię publiczną w zakresie nadzwyczaj efektywnych, społecznie pożytecznych i nader potrzebnych masowych inwestycji jakich dokonuje globalny kapitalizm. Uwaga, oto wiadomość z połowy grudnia 2011 i to z Pierwszego Świata, a nawet z najbardziej pierwszego świata — USA. 29 wielkich amerykańskich korporacji — w latach 2008-10 — zainwestowało w lobbying gigantyczne sumy, ale… nie zapłaciło w tym okresie ani jednego centa podatku!
General Electric na ten przykład cieszył się w ciągu tych trzech lat ulgami podatkowymi sięgającymi blisko 5 mln. dolarów, ale koncern stać było na lobbystów za 39 mln. w jednym tylko 2010 roku. A Pacific Gas and Electric Company miał większy gest i szarpnął się na specjalistów od korupcji za 79 mln. dolarów (w całym okresie). Osobliwością w tym towarzystwie jest FedEx (koncern logistyczno-spedycyjny), który na lobbing wydał wprawdzie blisko 51 mln. dolarów, ale zapłacił też podatek! Całe 37 mln. W sumie nieźle jak na stawkę… jednoprocentową (sic!).
Publikacja Forbesa opiera się na raporcie wydanym przez Public Campaign — niezależną organizację pozarządową, której celem jest ograniczanie korporacyjnego wpływu na politykę. Całość raportu w j. angielskim dostępna jest TUTAJ. Ciekawe co znajdowałoby się w analogicznych raportach gdyby i u nas działały podobne organizacje.
Myślę o tym głośno i nagle słyszę podpowiedź z drugiego pokoju – Nic! — konstatuje znajomy dziennikarz. Może spojrzę na sondaże… – 99% poparcia dla PO — słyszę z tego samego źródła. Nie sprawdzam.
Bojan Stanisławski

