Podziękowania dla posła Palikota
Posted in Polit-biuro on 08/31/2010 10:00 pm by dZiUbrESzanowny Panie Pośle, jako działacz związkowy i lewicowiec pragnę Panu uprzejmie podziękować.
Wielokrotnie napadałem na koncepcje, które przepychane były ongiś przez komisję „Przyjazne Państwo”, podobnie jak na pomysły rządu, który — w ten czy inny sposób — Pan wspiera i legitymizuje. Niemniej, za kilka ostatnich interwencji, które polskie media odnotowały, należą się Panu z pewnością słowa nie tylko podziękowania, ale i uznania. I nie chodzi mi o cykliczne cyrki, które organizuje Pan w sejmie czy na konferencjach prasowych. Owszem bywają niekiedy zabawne, ale ich polityczna treść nie odbiega zasadniczo od tego co oferuje społeczeństwu główny nurt więc dla mnie jako ostrożnego obserwatora niezbyt ciekawe.
Przede wszystkim dziękuję Panu za odrobinę szczerości, którą zechciał Pan wtrysnąć do polskiej przestrzeni publicznej jakiś czas po smoleńskiej katastrofie. Jest Pan jednym przedstawicielem elity politycznej, który otwarcie wypowiedział się przeciw szerzącej się pod płaszczykiem ogólnej żałoby (czy raczej żałobnictwa — to co miało być wzniosłym momentem stało się niesmacznym spektaklem) tępoty i ciemnogrodu. Dziękuję, iż zechciał Pan publicznie dostrzec istnienie paranoi, która nagle z wielu Polek i Polaków uczyniła ekspertów od awiacji cywilnej i wojskowej oraz rosyjskich technologii militarno-wywiadowczych, a z Polski światowe pośmiewisko (który to już raz..?). Media na całym świecie podchwyciły bowiem na dłużej nie wątek powszechnego smutku (demonstrowany wciąż w ten sam sposób szybko znudził odbiorców), lecz idiotycznych, obrażających inteligencję, teorii spiskowych. Zgadzam się z Panem; skoro 30% społeczeństwa daje wiarę jakimś głupstwom wyczytanym w „Gazecie Polskiej” i twierdzi, iż L. Kaczyńskiego zamordowali jacyś „ruscy” to znaczy, że kontakt z rzeczywistością znakomitej części Pana rodaków opiera się na jakichś chorych, rusofobicznych fantazmatach. Masowość tego zjawiska owszem przeraża, czy może należałoby powiedzieć poraża… By lepiej uwzględnić kontekst. Tak czy inaczej, poza Panem, nikogo na taki akt odwagi cywilnej (mowa oczywiście o elicie) nie było stać.
Pragnę Panu również szczególnie podziękować za próbę — nawet jeżeli miał to być żart — założenia samodzielnego stronnictwa politycznego. Przedłożył Pan bowiem program, który w Polsce wciąż klasyfikowany jest jako obyczajowa rewolucja i najgorszy wariant antypolonizmu. Oczywiście i ja i Pan wiemy, że chodzi o postulaty, które dziś nie są już nawet uznawane za specjalnie progresywne. Takie rzeczy jak parytety płci w polityce, rozdział państwa od kościoła, związki partnerskie czy edukacja seksualna w szkołach to — mówiąc potocznie — normalka. Na całym świecie są to zupełnie zwyczajne elementy programu praktycznie każdej działającej partii poza prawicową ekstremą typu Le Pen czy Brytyjska Partia Narodowa. Zwłaszcza liberałowie kładą na kwestie postępu światopoglądowego duży nacisk odróżniając się w ten sposób od konserwatystów, którzy do takich zagadnień podchodzą z dużo większą rezerwą. Tymczasem ta problematyka podnoszona jest w Polsce — rzadko i niechętnie — wyłącznie przez SLD. Ja mogę sobie pisać o tym, że to nie tak, że to wszystko za mało… Ale Pana posunięcie zdemaskowało SLD. Jeszcze raz Panu za to dziękuję. SLD to partia, która ekonomicznie nie ma do zaproponowania niczego szczególnego odbiegającego od powszechnej mantry prywatyzacja-wzrost-biznes, a postulaty wolności światopoglądowej i obyczajowej nie wystarczą już do politycznej walki, zwłaszcza, że w porównaniu z Pańskimi są nader nieśmiałe. Myślę, że gdyby zdecydował się Pan zrealizować projekt własnej partii to SLD zostałoby szybciutko zupełnie wyoutowane z polityki albo musiałoby zrobić to co powinno — przyjąć program lewicowy, a nie liberalny. Marne jednak na to widoki…
Mimo wszystko, dziękuję raz jeszcze.

