Od 2001 roku, od kiedy SLD zrobiło to co zrobiło, jest tylko gorzej. Gdyby dziesięć lat temu ktoś powiedział mi, że przyjdzie mi toczyć moralno-polityczną dysputę wokół ewentualnego krytycznego poparcia Kaczyńskiego przeciw absolutnej władzy PO, której będę bał się jak kret światła, wyśmiałbym go i posłał do wszystkich diabłów. Jakakolwiek myśl o czynności zbliżonej choćby odrobinę do poparcia jednego z najważniejszych eksponentów prawicowego ciemnogrodu w Polsce nie przeszłaby mi nawet przez głowę.
Niestety, ówczesna klęska SLD znaczonego rządami Millera, Hausnera i Belki, doprowadziła nas na skraj przepaści. Obaj kandydaci mają poglądy dokładnie tak podobne jak pierwsze litery nazwisk. I największym żalem serce napełnia już nawet nie to, iż obecne wybory znajdują tak tragiczny finał, ale to, że tyle lat po katastrofie ostatniego SLD-owskiego rządu polska lewica niczego się nie nauczyła. Chociaż… Grzegorz Napieralski miał, jak na poziom polityczny SLD, całkiem dobrą kampanię. Najbliższa przysłość pokaże czy dla tej partii jest jeszcze jakiś cień nadziei…
Schlag jednak trafia prawdziwy dopiero gdy głos zabiera środowisko warszawskiego lewicowego salonu liberalnej inteligencji — nie da się nie dodać — szpagatowej. Wydała ona piórem kilku swoich luminarzy pożałowania nawet nie godny tekst wzywający do poparcia w wyborach prezydenckich Komorowskiego. Używa w nim “argumentacji” na poziomie demagogiczno-bazarowym; jest to poprostu nieudana kopia prop-agitu jaki serwowała nam przez cały okres kampanii “Gazeta Wyborcza” i inne media ideowo jej pokrewne. Czytelnik zostaje skonfrontowany z płaskim szantażem IV-tą Rzeczpospolitą, Rydzykiem i “zamknięciem klubu Le Madamme”. Odpór tej medialnej mantrze skopiowanej przez “Krytykę Polityczną” dał Michał Zygmunt komentując dobitnie:
Autorek i autorów skandalicznego tekstu “Im gorzej tym gorzej”, tej przeraźliwie miałkiej intelektualnie propagitki, ani śmieciowe umowy o pracę, ani zasiłki dla bezrobotnych, ani większa progresja podatkowa nie obchodzą. W końcu bezrobocie celebrytom intelektualnego światka nie grozi, a progresja podatkowa może być co najwyżej osobistym obciążeniem. Autorki i autorzy tego tekstu za najważniejsze postulaty lewicy uznają te światopoglądowe, co świadczy o ich kompletnym oderwaniu od rzeczywistości. Przeciętnego wyborcy lewicy — mieszkańca raczej mniejszego miasta, ubogiego, sfrustrowanego rzeczywistością po 1989 roku — nie interesują subtelne różnice estetyczne, które tak dotykają Agnieszkę Graff, Stanisława Obirka i pozostałych autorów tekstu. Jego interesują odpowiedzi na pytania o dostępność pracy, o jej stabilność, wreszcie o to, czy w razie potrzeby państwo mu pomoże. Dziś nie pomaga. Głównie dzięki działaczom PO, którzy kiedyś nazywali się ROAD, Unią Demokratyczną, Unią Wolności i AWS, bo to oni tworzyli podstawy społeczno-gospodarczego ładu po 1989 roku. Chcecie na nich głosować? To przestańcie podpisywać się jako “lewica”.
Trudno się doprawdy nie zgodzić…
Jeszcze więcej na ten temat — http://www.zwiazkowiec.info/index.php/2010/06/27/krytyka-polityczna-w-ogonie-liberalnego-salonu/