Archive for July 27th, 2010
Nieudacznictwo
Posted by dZiUbrE in In the fringes, on the outskirts..., Rough stages (reach out to me) on 27/07/2010
Nieudacznictwo to z pewnością choroba naszych czasów i naszego pokolenia. Ci, którym “się udaje”, “udaje się” wyłącznie teoretycznie. Mają dzieci, pieniądze, czy co tam chcą. W rzeczywistości jednak noszą ten sam garb, co wszyscy Ci, których wolny rynek i cała jego ideologiczna nadbudowa zastała w okolicach dwudziestki. Chodzimy po świecie nie będąc pewni, czy należało zrobić tak jak nam mówili rodzice, czy też tak jak uważaliśmy sami. W moim wypadku oba stanowiska były do niczego. Pierwsze ograniczało się do “klepania” mantry w stylu “ucz się dobrze, bądź grzeczny, słuchaj się nas, a odniesiesz sukces, może Ci coś załatwimy”; drugie do stwierdzenia “mam to wszystko w dupie”. Od razu wyjaśniam – pomiędzy tymi opcjami trzeciej drogi nie ma. Jeżeli ja jej nie znalazłem, to raczej nie macie szans znaleźć jej i Wy. Zresztą poszukiwania te odradzam. Są one nieskuteczne, kończą się zawsze (no, prawie…) fiaskiem i kreatywność nakierowują raczej na zaspakajanie/łagodzenie wynikłych z tych poszukiwań frustracji. Na ogół kończy się to idiotycznymi czynnościami, które na jakiś okres odbierają możliwość rozsądnego myślenia. Zbyt wiele takich wypadków powoduje ciągi bardziej obezwładniające od alkoholowych. Jeden taki trwał u mnie około dziesięciu lat (no, prawie…). Jakie są tego efekty – wolę nie przyznawać się publicznie, tym bardziej, że nie będą one raczej dla nikogo zaskakujące. Po swoich współpracownikach i znajomych widzę, że wszyscy przeżywają to bardzo podobnie, by nie rzec – identycznie… Heh, jeszcze jeden dowód na to, że ludzie są jednak do siebie bardzo podobni…
Najgorsza, a jednocześnie najlepsza w tej całej matni rzecz – z tego się nie wyrasta! I nawet jak „się udaje” to ostatecznie „udaje się” tylko połowicznie. Dlatego, że o „udaniu się” decyduje to co lingwiści lubią najbardziej – kontekst. A ten zmienną jest nieustanną…
Kontekst decyduje również – jak łatwo idzie się domyślić – nie tylko o udacznictwie (ewnetualnym nader), ale i (a może przede wszystkim) o nieudacznictwie. Jeżeli ktoś dysponujący dozą inteligencji pozwalającą mu na samodzielne formułowanie refleksji bez obciążeń kolorytem lokalnego syfilisu antyintelektualnego, nie wykorzystuje tej właściwości dostatecznie często jest niewątpliwie nieudacznikiem – bo taki człowiek, na ogół, nazbyt wielu asów w rękawie nie ma. A rzeczywistość trzeba jakoś przetwarzać i tym przetworzeniem do niej emanować. Bo inaczej nie ma nawet po co pytać „po co?”.
Dobra, nie ma co pierdolić.
Pozdrawiam,
d.