Archive for January, 2012
Z pierwszego o trzecim…
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro, Высший совет глобалного хозяйства on 31/01/2012
15 grudnia 2011, dzień przed przebudzeniem TVN portal (i organizacja rezydująca w Waszyngotnie) Global Financial Integrity opublikował ciekawy materiał dot. gospodarek krajów tzw. rozwijających się (dawniej mówiono/pisano o “krajach Trzeciego Świata”). Okazuje się, iż światowy kryzys gospodarczy bardzo łaskawie obszedł się z krajami biednymi. Nie naruszył bowiem ważnej gałęzi ich gospodarki — nielegalnego drenażu i wypływu pieniędzy zagranicę. W latach 2000-2009 z kraje te okradziono łącznie na blisko 8,5 tryliona (osiemnaście zer!) dolarów amerykańskich. W samym 2009 roku było to 900 mld.
Dev Kar i Sarah Freitas — autorzy studium — dokonali analizy porównawczej 157 państw o najwyższych wskaźnikach nielegalnego drenażu gospodarczego. Polacy znów mogą być dumni! W tym uroczym rankingu zajęliśmy 11 miejsce. Wprawdzie nie zmieściliśmy się w pierwszej dziesiątce, ale cóż… Przynajmniej plasujemy się między Katarem i Indonezją, wysadziliśmy w powietrze 162 mld $.
Dyrektor GFI, Raymond Baker, skomentował, wyniki określając je jako zatrważające i dodał, iż “jest to jasny sygnał dla światowych przywódców”, którzy muszą poświęcić temu kryminalnemu procederowi więcej wysiłku. Tusk i Komorowski z pewnością czują się światowymi liderami wielkiego formatu, a więc… Do roboty!!! Chociaż z drugiej strony… Może lepiej nie, bo oni i ich niezawodni eksperci zaraz nam zaczną tłumaczyć, że najskuteczniejszym sposobem walki z uchylaniem się od płacenia podatków jest ich likwidacja. W III Świecie nie ma dobrego wyjścia…
***
A skoro już jesteśmy przy podatkach… Warto dodać, iż magazyn Forbes zechciał uświadomić opinię publiczną w zakresie nadzwyczaj efektywnych, społecznie pożytecznych i nader potrzebnych masowych inwestycji jakich dokonuje globalny kapitalizm. Uwaga, oto wiadomość z połowy grudnia 2011 i to z Pierwszego Świata, a nawet z najbardziej pierwszego świata — USA. 29 wielkich amerykańskich korporacji — w latach 2008-10 — zainwestowało w lobbying gigantyczne sumy, ale… nie zapłaciło w tym okresie ani jednego centa podatku!
General Electric na ten przykład cieszył się w ciągu tych trzech lat ulgami podatkowymi sięgającymi blisko 5 mln. dolarów, ale koncern stać było na lobbystów za 39 mln. w jednym tylko 2010 roku. A Pacific Gas and Electric Company miał większy gest i szarpnął się na specjalistów od korupcji za 79 mln. dolarów (w całym okresie). Osobliwością w tym towarzystwie jest FedEx (koncern logistyczno-spedycyjny), który na lobbing wydał wprawdzie blisko 51 mln. dolarów, ale zapłacił też podatek! Całe 37 mln. W sumie nieźle jak na stawkę… jednoprocentową (sic!).
Publikacja Forbesa opiera się na raporcie wydanym przez Public Campaign — niezależną organizację pozarządową, której celem jest ograniczanie korporacyjnego wpływu na politykę. Całość raportu w j. angielskim dostępna jest TUTAJ. Ciekawe co znajdowałoby się w analogicznych raportach gdyby i u nas działały podobne organizacje.
Myślę o tym głośno i nagle słyszę podpowiedź z drugiego pokoju – Nic! — konstatuje znajomy dziennikarz. Może spojrzę na sondaże… – 99% poparcia dla PO — słyszę z tego samego źródła. Nie sprawdzam.
Bojan Stanisławski
SENSACJA: TVN przemówił ludzkim głosem (przez PAP) jeszcze przed Wigilią (i “Wyborcza” także!!!)!
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro on 31/01/2012
W III Świecie media — niczym Nowy Jork — nigdy nie śpią. Ale czasem się też budzą. Jak dochodzi do tego osobliwego zjawiska? TVN na ten przykład obudził się 16 grudnia 2011 roku i dostrzegł w Polsce problem biedy. Swoje odkrycie redaktorzy i wydawcy zaanonsowali na portalu TVN24.pl — Co dziesiąty pracujący Polak zagrożony biedą. Gratulujemy! Lepiej późno niż wcale, no, a poza tym głupio trochę w takich okolicznościach cynicznie pytać “a nie mówiliśmy?”. Bo mówiliśmy, ale media żyły — znów, jak Nowy Jork — swoim życiem. Jego jakość znaczona jest tytułami poszczególnych wpisów: Sterroryzował kasjerki i ukradł, Zabił 12-latka potem siebie, Celnik zginął zastrzelony podczas szkolenia, Ciało Polaka w kanale…
Ten materiał ekipa TVN24.pl opracowała na kanwie raportu Komisji Europejskiej Zatrudnienie i Rozwój Społeczny w Europie. Wynika z niego, iż w Polsce odsetek tzw. biednych pracujących (osób zatrudnionych, lecz pobierających dochody w wysokości uniemożliwiającej im zaspakajanie wielu podstawowych potrzeb) wynosi 12% i jest o połowę wyższy niż średnia EU! Jednym z wniosków przedstawionych w raporcie (np. w Polsce związki zawodowe mówiły o tym dużo wcześniej, TVN jednak potrzebował do tego aż raportu KE), jest wyraźnie wyższy poziom zagrożenia biedą w wypadku osób zatrudnionych na podstawie umów tymczasowych, cywilno-prawnych itp. (tak, tak, to właśnie te kwity nazywamy “umowami śmieciowymi”).
No, ale że w Polsce panuje trzecioświatowe dziadostwo nie jest zapewne żadną niespodzianką. Dlatego uprzejmie przedkładamy bonus — komentarz internautki podpisującej się jak Emierytka-Optymistka (Zachowujemy pisownię oryginału).
“Co dziesiąty Polak biedny. Z radością stwierdzam, że to nieprawda .Wystarczyło wyjść na ulicę przed świętami,zajżeć do Domów Handlowych na tłumy kupujących,oraz ilości zakupów to napewno biedy nie byłło widać.Nawet w najbogatrzych krajach są ludzie bardziej zamożni,krezusi,biedni? i ubodzy.Nawet w czasach realnego socjalizmu, gdzie wszyscy mieli “równo”też był taki podział. Ale wtedy było to zależne od dostępu do koryta Teraz w większoścci przypadków zależne jest od pracowitości,wykształcenia,pomysłu na życie,napewno nie od biadolenia,że inni mają, a ja jestem biedny LEŃ . Kochani Rodacy- do roboty,przestańmy się nad sobą użalać, i cieszmy się tym co mamy.Więcej optymizmu,zyczy Wam wszystkim życiowa optymistka – emerytka po 45 latach pracy, z niewielką emeryturą,ale szczęśliwa,że żyje w WOLNEJ POLSCE. Szczęśliwa”.
Czy teraz Droga Obywatelko i Drogi Obywatelu rozumiecie dlaczego nie możemy się przebić do świadomości społecznej z informacjami o naszej trzecioświatowości?
***
Ze letargu znaczonego tytułami typu Kasia Tusk leczy kaca w łóżku (Plotek.pl to też inwestycja dostojnej spółki Agora) wyrwało też redaktorski duet Bojanowski/Zachariasz z Gazety Wyborczej. Na dwa dni przed wigilią — 22 grudnia 2011 — w GW dostrzegli problem biedy, wyzysku, braku stabilizacji, niepewności i takich tam rzekomych niedogodności jakie kapitalizm oferuje w wersji podstawowej. Biedapraca zatytuował swoje enuncjacje rzeczony duet… Pięknie. A tam czytamy m. in., że w Polsce 2 mln. ludzi pozostaje bez pracy, że blisko 30% zatrudnionych ma podpisane umowy o pracę na czas określony (w 2002 roku, dla porównania, wskaźnik ten wynosił “tylko” 6%, czyli był aż pięciokrotnie niższy), a do tego dołożyć należy jeszcze wyzyskiwanych (bo nie są to pracownicy, a więc nadużyciem byłoby pisać “pracujących”) w trybie umów o dzieło, umów-zleceń czy w ogóle “na gębę”.
- Taki skok to efekt liberalizacji kodeksu pracy. Zmiany w przepisach zachęcały pracodawców do zatrudniania ludzi na czas określony – mówi dr Iga Magda z Instytutu Badań Strukturalnych. Dzięki temu łatwiej i taniej mogą zwalniać. -Okres wypowiedzenia jest krótszy. Poza tym taka umowa kiedyś wygaśnie – dodaje.
Wśród młodych poniżej trzydziestki aż 65 proc. pracuje na umowach czasowych. Wśród osób do lat 24 podejmujących pierwszą pracę aż 85 proc. nie dostaje stałej umowy. W Unii średnia to 50 proc. i najczęściej – np. w Niemczech czy Holandii -takie zatrudnienie połączone jest ze szkoleniami, stażami. Po ich odbyciu status się zmienia.
Gazeta Wyborcza nie mogła jednak — nawet w okresie przebudzenia — wspiąć się choćby o szczebelek ponad standard bazarowej demagogii.
Polska przewodzi Unii w stosowaniu umów czasowych. Ma je 27 proc. pracowników. W Hiszpanii stałej umowy nie ma 25 proc. zatrudnionych, ale bezrobocie jest dwukrotnie wyższe. W biedniejszej od nas Rumunii czy na Litwie takie umowy ma mniej niż 2 proc.
Komentują uspokajająco publicyści. Ale czy w takim wypadku nieco bardziej informatywnym i, co tu dużo mówić, uczciwszym nie byłby tytuł — na przykład, wybór stylistycznych kombinacji jest przeogromny — Witajcie w III Świecie! i nadtytuł — 1989-2012 — Bądźmy dumni z naszych osiągnięć.
Bojan Stanisławski
Lekarze czy kanceliści?
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro on 30/01/2012
Gdy państwo wycofuje się ze swoich funkcji opiekuńczo-redystrybucyjnych, zwłaszcza gdy się władzy spieszy, dochodzi niejednokrotnie do osobliwych okoliczności — społeczna tragedia miesza się z biurokratyczną komedią. Tak właśnie zdarzyło się (dzieje się) w przypadku “ustawy refundacyjnej”. Politycznie biorąc całe to zamieszanie ma dokładnie taki wymiar.
Za standard i oczywistość przyjęło się uważać, iż państwo — dysponując obszernym instrumentarium prawnymi i wielością instytucji, które mogą/powinny je stosować — pilnuje porządku prawnego, tym bardziej, że samo go stanowi. Neoliberalna ideologia podsuwa naszym włodarzom coraz to nowe projekty, a jeden bardziej wyborny od drugiego. Okazuje się, iż kontrolę przestrzegania prawa można — przynajmniej w niektórych obszarach — wyousource’ować. Podwykonawcą w tym wypadku mają stać się lekarze. Nikt jednak nie zamierza w związku z tym poszerzać ich zakresu obowiązków służbowych, ani nie przewiduje dla nich dodatkowego wynagrodzenia. Za to przewiduje odpowiedzialność i to we wcale poważnym wymiarze.
Bezmyślne, bezpośrednie stosowanie ideologicznych schematów jest szkodliwe społecznie i ekonomicznie, ale jest w tym pewien pozytywny element. Kwestia “ustawy refundacyjnej” po raz kolejny bowiem ujawniła, iż rząd i społeczeństwo to nie tylko dwa zupełnie oddzielnie funkcjonujące organizmy, ale wyraźnie pokazała rozbieżność interesów. Obywatel oczekuje od lekarza medycznej pomocy i wsparcia w pokonaniu jakiejś dolegliwości. Tymczasem Tusk i Arłukowicz chcą, by lekarz stał się skrupulatnym buchhalterem stojącym na straży prawidłowo wypełnionych rubryk i wyraźnie przystawionych pieczątek na urzędowych dokumentach. Kwestię leczenia pacjentów — czyli, przypomnijmy, ta zasadnicza — zostaje już nawet nie zepchnięta na jakiś drugi plan tylko kompletnie zdezawuowana czy raczej wynaturzona.
Terapia polega teraz nie na regularnym przyjmowaniu zaordynowanych medykamentów czy hospitalizacji, ale na dokładnym i nieomylnym wypisywaniu recept. W takich warunkach lekarz może oczywiście (hobbistycznie?) doradzać pacjentowi i ogólnie próbować mu pomóc. Ustawa tego nie zabrania. Określa jednak wyraźnie zakres najważniejszej działalności lekarza, która polegać ma teraz na czynnościach sekretarsko-kancelaryjnych. To za naruszenia w tym właśnie zakresie przewiduje ona odpowiedzialność. Źle wypisana recepta — problem, źle leczony pacjent — pech. Kolejny krok w stronę III Świata został uczyniony! Tuskowi wypada chyba gratulować wytrwałości i skuteczności!
Bojan Stanisławski
O kłykcinach Bushke-Levensteina tysiąc lat temu…
Posted by dZiUbrE in Dziubre & Olosz Sp. z o.o., Z pamiętnika mistycznych protagonistów Mieczysława Boguty on 12/01/2012
Czytanie zaangażownych tekstów sprzed dziesięciu lat sprawia bardzo szczególny rodzaj satysfakcji… :]
Dziubre
—— Wiadomość oryginalna ——
Temat: Re: Słów mi brak
Data: Sat, 23 Mar 2002 17:15:14 +0100
Nadawca: Konstanty
Odpowiedź-Do: Konstanty
Adresat: A L I E N
Witamy serdecznie!
Cieszymy się, że dotarł do Ciebie nasz biuletyn. Nie wiemy dokładnie którego kolegę masz na myśli, ale bardzo nam miło. Jesteśmy Ci również wdzięczni za to, że wysiliłeś się na krytyczny komentarz. Jeśli pozwolisz – przedstawimy Ci naszą z nim polemikę.
To bardzo dobrze, że wszędzie będziesz “tępić głupotę i populizm, gdziekolwiek się na nie natkniesz”. Obawiamy się jednak, że tego rodzaju działanie nie znajduje szerszego zastosowania wobec naszej publikacji. Read the rest of this entry »