Archive for category Farthest pull
Къси влизания…
Posted by admin in Farthest pull, Historia ЋУБРЕ.ком, In the fringes, on the outskirts..., Mediolan (MAS/МАС), Rough stages (reach out to me) on 05/01/2009
Ostanio robię (robiłem tak też pod koniec ubiegłego roku) short entries /krótkie wejścia/. Było to wynikiem kilku czynników. Po pierwsze – trochę mniej mi zależało na jakości niż na ilości, na której (o dziwo!) zależało mi najbardziej… W tym roku postanowiłem to zmienić. Po co walić krótkie niezrozumiałe (albo niekoniecznie zrozumiałe) dla adresatek i adresatów tych bzdureczek, które tu produkuję dykteryjki. Poza tym – nie chciałbym być jak Głowacki. Ceniłem gościa i dalej nawet cenię, ale jak wydał tę syfiadę książkową… Jezu Grancie, kiedy to było… Jeszcze studiowałem (w prawdziwym, nie tylko formalnym, tego słowa znaczeniu)… Gadałem o tym z Andrjejuszką Rudke vel Rutke. Głowacki wydał jakieś wspomnienia, czy co to było… Jezu. Mam fatalną pamięć do imion i tytułów. To znaczy w ogóle mam fatalną pamięć, ale do tych rzeczy szczególnie :) Dobra. Chodziło o to, że gościu pozbierał jakieś megalomańskie kawałki, które napłodził niewiadomo po co… Np. przypowieść o tym, że lecał jakąś aktorkę niedoszłą i ona nie rwała torby tylko się darła… Eh. Nie ma znaczenia. W każdym razie… TaKże tego. Tu jest dziubre.com i tu tak nie będzie na pewo…
Tak więc tego.
Muszę chyba zastosować metodę Heinza Dietericha i przedłożyć Wam sprawy w punktach :)
- Chcę Wam powiedzieć radośnie, że leca właśnie moja (jedna z wielu) ulubionych pioseneczek Młynarskiego – “W co się bawić”. Anka mówi, że obrzydziłem jej tego gościa puszczając go po sto razy dziennie :) Ale teraz ona nagrywa, Milan śpi, a ja piwuję i aktualizuję bloga z tymże facecikiem w tle. W oddzielnym poście napiszę o jego piosence pt. “Polska miłość”.
- Ten rok może być dużo lepszy od poprzedniego. Zależy to w dużej mierze ode mnie. Już się tym zająłem. Najważniejsze jest właściwe układanie priorytetów! Wydaje mi się, że pomiędzy świętami 2008 i nowym rokiem opanowałem tę sztukę jeszcze lepiej… Mam w tej materii już nawet dobre/niezłe osiągnięcia. Oczywiście nikt tego nie doceni… No, może Wojtek zauważy. Ale ja i tak będę zadowolony co oczywiście niektórym się niespodoba. Bo w Polsce w ogóle ludzie są kretynami i uważają, że fajnie jest wtedy kiedy ktoś się męczy. A jak mu dobrze to trzeba mu dosrać. Ja bardzo często padam tego ofiarą, ale w tym roku postanowiłem się na to wysrać ze wszystkimi tego konsekwencjami. Tymbardziej może być ciekawy ten rok… I will keep you informed.
- Jezu – w robocie temat dźwiga ze mną John Simonee. Jeśli wytrwa to się nada. Na razie zapowiada się nieźle, ale z systematycznościa ma kłopoty… Ale Panie… Jaki to pozytywny dźwigacz tematu w porównaniu z poprzenimi… Naprawdę. Oby tylko się utrzymał. Jak przetrwa te pierwsze trzy miechy to potem już spokojnie dźwignie. Staram się go nie obarczać za bardzo, ale nie mogę też go za bardo oszczędzać, bo kurwa kto wykona tę robotę? A ja nie jestem wyzyskiwacz kusza… Skądże. Tylko dwa takie dziubraki mnie o to pojejrzewały trochę, ale – że tak powiem – member them in the ass :)
- Co się dzieje “przez kolejne grudnie, maje…”? Też muszę odpowiedzieć w kolejnym poście… Że tak powiem… We play in green :)
- Anka wraca… Fajnie :) Ale mnie ten SMS wytrącił trochę i zapomniałem co tu jeszcze miałem napisać… :))) Ale cieszę się, że tak się stało, bo to kolejna ważna moja cecha, której idę radośnie na przeciw i PÓKI CO ZWYCIĘŻAM!!!
- Kolega mnie rozkojarza jakimiś GG. Nazywa się Bartłomiej. Znismaczył się filmikami na zbiornik.com :) W ogóle dziwne, bo ja pierwszy raz usłyszłem o tym portalu, ale jak zacząłem wpisywać w OgnistymLisie adres to wyskoczyło mi, że już ten portal odwiedzany niby był… Hmm… Chyba ktoś korzysta z mojego kompika jak ja chodzę w robocie na obiady :) Ja mu na to, że jak ktoś nagrywa swoje lecanie i potem to publikuje to dla mnie nie jest to taki znów problem. Wcale nie świadczy to jakimś “poziomie społeczeństwa”. Najwyżej o poziomie niedopchania. Ale ja uważam, że to normalne, bo Polacy to takie pojeby skrajne, że uznają nieszczęście za cnotę i na dodatek niedopychają, albo jak już dopychają to bez sensu i w sumie kończą niedopchani/ne. Jak ktoś już uważa, że musi całe życie trwać w bezmyślnickim stresie to chociaż niech się leca do woli. Nie! W Polsce – żyj bezmyślnisko i się nie lecaj, albo lecaj się z debilami którzy uwielbają motory albo pochodzą z Otwocka. A wiadomo, że każdy spod Warszawy jest na mózgu swym kulawy… Nieprawdaż? Ja prawdam. Jakby Polacy (i Polki) lecali trochę skuteczniej i w innymi niż sprowadzanie na siebie cierpienia celu, to by ten kraj wyglądał inaczej nie był pełen katolickich fundametalistów… Ech, gdzie mi przyszło żyć…
- Agata Rozenberg pozwoliła sobie dziś rozczarować mnie po raz kolejny. Nie będę pisał o tym co i jak, bo nie uchodzi, ale jak ona nie zacznie dźwigać tematu to będzie niedobrze…
Dobra… Kończę.
Taki cytat mam na koniec…
Niejedną jeszcze paranoję przeżyć przyjdzie robiąc swoje…
Pozdrawiam pozytywnie, acz z dystansem… Czy tak już będzie wyglądało moje życie? Stawiam piwo kto mi na to pytanie odpowie i uargumentuje odpwiedź. Choćby w miarę przekonywająco…
Osobliwe uczucie podczas
Posted by admin in Dziubre & Olosz Sp. z o.o., Farthest pull on 05/01/2009
Wydarzyło mi się lecnąć co nieco i poczuć się – ulubione wojteczkowe – uradowanym słuchając songu o
- CircleCoast (tak w oryginale!)
miejscu, które w naszym slangu wyrażone powinno być tak:
CircleCoast
lub
CircleBank.
Lecnąłem dotychczas: Tyskie, Магнат-a i Staropramen-a.
Warte dziubractwa niejednego są takie stany. Bo można wtedy skutczenie luzować poślady i zastanawiać się (również skutecznie uruchamiając wyobraźnię) jak to będziemy lecali na tzw. jecu :) Ech… Rwanie.
lILLian…
Posted by admin in Farthest pull, In the fringes, on the outskirts... on 07/12/2008
Hey, I’m ill.
Temprature — high.
Medicine administered — Gripex, Strepsils Intensive, Aspirin.
Condition — generally OK, throat irritated.
Activities — receiving guests, cooking, cleaning house, pampering kid, getting familiar with ‘hercrabbiness’ and her videos about Laura Bow (that’s why lILLian, tell you later about it…).
Tomorrow I need to be at work. Very best!
I na koniec – nie czuję zbyt studnia!
Bojuś
Gdzie mamy włoski?
Posted by admin in Farthest pull on 21/11/2008
Idiotyczne pytanie, które sformułował kiedyś mój kolega ze szkoły średniej celując w kiepawy dowcip przypomniało mi się gdy chciałem napisać, iż odkryłem interesujacą zawiłość lingwistyczną.
włosy przetłuszcające się
- (self) overfating hair
- (self) throughfatting hair
- (self) throughTŁUpissing hair
TaKże tego…
Pozdrawiam kuszaków i kuszaczki…
Storbienie oczekliwe…
Posted by admin in Farthest pull, In the fringes, on the outskirts... on 14/11/2008
Kusza, Tymek Słowacki mi zaginął normalnie, a ja dzisiaj chciałem chlapnąć, ale potem nie chciałem chlapnąć, a teraz nie wiem czy chcę, ale nie chcę decydować… Kusza.
Kiedy on się tu do xo^epbi nawróci? Już oooo jest.
(Huiku)
With Mister Grant…
Hue, hue… Ale mi się napisało. Hue, hue… But to me it onwrote itself.
Ingingerbreading onself…
Posted by admin in Farthest pull, In the fringes, on the outskirts... on 14/11/2008
Ja jak się już wpierniczę to jakoś tak zawsze niefortunnie… Wojtek pochlał z moim gościem, a teraz ja czekam, aż gościu wróci z centrum… Eh… Qrva, a poszedłbym se spać jak człowiek normalny… Albo nawet jak nienormalny, ale bym se poszedł…
Z drugiej strony – trzeba powiedzieć – osiągnałem ważną rzecz, bo wykminiłem w końcu jak pociskać tu foty, które “ogłosiłem” na PicasaWeb i jestem z tego bardzo zadowolniony, choć też cokolwiek sfrustrowany, bo okazało się, że kombinowałem ze 45 minut nad tym co jest prostą funkcją prawego klawisza w Ognistym Lisie… Eh… Arvq!!!
Z Grantem… Z Grantem…
P.S. Z dzisiejszego katalogu:
- wpierniczyć się – to ingingerbread onself
- FireFox – OgnistyLis
- Z Panem Bogiem – with Mister God
Niedawno temu w torebeczce Mietka…
Posted by admin in Dziubre & Olosz Sp. z o.o., Farthest pull, Z pamiętnika mistycznych protagonistów Mieczysława Boguty on 13/07/2008
Hej, niestety nie uda mi się zrealizować (raczej) mojego zamierzenia, które powstało już kilka dni temu, a mianowicie opisania (choćby pokrótce) tego co przydarzało mi się tuż przed narodzinami Milana. Nie znajdę na to w tej chwili czasu, a później to już połowę zapomnę. Śmiał się będę z różnych scenek rodzajowych zapewne do końca, ale już nie będę umiał Wam ich opisać we właściwym kontekście. Zastanawiałem się przez jakiś czas jak maksymalnie skrótowo ująć ten tydzień, czy ile to tam było do momentu gdy Anka poszła do szpitala. Myślałem długo i w trakcie wielu różnych czynności, przywołując różne scenki, aforyzmy, szczególnie-stałe-związki-frazeologiczne… I wymyśliłem. Wszak opisać to idzie bardzo łatwo i kulturalnie, w jednym zdaniu zawierając trawestację znanego rosyjskiego literata (jest to o tyle uzasadnione, że bardzo często się do niego odwoływaliśmy w tym okresie), używając naszego slangu, wyrażając w zasadzie sedno sprawy i zwracając uwagę na najważniejsze innowacje lingwistyczne w zakresie dyskrytywistyki.
I natychmiast się nalecałem…
