Archive for category Napychanie baryły

Alzeheimer jest może i nieuleczalny, ale można mu zapobiec…

Choroba Alzheimera jest postępującą, degeneracyjną chorobą ośrodkowego układu nerwowego. Główne jej objawy to występowanie otępienia, zaniki pamięci oraz utrata świadomości. Jak wykazało wiele badań, wpływ na rozwój choroby mają nie tylko czynniki genetyczne, ale również środowiskowe, jak brak aktywności fizycznej czy też nieprawidłowo zbilansowana dieta. Read the rest of this entry »

, , , , , , , , , ,

No Comments

Samlec wegetariański i inne czasy

Piszę o smalcu wegetariańskim ponieważ jest to zjawisko kulinarne o nadzwyczajnych właściwościach — jest ersatzem, który smakuje daleko lepiej niż oryginał, na podobieństwo, którego to był modelowany, niczym człowiek na wzór chrześcijańskiego boga. Odniesienie do religii znalazło się tu nieprzypadkowo. Związane jest ono z historią mojego wegetariaństwa. Ma ono bowiem swą genezę w niechęci do śmierci ogólnie, ale zwłaszcza tej zadawanej ludziom i zwierzętom przez rozmaite nowotwory. Inspirowany wciąż przez różne niepożądane i niemile widziane zewnętrzne bodźce zacząłem poszukiwać różnych sposobów zapobiegania powstawaniu raka, a to — zdawałem sobie z tego zresztą sprawę — wcześniej czy później, musiało przedłożyć mojej kulinarno-kulturowej świadomości do konfrontacji metodę zaspakajania potrzeb żywieniowych innego typu niż ta, do której przywykłem i którą przywykłem kochać miłością uzależnionego. Tak też się stało.

Moja wiara w zbawienną moc diety opartej na produktach pochodzenia roślinnego jest niezmiernie silna — to typowe dla neofitów. Chętnie zatem nawiązuję dyskusje dotyczące tej materii, bo liznąłem byłem nieco wiedzy i doświadczenia (nie tylko swojego) w związku z czym przeciętnego miłośnika schabowych i kiełbasy niszczę merytorycznie w 15 minut. Zwłaszcza, że nie natykam się na ogół na fanatyków zwierzęcych zwłok. Osoby bardziej uparte próbują niezdarnie bronić się przed wywieszeniem białej chusteczki technikami dyskursywnymi rodem z bazaru — “e, tam, to takie pierdolenie jest”. To daje mi dodatkową satysfakcję ponieważ jako osoba próżna lubię chwile, w których moja wyższość wobec interlokutora demonstruje się sama i nie muszę jej sobie roić.

Nie mogę jednak ukryć, że w całej tej konstrukcji kryje się pewna słabość filozoficzna. U podstaw mojej kulinarnej transgresji legł bowiem (w ostatecznym rozrachunku, poza sprawami trywialnymi jak np. pęd do bezpiecznego eksperymentowania na sobie samym) lęk. Przyznaję się do tego nader niechętnie ponieważ zagraża to fundamentom mojej wiary nadrzędnej, a mianowicie tej w międzynarodowy socjalizm i zbawienie świata przez klasę robotniczą. Jestem bowiem oto kolejną egzemplifikacją zależności społecznej, którą jako komuch zwalczam — ludzie czynią dobrze sobie i innym tylko wówczas, gdy nad ich głowami gromadzą się ciemne chmury strachu. Rozwiązanie tej — zapewne dialektycznej — zawiłości z pewnością ujrzy światło dzienne, na którymś etapie mojego dalszego życia. Wówczas — kierowany chwilowym olśnieniem oraz chęcią powymądrzania się — z pewnością wyświetlę na blogu.

Tymczasem polecam smalec wegetariański. I nie ma co porównywać go z parówkami sojowymi… On naprawdę jest smaczniejszy od schmeltzu świńskiego! Przepis jest banalny! Pokrojone w drobną kostkę tofu podsmażyć na oleju, dodać drobno pokrojoną cebulę. Smażyć razem aż cebula będzie złota, dodać sos sojowy (mało bo będzie za słone), tłuszcz (olej) kokosowy pozostałe przyprawy, można dodać jeszcze odrobinę startego jabłka i już. Potem do kubka, do ostygnięcia i do lodówki na trochę. Zajebiste z ogórasem kiszonym i chlebelem razowym, tylko bardzo kaloryczne.

Całuję…

P.S. Dziś byłem na wsi. Podobno Marks pisał gdzieś, iż jakość życia wiejskiego zbliżona jest do komfortu jakim cieszy się ziemniak w worku z toną jemu podobnych. Coś w tym jest, ale jest też chyba coś więcej… Niestety, nie sposób przedstawić dwóch dni świątecznych na wsi w jednym wpisie… “Inne czasy” w tytule wpisu (fraza umieszczona tam zupełnie bez sensu jeśli miałaby ona komunikować cokolwiek dot. treści wpisu) wzięły się z parapetu największego pokoju w domu, w którym na owej wsi przebywałem — leżała tam książka autorki, której na pewno nigdy nie będę czytał, która zawierała to sformułowanie w tytule swojej powieści okrzykniętej wyśmienitą. Ciekawe czy Wojtuś Orliński też ją okrzykiwał…?

3 Comments

Eh… I zaraz pąniędziałek… I dobrze

Akurac leci “Ballada o zasługiwaniu”. Fajnie… Od razu się człowiekowi robi raźniej… Korzystając z okazji dziękuję WF-owi, że otworzył mnie na ten kawałek. Dziękuję… Dziękuję…

Późno idę spać, ale nagotowałem.

1. Kasza gryczana z sosem z pomidorowo-paprykowym z dodatkiem tofu.

  • Weź trochę papryki, pokrój na małe kawałki i wrzuć do rondelka na dwie łyżki rozgrzanej oliwy z oliwek (ew. olej z pestek winogron).
  • Przykryj i duś bez dodawania przypraw.
  • Jak się lekko rozmięknie i podrumieni papryka to wal tam pomidory z puszki (mogą być świeże, ale bez skórki i pokrojone wtedy), znowu duś chwilę.
  • Dodaj sporo bazylii, trochę wyciśnij czosnku, nie pożałuj pieprzu i dodaj do smaku soli, pomieszaj i sypnij kurkumy, pomieszaj, przykryj i znów na wolny ogień.
  • Weź kostkę (między 200 a 300 gram) tofu i pokrój w kosteczkę, posyp przyprawami i chlapnij na to sosu sojowego ciut, a potem wsyp to do dania gotującego się już i zamieszaj.
  • Chwilę na wolnym ogniu podciągaj, pomieszaj od czasu do czasu.
  • Gdy tofu się już zacznie rozlatywać to rozbełcz jedno jajeczko z niewielką ilością mleczka i sypnij i zamieszaj i jeszcze chwilę pogotuj i po upływie chwili wyłącz piecyk i niech to se dojrzewa pod przykryciem na dogasającej fajerce.
  • Ugotuj kasy gryczanej tak ze 400 gram i miej obie rzeczy na podorędziu.
  • Na talerz sobie lecnij trochę kaszy i potem na to tego gęstego sosa…
  • Jedz.
  • Podziękuj za zamieszczenie tak zajebistego przepisu.

Pozdrawiam Was i choć mam do napisania wiele idę spać… Idę spać, bo kusza padam na nozdrza… Jutro drugi (a jak dobrze pójdzie do i trzeci) przepisik Wam tu zaserweruję…

No Comments

Dzisiejszy łykęd

Można chyba uznać zasadniczo za odhaczony i udany. Poziom dziubractw jaki zarejestrowałem wyniósł raptem około 2,5 w skali 1-10 :) Poza tym upiekłem zajebiste pieczywo, choć nieco sobie pomagałem tym i tamtym, ale to już trzeci chlebel w życiu… A nawet więcej powiem – wyszedł z tego piękny “chlebuś kwadratowy” jak mawiają starsze polskie pary przebywające nad Morzem Czarnym chcące zakupić chleb.

Póki co nie udało mi się sfotografować moich wypieków, ale zrobię to w końcu i oczywiście zamieszczę. Milankowi mój chleb nie smakował – dawalim. On w ogóle jakoś mojej kuchni jeszcze nie dźwiga :) A starałem się… Cóż.

Jeden zasadniczo problem występuje z chlebelami własnej roboty – jakoś obwolutę mają twardą za bardzo… Zupełnie nie wiem czemu tak jest. Podpytam Frycka z Danii, albo gdzie sprawdzę…

A, jeszcze jedno. W Parku TIVOLI (osiedle przy Malborskiej 18) kila balkonów wywiesiło transparenty z obwieszczeniem następującej treści: “DEWELOPER NAS OSZUKAŁ!!!”. Rach-ciach-ciach – niczym marcheweczka do najlepszego na stres leku (żurek!) – w Google to i… Pyk! :) Zapraszam do lektury… Też bloga notabene… Mieszkaniowego. Jak sobie to przeczytałem, to pierwszy raz od wielu lat pomyślałem, że “Gazeta Wyborcza” też się czasem na coś przydaje i że pracuje tam nawet jakiś przyzwoity człowiek, a nie tylko Stasińskie i Orlińskie czy inne Łuczywa albo Wielowiejskie… Wpis się nazywa “Deweloper zadrwił ze swoich klientów“. Mię na szczęście (tak by na razie wynikało z faktów) dęwelooper nię oszukał…

No Comments

Један доручак – Dva doručka

Само да Вам свима кажем шта сам данас појео ујутру…

Dobra, napiszę szybko, bo mi raczej czasu wiele nie starczy, a ta serbska klawiatura cyrylicowa to jest trochę inna niż BulgarianPhonetic….

Miałem wiele pisać o tym jakie to rzeczy wpycham na śniadanie, ale oczywiście nie udało mi sie to…

Niemniej, paroma śniadaniami się mogę pochwalić. Np. dzisiejszym:

  • makaron z mąki pełnoziarnistej z serem owczym oraz cukrem trzcinowym (bio),
  • trzy małe szklanki świeżego mleka koziego,
  • kawa typu espresso (70ml),
  • kawa zbożowa typu inka (150ml),
  • kawałek ciasta z otrębów pszennych,
  • nektarynka świeża.

После могу да Вам то преведем, али сада излазимо са Миланом да се мало прошетамо…

Ћао, бре…

P.S. Na basenie było supęr dziś… Ganiał z pyłką z dziobaństwami ciągle…

P.P.S. Łykend wciąż bez większych incydentów… Hm…

No Comments

Попара… Oh, joy…

Днес ядох попара. Преди малко свърших… Сам си я направих. Много ми хареса… Спомням си, че баба ми прави я по-хубава, но какво да се прави, когато я няма на около… Не знам на какво точно се дължи качеството на нейната попара имайки в предвид, че все пак тове е едно ястие което доста лесно се прави… Заливаш сухарите с чай, запаряваш и добавяш натрошено сирене… Голяма работа, нали? :) Както и да е – много ми хареса и ме подсети за някои моменти от моето далеко минало… Oh, joy…

Pozdrawiam ze śniadaniowego stołu…

Bojanek

No Comments

AfterShit

Buy yourself some trash...

ZaKupy

Poszedłem wczoraj. Zrobiłem listę. Umówiłem się co i jak. Wszystko byłoby idealnie niemal gdyby nie fuckt,że zapomniałem listy pozostawiwszy ją na barze miedzy kuchnią, a pokojem większym po stronie pokoju.

Ponieważ nie mogłem z niej skorzystać, a chciałbym jednak zrobić z niej jakiś użytek, przekazuję ją na widok publicz

Pozdrawiam,

I oczywiście chciałbym do tego zachęcić wszystkich – KUPUJCIE SOBIE DZIUBRE!!!

No Comments