Archive for category Mediolan (MAS/МАС)

Blogowicz niewiedzący + treść wpisu

Ludzie rzadko kiedy potrafią w sposób nieskomplikowany wyjaśnić swoje odczucia. Nie dlatego,  że są głupi. Ja widzę dwa inne powody. Pierwszy to kompletna nieumiejętność odnalezienia się w tym chorym społeczeństwie owocująca wymuszaniem na sobie zachowań, które pozornie pomagają to poczucie zwalczyć, a to z kolei prowadzi do różnych dziwnych rzeczy jak np. wiara w boga/ów. Drugi powód — splot okoliczności, który dane odczucie wytworzył wymaga bardzo obszernego przedstawiania kontekstu sprawy.

Idąc na przeciw mainstreamowi wyjaśniam co następuje: osoba, która była w miarę aktywnym blogerem i było to dla niej ważne (nawet pomimo tego, że istota tego działania czy cel nie zostały nigdy konkretniej określone) — po okresie wymuszonego urlopu od blogowania — staje się lekkim neofitą i nolens volens poszukuje różnych powodów do stworzenia jakiegoś wpisu (osoba inteligenta poszukuje dodatkowo sensu dla ew. wpisu). Sygnałem nadejścia tego imperatywu niezaspokojonego blogera jest kocioł płaskich refleksji, które można przystroić w niesztampowe sformułowania i tym samym stworzyć substytut głębokich przemyśleń oraz przedstawić go potencjalnie szerszemu gronu. Ja właśnie to odczuwam. Mam nadzieję, że wyraziłem się jasno.

Z kotła płaskich myśli dobywam teraz tej najgłębszej i bez ubierania jej w osobliwe frazy i stwierdzam: Milan, nie mogący przyjmować nabiału, soi, owoców cytrusowych oraz wszelkiego typu orzechów (poza migdałami), na pewno znajdzie sobie miejsce w przedszkolu o profilu vege. I jakby tego było mało dodam jeszcze, że na pewno nie będzie to przedszkole którego koszt nas/mnie zrujnuje.

Powód — piszę o tym, bo pamiętam okres paniki & wściekłości gdy, z braku należytej uwagi, odzwyczaiłem Milana zasypiać w jego własnym łóżeczku. Roztoczono przede mną rozpaczliwą perspektywę i oskarżono o różne zbrodnie przeciwko ludzkości. Tymczasem Milan od tygodnia zasypia w swoim własnym nowym łóżeczku i od pierwszego wieczora nie było z tym najmniejszego problemu. Tyle tylko, że trwa to cokolwiek dłużej niż zasypianie obok. I tyle.

Przesłanie — nie ma co pierdolić na zapas. I dodam — przywołując pewien klasyczny aforyzm — “i nie chodzi tu o czynność fizjologiczną”.

No Comments

Urodziny 1 / Рожден ден 1 / Birthday 1

PL – fotografie z pierwszej imprezki urodzinowej Milana

БГ – фотографии от първото рожденденско парти на Милко

ENG – photos from Milan’s first birthday party

Рожден ден 1 / Urodziny 1 / Birthday 1

5 Comments

Kończymy zrywając

Nie napiszę o tym co się dziś zdarzyło, bo musiałby napisać b. dużo, a jest po 21-ej, a ja chcę się dobrze wyspać, bo wczoraj lecałem w WF-em i GaduGadu do wpół do drugiej, a Mediolanek nie miał dla mnie litości (no, trochę miał) i wstał najpierw o 4:20 i kazał się nakarmić, a potem tylko do 6:45 dodźwigał temat spania. A Ann to lepiej nie powiem co zrobiła…

Na koniec tego czegoś chciałem Wam powiedzieć, że wydawało mi się w trakcie kolacji, że piję wino marki Stara Okiennica (CA, 2006), ale nie… Okazało się że to nie jest Old Shutter tylko Sutter Home… Heh :)

Tak więc… Zerwijmy torby… Niech brzdękną szkła… Depoterowie… Na 102!

No Comments

Zauważyłem, ale skąd mogłem wiedzieć?

Dziś u rehabilitantka/fizjoterapeutka powiedziała, że mamy z dzieckiem lekkie dziubre dot. postawy i że w zasadzie zlecane jest wszystko: miednica, kręgosłup i stopy. Skutkiem jest to ciągłego noszenia i dogadzania Milankowi. Tak – dokładnie tak. Chłopak się nie musi wysilać i uczyć skoro ciągle się go a to przeniesie, a to podniesie… A poza tym skoro kwilenie wywołuje reakcje pt. “nie mogę już słuchać tego”, to pozostaje sobie powiedzieć wyłącznie jedno – taKże tego…

Trzeba jeszcze zajrzeć do neurologa, bo może być lekki niedowład jednej stopy. Dziś dzieci rodzą się niestety z takimi przypadłościami. Wszystko oczywiście sprawdzimy i będziemy robili ćwiczenia… Zalecone zostały i to tak dość stanowczo. No, bo chłopak się trochę zatrzymał w rozwoju. Ma miechów jedenaście, a tu zachowuje się ruchowo/sprawnościowo jakby miał miesiąca siedem i pół, no… max osiem. Więc wiecie…

Pytanie – co należy zrobić? Ja powiem. Trzeba się skupić na właściwej organizacji dnia i tygodnia (każdego), by skutecznie ćwiczenia przeprowadzać i nabrać jeszcze więcej asertywności, bo on drze japę podczas tych ćwiczeń. Bo nie jest mu fajnie, a nie jest mu fajnie, nie dlatego, że boli, bo nie boli, tylko dlatego, że musi użyć mięśni zupełnie innych i spowodować ułożenie stóp i miednicy zupełnie inne. To jest tylko niewygoda… Ale nie można się dać. Pytanie tylko – jak się nie dać? A nie dawanie się nie polega na zamianie pobłażliwości na agresję (+poczucie winy na deser). Ja to rozumiem. Zobaczymy czy nie jestem w tej materii osamotniony. Aha, rozumiem i umiem to wykonać. Próbowałem wielokrotnie – także dziś przy pierwszej serii ćwiczeń. Heh, no i próbowałem nie tylko z Milanem…

TaKże tego…

Powiem, że zauważyłem niektóre rzeczy (dot. ułożenia ciała Milana), które wydały mi się osobliwe, ale “za rękę mię nię złapał nikt”. W sensie – nie było mowy u żadnego lekarza (także w szpitalu, w którym Milanek przebywał tydzień) o jakimkolwiek problemie ortopedycznym kwalifikującym go do rehabilitacji. No, sorry – można chyba czegoś oczekiwać…

/OFF-TOPIC * właśnie leci “Ballada o zasługiwaniu” :)/

Owszem, stópki trochę odginał; owszem palec duży u nogi trochę się odginał; owszem trochę nie dźwiga tematu samodzielnego siadania (nie mylić z siedzeniem – z tym radzi sobie super!) i jest sporo noszony. Ale żeby to ktoś powiedział nam… No i ja tak porozmawiałem do tej rehabilitantki trochę, a ona do mnie… No i to mnie kurwa zabiło… “Oczywiście! To nie Pana wina! Każdy pediatra powienien Was skierować na rehabilitację”. A ja do niej, że mię nię o winę chodzi, tylko o to jak skutecznie pomóc dziecku i żeby mi powiedziała na co jeszcze mam zwracać uwagę, a nie żeby mi wpierdalała jakieś tanie katolicko-polskie dykteryjki, bo tego się kurwa nie da – po prostu kurwa nie da – słuchać przyzwoitemu człowiekowi o postępowych poglądach. Kobita bardzo kompetentna, więc informację uzyskałem, ale to dziubre mnie wryło… “Jak Starówkę”! W ogóle to była zajebista konsultacja, bo się dowiedziałem wszystkiego czego potrzebowałem, a i porady z zakresu właściwego psychologicznego podejścia do dzicieja… To ważne. Ja to ja… Ale to ważne.

Teraz tak. Chcę tylko powiedzieć, że zastanawianie się nad tym “czy można było to-czy-tamto zrobić wcześniej” i konstatowanie, że “wyrzucać sobie można to-czy-tamto” są kompletnie do dupy. Tak podpowiada mi zarówno moja moralność jak też zdrowy rozsądek. Nie do dupy jest mówienie o wszystkim co łączy się z zażegnaniem problemu, a nie z odpowiedzią na głupie pytanie następujacej treści – “jak mam ocenić swoją wartość (w sensie – jak nisko mam ją ocenić) jako człowieka na podstawie skali zaniedbań jakie zostały popełnione niechcący w przeszłości w związku z wydarzeniem, które miało miejsce przed pięcioma minutami?”. Sorry, ale nie dźwigam takich rzeczy i dźwigać nie zamierzam…

Jak powiedział kiedyś do Rosicy (siostra Matki) Stefan Zgliczyński – typowy Polak z charakteru, tylko poglądami trochę odbiega – “jak ja Wam zazdroszczę, że nie jesteście Polakami… to taki głupi naród”. Głupi nie głupi – ględzenia i bezmyślnego marnowania życia na emocjonalne chlastanie się jest tu więcej niż w jakimkolwiek innym kraju, w którym byłem bądź mieszkałem. A trochę pojeździłem tu i tam…

Tak, a to o czym piszę jest takie polskie, że aż orzełkowi się chce rzygać z przepolszczenia… I korona mu zaraz spadnie…

No… Póki co to tyle moich takich uwag z odrobiną narzekactwa. A teraz nawiążę do Młynarczyka – “ja też piję, piwo Leżajsk – sam aromat” :)

A jutro długi łykęd i może się będę dobrze bawił. Z Milanem na pewno… I znów nawiązenie “A jak?!” No, ale zobaczymy “co w worku dżygid ma”…

Czy KacPer i WF przylezą? Zobaczymy… Zachęcałem ich. Lecanie na wsiurstwie się zapowiada dobre… To znaczy… Zapowiada się tak różnie, ale jak się dołoży starań, to wiecie… Ja zawsze coś załatwię tak, by chociaż finał był dobry! Bo ja jestem dobrym człowiekiem, to i dobre zakończenia załatwiam… Jestem od tego specjalistą – gwarancja!

Dobra, lecąc…

P.S. Ale przynam – bo ja zawszę przyznaję się! – jedną pretensję (szczęśliwie niewyrażoną!) miałem nieuzasadnioną. Ale luz…

No Comments

Siudi-du-di-duu… Tup, tup, tup, tup, tup!

Witam Państwa…

Stało się tak jak się stało, że nie dźwignąłem tematu regularnej aktualizacji bloga, tak jak to sobie byłem założyłem zanim jeszcze zdarzyły się te wszystkie rzeczy, o których pewnie nie napiszę czego żałowałem w trakcie gdy się działy i żałuję nadal. Przy tej okazji mogę jedynie wspomnieć, że rozmawiałem o żałowaniu jako takim z kimś i ta ktoś potwierdziła słuszność mojej na ten temat opinii.

Otóż Szanowni Państwo, żałowania nie należy mylić z biadoleniem. Biadolenie to charakterystyczna przywara znakomitej większości Polek i Polaków, polega głównie na rozpamiętywaniu negatywnych zjawisk, najelepiej takich o niewielkim znaczeniu, które wskutek właśnie procedury biadolenia nabierają ciężaru gatunkowego filozoficznych paradygmatów, wokół których to wiele osób okręca swoje codzienne życie. Żałowanie zaś to dojrzała refleksja polegająca na uświadomieniu sobie straconych zasobów: czasu, energii, emocji itp., ew. ich bezmyślnym ulokowaniu. Żałowanie – w odróżnieniu od biadolenia – zakłada (choćby częściowo) rozsądne materialistyczne wnioskowanie (bo tylko z takiego żałowanie może wynikać – z innego wynikać może co najwyżej biadolenie, a w najgorszych przypadkach ględzenie), a to z kolei zakłada, iż żałująca/y nauczył(a) sie czegoś w wyniku doświadczenia, którego żałuje. Ględzący i biadolący mają najwyżej szansę na wyśmienity deser u pewnego polskiego czetnika. Jada on często lody… Nazywają się frustraciatella.

No i tym sposobem – wspominając rzeczy, których przedstawić nie idzie – jedną z takowych przedstawiłem…

Bloga nie mogłem – choć bardzo chciałem – regularnie aktualizować. Oto lista powodów:

  • przez tydzień Milan był w szpitalu, a następny tydzień to i tak był z głowy z tytułu rekonwalescencji;
  • Milan coraz wcześniej wstaje, a ja i Ann, razem z nim, a jak od wpół do szóstej (a bywa i wcześniej) jesteśmy na nogach to potem nawet o 19-ej, jak on pójdzie spać, to myślimy tylko o chlapnięciu mietka, a nie o aktualizacji blogów czy profili na FaceBook.com;
  • do cholery jest jednak tej roboty, a jak się człowiek napracuje jak prawdziwy pracownik to mu się często wieczorami wszystkiego odechciewa ze zmęczenia, co z kolei prowokuje lekką irytację, a to wzrost chęci na mietki;
  • w domu też jest do zrobienia dużo, a każda odłożona raz robótka domowa (mniejsza czy większa) dalej odkłada się sama, co czesto powoduje, iż wieczorami się wszystkiego odechciewa, co z kolei… /patrz wyżej/;
  • od czasu do czasu ma się ochotę na mietki poza domem i poza sytuacją totalnego zmęczenia, co powoduje nagromadzenie tego zmęczenia w jakimś lokalu i jak się wraca wieczorem do domu to to jeszcze jakoś bardziej osiada i się wszystkiego odechciewa… “a dalej już wiecie” :)
  • zbyt wiele czasu poświęcałem na kontemplowanie twórczości Wojciecha “Młynarczyka” Młynarskiego, w sensie – zbyt wiele, by móc skutczenie aktualizować bloga, ale tego akurat nie żałuję;
  • uczestniczyłem w dwóch tragicznych sporach – jeden: służbowy i krótki, acz brzemienny w nieprzyjemne konsekwencje, drugi: cywilny i długi i jeszcze bardziej brzemienny w skutki, z obu się jeszcze nie wymiksowałem i “dość mię to boly”…

Nie wiem co jeszcze… Sam już dobrze nie pamiętam, ale nawet tego jest dość.

Zobaczymy jak będzie dalej… Może się uda – zależy mi na tym, choć nie wiem dlaczego…

A teraz możecie się skuszyć

No Comments

Eight months after…

6eama i Bepohuka vel. Cebula i Afrogula wybierały się zobaczyć małego Milanka od momentu gdy skończył kilka dni… Po ośmiu miesiącach został osiągnięty pięćdziesięcioprocentowy sukces – przyszła Beata. Weronika też próbowała, ale nie dźwignęła, bo miała debiutę u Wojtaszczyka… Niemniej – gratulujemy obu :)

Pierwszy raz tu coś wtentegoliłem z nowego generatora kodów na Pykasie… Może coś niedodźwigane być.

A tu bezpośrednio link do albumu… Rowero!

No Comments

Къси влизания…

Ostanio robię (robiłem tak też pod koniec ubiegłego roku) short entries /krótkie wejścia/. Było to wynikiem kilku czynników. Po pierwsze – trochę mniej mi zależało na jakości niż na ilości, na której (o dziwo!) zależało mi najbardziej… W tym roku postanowiłem to zmienić. Po co walić krótkie niezrozumiałe (albo niekoniecznie zrozumiałe) dla adresatek i adresatów tych bzdureczek, które tu produkuję dykteryjki. Poza tym – nie chciałbym być jak Głowacki. Ceniłem gościa i dalej nawet cenię, ale jak wydał tę syfiadę książkową… Jezu Grancie, kiedy to było… Jeszcze studiowałem (w prawdziwym, nie tylko formalnym, tego słowa znaczeniu)… Gadałem o tym z Andrjejuszką Rudke vel Rutke. Głowacki wydał jakieś wspomnienia, czy co to było… Jezu. Mam fatalną pamięć do imion i tytułów. To znaczy w ogóle mam fatalną pamięć, ale do tych rzeczy szczególnie :) Dobra. Chodziło o to, że gościu pozbierał jakieś megalomańskie kawałki, które napłodził niewiadomo po co… Np. przypowieść o tym, że lecał jakąś aktorkę niedoszłą i ona nie rwała torby tylko się darła… Eh. Nie ma znaczenia. W każdym razie… TaKże tego. Tu jest dziubre.com i tu tak nie będzie na pewo…

Tak więc tego.

Muszę chyba zastosować metodę Heinza Dietericha i przedłożyć Wam sprawy w punktach :)

  • Chcę Wam powiedzieć radośnie, że leca właśnie moja (jedna z wielu) ulubionych pioseneczek Młynarskiego – “W co się bawić”. Anka mówi, że obrzydziłem jej tego gościa puszczając go po sto razy dziennie :) Ale teraz ona nagrywa, Milan śpi, a ja piwuję i aktualizuję bloga z tymże facecikiem w tle. W oddzielnym poście napiszę o jego piosence pt. “Polska miłość”.
  • Ten rok może być dużo lepszy od poprzedniego. Zależy to w dużej mierze ode mnie. Już się tym zająłem. Najważniejsze jest właściwe układanie priorytetów! Wydaje mi się, że pomiędzy świętami 2008 i nowym rokiem opanowałem tę sztukę jeszcze lepiej… Mam w tej materii już nawet dobre/niezłe osiągnięcia. Oczywiście nikt tego nie doceni… No, może Wojtek zauważy. Ale ja i tak będę zadowolony co oczywiście niektórym się niespodoba. Bo w Polsce w ogóle ludzie są kretynami i uważają, że fajnie jest wtedy kiedy ktoś się męczy. A jak mu dobrze to trzeba mu dosrać. Ja bardzo często padam tego ofiarą, ale w tym roku postanowiłem się na to wysrać ze wszystkimi tego konsekwencjami. Tymbardziej może być ciekawy ten rok… I will keep you informed.
  • Jezu – w robocie temat dźwiga ze mną John Simonee. Jeśli wytrwa to się nada. Na razie zapowiada się nieźle, ale z systematycznościa ma kłopoty… Ale Panie… Jaki to pozytywny dźwigacz tematu w porównaniu z poprzenimi… Naprawdę. Oby tylko się utrzymał. Jak przetrwa te pierwsze trzy miechy to potem już spokojnie dźwignie. Staram się go nie obarczać za bardzo, ale nie mogę też go za bardo oszczędzać, bo kurwa kto wykona tę robotę? A ja nie jestem wyzyskiwacz kusza… Skądże. Tylko dwa takie dziubraki mnie o to pojejrzewały trochę, ale – że tak powiem – member them in the ass :)
  • Co się dzieje “przez kolejne grudnie, maje…”? Też muszę odpowiedzieć w kolejnym poście… Że tak powiem… We play in green :)
  • Anka wraca… Fajnie :) Ale mnie ten SMS wytrącił trochę i zapomniałem co tu jeszcze miałem napisać… :))) Ale cieszę się, że tak się stało, bo to kolejna ważna moja cecha, której idę radośnie na przeciw i PÓKI CO ZWYCIĘŻAM!!!
  • Kolega mnie rozkojarza jakimiś GG. Nazywa się Bartłomiej. Znismaczył się filmikami na zbiornik.com :) W ogóle dziwne, bo ja pierwszy raz usłyszłem o tym portalu, ale jak zacząłem wpisywać w OgnistymLisie adres to wyskoczyło mi, że już ten portal odwiedzany niby był… Hmm… Chyba ktoś korzysta z mojego kompika jak ja chodzę w robocie na obiady :) Ja mu na to, że jak ktoś nagrywa swoje lecanie i potem to publikuje to dla mnie nie jest to taki znów problem. Wcale nie świadczy to jakimś “poziomie społeczeństwa”. Najwyżej o poziomie niedopchania. Ale ja uważam, że to normalne, bo Polacy to takie pojeby skrajne, że uznają nieszczęście za cnotę i na dodatek niedopychają, albo jak już dopychają to bez sensu i w sumie kończą niedopchani/ne. Jak ktoś już uważa, że musi całe życie trwać w bezmyślnickim stresie to chociaż niech się leca do woli. Nie! W Polsce – żyj bezmyślnisko i się nie lecaj, albo lecaj się z debilami którzy uwielbają motory albo pochodzą z Otwocka. A wiadomo, że każdy spod Warszawy jest na mózgu swym kulawy… Nieprawdaż? Ja prawdam. Jakby Polacy (i Polki) lecali trochę skuteczniej i w innymi niż sprowadzanie na siebie cierpienia celu, to by ten kraj wyglądał inaczej nie był pełen katolickich fundametalistów… Ech, gdzie mi przyszło żyć…
  • Agata Rozenberg pozwoliła sobie dziś rozczarować mnie po raz kolejny. Nie będę pisał o tym co i jak, bo nie uchodzi, ale jak ona nie zacznie dźwigać tematu to będzie niedobrze…

Dobra… Kończę.

Taki cytat mam na koniec…

Niejedną jeszcze paranoję przeżyć przyjdzie robiąc swoje…

Pozdrawiam pozytywnie, acz z dystansem… Czy tak już będzie wyglądało moje życie? Stawiam piwo kto mi na to pytanie odpowie i uargumentuje odpwiedź. Choćby w miarę przekonywająco…

2 Comments