Archive for category “Tu jest Polska!”

http://on.fb.me/ACcNri — Citk, citk, Magda…

Magda, nie mogę się oprzeć — czytając Twój komentarz — dziwnemu wrażeniu, że próbujesz oczyścić matkę Twojej imienniczki ze wszelkiej odpowiedzialności. Ale, OK… Po kolei.

  1. Skąd wiem, że to było dzieciobójstwo * Najważniejszym obowiązkiem rodziców jest umiejętna, kompetentna i troskliwa opieka nad dzieckiem. Jak Ci zapewne doskonale wiadomo rodzice stawiani są niejednokrotnie w bardzo skomplikowanych okolicznościach i muszą działać tak, by zapewnić dziecku dobrobyt materialny i emocjonalny co bywa niekiedy wyjątkowo trudne, czasem niemożliwe. Co jak, co jednak — umiejętność prawidłowego noszenia dziecka (w kocyku czy bez) to kwestia już nawet nie fundamentalna, ale jakaś taka mega-hiper-podstawowa — jak oddychanie. Rodzice są w pełni, w 110% odpowiedzialni za wszystko (od A do Z, od zera do nieskończoności) co dziecko robi lub co się z dzieckiem dzieje. Nie ma żadnych okoliczności łagodzących, gdyż dziecko jest od nich zupełnie, totalnie, absolutnie i całkowicie zależne. Śmierci półrocznego dziecka — czy zostanie ono zabite przez niecierpliwą opiekunkę, czy utonie w wannie, czy spadnie na nie tasak czy w końcu uderzy potylicą w jakiś próg — winni są rodzice (być może ktoś inny albo coś innego także, ale rodzice na pewno i to w pierwszej kolejności). Nie wiem jak daleko idący relatywizm moralny i jakie fałszerstwo elementarnych reguł odpowiedzialności rodziców za dziecko należałoby zastosować, by odejść od tej zasady. Stąd — dzieciobójstwo. To jednak kwestia terminologiczna, techniczna.
  2. “Szpadel” stąd, że Katarzyna W. zakopała zwłoki dziecka zamiast wezwać lekarza. Read the rest of this entry »

, , , , , , , , , , ,

No Comments

Chwilowo odmeneleni

Przenikliwe zimno odświeża serca i umysły wielu dziennikarzy. Taki wniosek nasuwa się po zetknięciu z medialnym lamentem, który rozgrywa się na okoliczność “rekordowej ilości ofiar silnego mrozu”.

Pełne ubolewania reportaże, ckliwe newsy, uwypuklone w smutnym grymasie miny prezenterów telewizyjnych, zatroskany głos radiowców, zdradzające żal teksty… A to ktoś zamarzł na ulicy, a to na przystanku, a to w nieogrzewanym mieszkaniu czy domu. Samorządy i rozliczne organizacje ruszyły z pomocą biednym, niedołężnym, bezdomnym, ubogim, nieszczęśliwym, ciężko doświadczonym przez los… Ale na przejęciu nie koniec!

Informacja robi się bardzo rzetelna. Dziennikarze grzebią w statystykach i uprzejmie informują — kto zmarł z powodu zaczadzenia podczas próby dogrzewania mieszkania nieprzeznaczonym do tego sprzętem, a kto umarł ze względu na zbyt wiele promili we krwi. Ile razy i w jakim województwie interweniowała straż pożarna? Do ilu doszło pożarów, a do ilu uduszeń? Ilu pijanych, a ilu trzeźwych zamarzło w każdym województwie? Ile ciepłych zupek i swetrów rozdano osobom bez dachu nad głową, by uchronić ich od najgorszego — śmierci z przyczyn podwójnie naturalnych (1. natura mrozu, 2. natura ludzkiej fizjologii w trakcie mrozu). Płaska emocjonalność medialnego przekazu równa jest obowiązkowej ekscytacji z okazji kolejnej rocznicy WOŚP, którą zresztą niedawno znów przećwiczono. Ekscytacja związana z uprawianą masowo w całej Polsce pomocą nie osiągnie z pewnością owsiakowych rozmiarów, ale będzie do tego ideału dążyła.

Wszystko zmieni się zapewne wraz z pierwszą odwilżą. Wówczas wszystkie “ofiary mrozów” znów przepoczwarzą się w meneli, pijaków, narkomanów, przestępców, byłych więźniów i meneli. Szybko i sprawnie zaczaruje się ich — zgodnie z dominującą ideologią — w ludzkopodną pulpę, którą każdemu medium wypada dojrzałemu obywatelowi obrzydzać. Nieestetyczni, niemoralni, darmozjady… Ot, takie tam meandry neoliberalnej filozofii.

Bojan Stanisławski

, , , , , , , ,

No Comments

Było i minęło na przełomie lat nieprzełomowych raczej i mój do tego komentarz (niewolny od zapożyczeń)

Na kilka dni przed wigilią 2011 roku w Afganistanie zginęło 5  polskich żołnierzy. Kto sieje śmierć — ten ją zbiera. Gdy komercyjny lament, żałoby, ubolewania, bezmyślna adoracja mundurów, orzełków, wojskowego etosu itd. przetoczy się już przez media przypomnijmy sobie brzmienie Art. 26 (pkt 1) Kosntytucji RP: “Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej służą ochronie niepodległości państwa i niepodzielności jego terytorium oraz zapewnieniu bezpieczeństwa i nienaruszalności jego granic”.

Roman Kurkiewicz został naczelnym pisma Przekrój i… O dziwo, coś się chyba ma szansę zmienić. W pierwszych dwóch numerach czytamy między innymi o problemach lokatorskich i lokatorskim ruchu oporu, czytelnikom oferuje się też krytykę NATO, okupacji Afganistanu, wojny w Iraku, a nawet artykuły o tematyce pracowniczo-związkowej. W tle — a jakże! — niezniszczalna Krytyka Polityczna… Polecamy!!!

22 grudnia 2011 roku minęła 11 rocznica zaprzysiężenia Lecha Wałęsy na Prezydenta RP. Polacy są specjalistami od rocznic (zwłaszcza tych niepełnych) toteż brakiem kultury byłoby pominąć to wydarzenie. Nie do końca tylko wiadomo jak odnotować je w kronikarskich annałach lewicowo-związkowych. Słowa takie jak “zdrada”, “hucpa” itp. już tak się przejadły… Z pomocą przychodzi niezawodny FaceBook.com i wspomnienie pewnego anarchisty. “Jak lepiliśmy plakaty bojkotowe, to najebana klasa robotnicza się dopieprzała, że przecież to robotnik, więc będzie dbać o robotników. A jak spytałem jednego w pcuhatej czapce, czy dba o takich w puchatych czapkach, to chciał mnie lutować. Taka to była logika…”. Jako związkowcom wypada nam wierzyć w zbiorową mądrość klasy pracowniczej, ale krytyczny aspekt tej wiary dziś jest chyba jeszcze bardziej w cenie. 99% poparcia dla PO jest tego dość dobitnym świadectwem.

Nadzieję dali nam mieszkańcy warszawskiego śródmieścia. Nie wytrzymali i przejęli zamknięty bar mleczny “Prasowy” — jedną z wizytówek południowej części centrum stolicy. Akcję przeprowadzili w sposób modelowy, czyli Occupy Wall Street do kwadratu! Dyplomatycznie sforsowali prymitywny zatrzask u drzwi wejściowych, uruchomili wszystkie akcesoria kuchenne, kasę, przynieśli swoje produkty i — ku uciesze obywateli — najnormalniej w świecie uruchomili lokal. Opracowali menu, obsługiwali klientów, wszyscy byli bardzo zadowoleni. Oprócz władz miejskich i dzielnicowych. Imperatywem kategorycznym stołecznego samorządu jest szczera i bezinteresowna nienawiść wobec Warszawiaków oraz nieuzasadnione poczucie wyższości nad całym światem. Dlatego też nie trzeba było długo czekać na odpowiedź w postaci oddziału policji uzbrojonego w tarcze, pałki, miotacze gazu itp. urządzenia. Grochówkę i naleśniki udało się zaaresztować, a burmistrz Bartelski (PO, a jakże!) wyjaśnił tym baranom — obywatelom, że w centrum europejskiej metropolii “nie może być tanio i przaśnie, tylko troszkę drożej, ale za to nowocześnie” więc bar mleczny to nie ta liga. W końcu Bartelski nie jest burmistrzem slumsów tylko dzielnicy Warszawa Śródmieście. A żeby się od niego w ogóle odczepić dodał swoim profilu na FaceBook.com, że jego cechą szczególną jest “brak wrażliwości społecznej” więc żeby łez po “Prasowym” nie ronić i nie ględzić mu o jakichś potrzebach społecznych bo on i tak ma to gdzieś. Nie ma jak właściwy człowiek, we właściwym czasie, na właściwym stanowisku…

I jeszcze o urzędnikach. Pani Alina Wiśniewska, dyrektor Departamentu Polityki Rodzinnej w Ministerstwie Polityki Społecznej wyjaśniła w “Faktach” TVN 25 grudnia, że ubóstwo jest zawsze wynikiem zaniedbań tych, których dotyczy. “A ja myślę sobie, że to przede wszystkim wynik zatrudniania w instytucjach pomocowych takich właśnie chamów, którzy nawet w Boże Narodzenie plują w twarze obywatelom” skomentował pewien internauta na FaceBook.com. Miał rację.

Tomasz Wróblewski — najbardziej typowy przykład nowoczesnego polskiego dziennikarstwa — ma za sobą kilka spektakularnych porażek. To za jego panowania rozłożony na łopatki został Dziennik, który — by przetrwać — musiał w końcu wziąć ślub z Gazetą Prawną. Niedawno został mianowany redaktorem naczelnym Rzeczpospolitej. Wypada liczyć na to, że tytuł ten podzieli los tych kierowanych przez Wróblewskiego wcześniej. Zaraz po objęciu nowego stanowiska rzeczony redaktor obwieścił wszem i wobec, iż profil gazety nie ulegnie zmianie. Istotnie. 22 grudnia 2011 Wróblewski opublikował wstępniak, który z pewnością jest właściwą miarą jakości Rz. Ganiąc Wyborczą poucza nas, iż “Skuteczną drogą do poprawy stabilności rynku pracy byłoby zniesienie absurdalnych ograniczeń pracodawcy w przeprowadzaniu zwolnień”. Panie Redaktorze, proszę pozwolić, iż podpowiem Panu kilka innych twierdzeń, które wymykają się powszechnie utrwalonym standardom wyznaczonym fałszywą poprawnością polityczną, ale nie tylko — wymykają się również wszelkiej inteligencji czy zdolności myślenia, co zdaje się być w Rz szczególnym bonusem. Np. Najskuteczniejszą metodą leczenia nowotworu płuc jest zniesienie wszelkich barier (absurdalnych?) w dostępie chorych do papierosów, cygar i innych wyrobów tytoniowych. Albo może coś z bliższej Panu materii — socjalno-pracowniczej: najlepszą metodą motywowania pracownika do efektywnej pracy jest skuteczny wyzysk połączony z mobbingiem i ciągłą presją bezrobocia. Albo jeszcze inaczej: najlepszą gwarancją stabilności zatrudnienia będzie likwidacja (absurdalnego?) Kodeksu pracy. Gdyby zabrakło Panu tez — proszę się zgłosić, na pewno chętnie pomogę… Choć z drugiej strony — wierzę w Pana fantazję. No i cóż… Z przykrością przychodzi mi to stwierdzić, ale Balcerowicz, choć jego postulaty sprowadzają się do budowy ładu ekonomiczno-społecznego opartego na wolnorynkowej gangsterce, to przynajmniej facet prezentuje je konsekwentnie. Nie bajdurzy o powszechnym dobrobycie czy stabilności tylko jak mantrę powtarza termin “elatyczność”. A tu jego apologeta — nie dość, że wyraża poglądy obleśne, to jeszcze nie myśli.

A przy okazji Nowego Roku warto chyba odnieść się do wolnorynkowej gangsterki w kontekście świątecznym. “Gdyby Święty Mikołaj przyniósł w podarunku cywilizowany sektor finansowy, to każdy z nas mógłby sobie załatwić cały worek prezentów bez korzystania z cudzego pośrednictwa…” — napisano na FaceBook.com. A gdyby jeszcze przyniósł cywilizowane stosunki pracy to ten świat byłby zgoła ciekawszy… A jakby do pomocy przy produkcji prezentów zabrał z Polski wszystkich Wróblewskich, Lisów, Wielowiejskie, Nowakowskie, Semki, Zdrotów… Eh, to by były dopiero czasy…

, , , , , , , ,

No Comments

Z pierwszego o trzecim…

15 grudnia 2011, dzień przed przebudzeniem TVN portal (i organizacja rezydująca w Waszyngotnie) Global Financial Integrity opublikował ciekawy materiał dot. gospodarek krajów tzw. rozwijających się (dawniej mówiono/pisano o “krajach Trzeciego Świata”). Okazuje się, iż światowy kryzys gospodarczy bardzo łaskawie obszedł się z krajami biednymi. Nie naruszył bowiem ważnej gałęzi ich gospodarki — nielegalnego drenażu i wypływu pieniędzy zagranicę. W latach 2000-2009 z kraje te okradziono łącznie na blisko 8,5 tryliona (osiemnaście zer!) dolarów amerykańskich. W samym 2009 roku było to 900 mld.

Dev Kar i Sarah Freitas — autorzy studium — dokonali analizy porównawczej 157 państw o najwyższych wskaźnikach nielegalnego drenażu gospodarczego. Polacy znów mogą być dumni! W tym uroczym rankingu zajęliśmy 11 miejsce. Wprawdzie nie zmieściliśmy się w pierwszej dziesiątce, ale cóż… Przynajmniej plasujemy się między Katarem i Indonezją, wysadziliśmy w powietrze 162 mld $.

Dyrektor GFI, Raymond Baker, skomentował, wyniki określając je jako zatrważające i dodał, iż “jest to jasny sygnał dla światowych przywódców”, którzy muszą poświęcić temu kryminalnemu procederowi więcej wysiłku. Tusk i Komorowski z pewnością czują się światowymi liderami wielkiego formatu, a więc… Do roboty!!! Chociaż z drugiej strony… Może lepiej nie, bo oni i ich niezawodni eksperci zaraz nam zaczną tłumaczyć, że najskuteczniejszym sposobem walki z uchylaniem się od płacenia podatków jest ich likwidacja. W III Świecie nie ma dobrego wyjścia…

***

A skoro już jesteśmy przy podatkach… Warto dodać, iż magazyn Forbes zechciał uświadomić opinię publiczną w zakresie nadzwyczaj efektywnych, społecznie pożytecznych i nader potrzebnych masowych inwestycji jakich dokonuje globalny kapitalizm. Uwaga, oto wiadomość z połowy grudnia 2011 i to z Pierwszego Świata, a nawet z najbardziej pierwszego świata — USA. 29 wielkich amerykańskich korporacji — w latach 2008-10 — zainwestowało w lobbying gigantyczne sumy, ale… nie zapłaciło w tym okresie ani jednego centa podatku!

General Electric na ten przykład cieszył się w ciągu tych trzech lat ulgami podatkowymi sięgającymi blisko 5 mln. dolarów, ale koncern stać było na lobbystów za 39 mln. w jednym tylko 2010 roku. A Pacific Gas and Electric Company miał większy gest i szarpnął się na specjalistów od korupcji za 79 mln. dolarów (w całym okresie). Osobliwością w tym towarzystwie jest FedEx (koncern logistyczno-spedycyjny), który na lobbing wydał wprawdzie blisko 51 mln. dolarów, ale zapłacił też podatek! Całe 37 mln. W sumie nieźle jak na stawkę… jednoprocentową (sic!).

Publikacja Forbesa opiera się na raporcie wydanym przez Public Campaign — niezależną organizację pozarządową, której celem jest ograniczanie korporacyjnego wpływu na politykę. Całość raportu w j. angielskim dostępna jest TUTAJ. Ciekawe co znajdowałoby się w analogicznych raportach gdyby i u nas działały podobne organizacje.

Myślę o tym głośno i nagle słyszę podpowiedź z drugiego pokoju – Nic! — konstatuje znajomy dziennikarz. Może spojrzę na sondaże… – 99% poparcia dla PO — słyszę z tego samego źródła. Nie sprawdzam.

Bojan Stanisławski

, , , , , , ,

No Comments

SENSACJA: TVN przemówił ludzkim głosem (przez PAP) jeszcze przed Wigilią (i “Wyborcza” także!!!)!

W III Świecie media — niczym Nowy Jork — nigdy nie śpią. Ale czasem się też budzą. Jak dochodzi do tego osobliwego zjawiska? TVN na ten przykład obudził się 16 grudnia 2011 roku i dostrzegł w Polsce problem biedy. Swoje odkrycie redaktorzy i wydawcy zaanonsowali na portalu TVN24.pl — Co dziesiąty pracujący Polak zagrożony biedą. Gratulujemy! Lepiej późno niż wcale, no, a poza tym głupio trochę w takich okolicznościach cynicznie pytać “a nie mówiliśmy?”. Bo mówiliśmy, ale media żyły — znów, jak Nowy Jork — swoim życiem. Jego jakość znaczona jest tytułami poszczególnych wpisów: Sterroryzował kasjerki i ukradł, Zabił 12-latka potem siebie, Celnik zginął zastrzelony podczas szkolenia, Ciało Polaka w kanale

Ten materiał ekipa TVN24.pl opracowała na kanwie raportu Komisji Europejskiej Zatrudnienie i Rozwój Społeczny w Europie. Wynika z niego, iż w Polsce odsetek tzw. biednych pracujących (osób zatrudnionych, lecz pobierających dochody w wysokości uniemożliwiającej im zaspakajanie wielu podstawowych potrzeb) wynosi 12% i jest o połowę wyższy niż średnia EU! Jednym z wniosków przedstawionych w raporcie (np. w Polsce związki zawodowe mówiły o tym dużo wcześniej, TVN jednak potrzebował do tego aż raportu KE), jest wyraźnie wyższy poziom zagrożenia biedą w wypadku osób zatrudnionych na podstawie umów tymczasowych, cywilno-prawnych itp. (tak, tak, to właśnie te kwity nazywamy “umowami śmieciowymi”).

No, ale że w Polsce panuje trzecioświatowe dziadostwo nie jest zapewne żadną niespodzianką. Dlatego uprzejmie przedkładamy bonus — komentarz internautki podpisującej się jak Emierytka-Optymistka (Zachowujemy pisownię oryginału).

“Co dziesiąty Polak biedny. Z radością stwierdzam, że to nieprawda .Wystarczyło wyjść na ulicę przed świętami,zajżeć do Domów Handlowych na tłumy kupujących,oraz ilości zakupów to napewno biedy nie byłło widać.Nawet w najbogatrzych krajach są ludzie bardziej zamożni,krezusi,biedni? i ubodzy.Nawet w czasach realnego socjalizmu, gdzie wszyscy mieli “równo”też był taki podział. Ale wtedy było to zależne od dostępu do koryta Teraz w większoścci przypadków zależne jest od pracowitości,wykształcenia,pomysłu na życie,napewno nie od biadolenia,że inni mają, a ja jestem biedny LEŃ . Kochani Rodacy- do roboty,przestańmy się nad sobą użalać, i cieszmy się tym co mamy.Więcej optymizmu,zyczy Wam wszystkim życiowa optymistka – emerytka po 45 latach pracy, z niewielką emeryturą,ale szczęśliwa,że żyje w WOLNEJ POLSCE. Szczęśliwa”.

Czy teraz Droga Obywatelko i Drogi Obywatelu rozumiecie dlaczego nie możemy się przebić do świadomości społecznej z informacjami o naszej trzecioświatowości?

***

Ze letargu znaczonego tytułami typu Kasia Tusk leczy kaca w łóżku (Plotek.pl to też inwestycja dostojnej spółki Agora) wyrwało też redaktorski duet Bojanowski/Zachariasz z Gazety Wyborczej. Na dwa dni przed wigilią — 22 grudnia 2011 — w GW dostrzegli problem biedy, wyzysku, braku stabilizacji, niepewności i takich tam rzekomych niedogodności jakie kapitalizm oferuje w wersji podstawowej. Biedapraca zatytuował swoje enuncjacje rzeczony duet… Pięknie. A tam czytamy m. in., że w Polsce 2 mln. ludzi pozostaje bez pracy, że blisko 30% zatrudnionych ma podpisane umowy o pracę na czas określony (w 2002 roku, dla porównania, wskaźnik ten wynosił “tylko” 6%, czyli był aż pięciokrotnie niższy), a do tego dołożyć należy jeszcze wyzyskiwanych (bo nie są to pracownicy, a więc nadużyciem byłoby pisać “pracujących”) w trybie umów o dzieło, umów-zleceń czy w ogóle “na gębę”.

- Taki skok to efekt liberalizacji kodeksu pracy. Zmiany w przepisach zachęcały pracodawców do zatrudniania ludzi na czas określony – mówi dr Iga Magda z Instytutu Badań Strukturalnych. Dzięki temu łatwiej i taniej mogą zwalniać. -Okres wypowiedzenia jest krótszy. Poza tym taka umowa kiedyś wygaśnie – dodaje.

Wśród młodych poniżej trzydziestki aż 65 proc. pracuje na umowach czasowych. Wśród osób do lat 24 podejmujących pierwszą pracę aż 85 proc. nie dostaje stałej umowy. W Unii średnia to 50 proc. i najczęściej – np. w Niemczech czy Holandii -takie zatrudnienie połączone jest ze szkoleniami, stażami. Po ich odbyciu status się zmienia.

Gazeta Wyborcza nie mogła jednak — nawet w okresie przebudzenia — wspiąć się choćby o szczebelek ponad standard bazarowej demagogii.

Polska przewodzi Unii w stosowaniu umów czasowych. Ma je 27 proc. pracowników. W Hiszpanii stałej umowy nie ma 25 proc. zatrudnionych, ale bezrobocie jest dwukrotnie wyższe. W biedniejszej od nas Rumunii czy na Litwie takie umowy ma mniej niż 2 proc.

Komentują uspokajająco publicyści. Ale czy w takim wypadku nieco bardziej informatywnym i, co tu dużo mówić, uczciwszym nie byłby tytuł — na przykład, wybór stylistycznych kombinacji jest przeogromny — Witajcie w III Świecie! i nadtytuł — 1989-2012 — Bądźmy dumni z naszych osiągnięć.

Bojan Stanisławski

, , , , , , , , , , , , , , ,

No Comments

Lekarze czy kanceliści?

Gdy państwo wycofuje się ze swoich funkcji opiekuńczo-redystrybucyjnych, zwłaszcza gdy się władzy spieszy, dochodzi niejednokrotnie do osobliwych okoliczności — społeczna tragedia miesza się z biurokratyczną komedią. Tak właśnie zdarzyło się (dzieje się) w przypadku “ustawy refundacyjnej”. Politycznie biorąc całe to zamieszanie ma dokładnie taki wymiar.

Za standard i oczywistość przyjęło się uważać, iż państwo — dysponując obszernym instrumentarium prawnymi i wielością instytucji, które mogą/powinny je stosować — pilnuje porządku prawnego, tym bardziej, że samo go stanowi. Neoliberalna ideologia podsuwa naszym włodarzom coraz to nowe projekty, a jeden bardziej wyborny od drugiego. Okazuje się, iż kontrolę przestrzegania prawa można — przynajmniej w niektórych obszarach — wyousource’ować. Podwykonawcą w tym wypadku mają stać się lekarze. Nikt jednak nie zamierza w związku z tym poszerzać ich zakresu obowiązków służbowych, ani nie przewiduje dla nich dodatkowego wynagrodzenia. Za to przewiduje odpowiedzialność i to we wcale poważnym wymiarze.

Bezmyślne, bezpośrednie stosowanie ideologicznych schematów jest szkodliwe społecznie i ekonomicznie, ale jest w tym pewien pozytywny element. Kwestia “ustawy refundacyjnej” po raz kolejny bowiem ujawniła, iż rząd i społeczeństwo to nie tylko dwa zupełnie oddzielnie funkcjonujące organizmy, ale wyraźnie pokazała rozbieżność interesów. Obywatel oczekuje od lekarza medycznej pomocy i wsparcia w pokonaniu jakiejś dolegliwości. Tymczasem Tusk i Arłukowicz chcą, by lekarz stał się skrupulatnym buchhalterem stojącym na straży prawidłowo wypełnionych rubryk i wyraźnie przystawionych pieczątek na urzędowych dokumentach. Kwestię leczenia pacjentów — czyli, przypomnijmy, ta zasadnicza — zostaje już nawet nie zepchnięta na jakiś drugi plan tylko kompletnie zdezawuowana czy raczej wynaturzona.

Terapia polega teraz nie na regularnym przyjmowaniu zaordynowanych medykamentów czy hospitalizacji, ale na dokładnym i nieomylnym wypisywaniu recept. W takich warunkach lekarz może oczywiście (hobbistycznie?) doradzać pacjentowi i ogólnie próbować mu pomóc. Ustawa tego nie zabrania. Określa jednak wyraźnie zakres najważniejszej działalności lekarza, która polegać ma teraz na czynnościach sekretarsko-kancelaryjnych. To za naruszenia w tym właśnie zakresie przewiduje ona odpowiedzialność. Źle wypisana recepta — problem, źle leczony pacjent — pech. Kolejny krok w stronę III Świata został uczyniony! Tuskowi wypada chyba gratulować wytrwałości i skuteczności!

Bojan Stanisławski

, , , , , , , , , ,

No Comments

Ђубре то смо ми!

Можда да смо и мало цинични, али у великој мери прави… Зар, не? :]

***

First published, by LewackaMuzyka, copied from their FaceBook profile.

, , , , , , , , , , , , , ,

No Comments