Archive for category “Tu jest Polska!”
Polityka Płaskiej Ziemi drogą Kościoła Katolickiego w Polsce
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", In the fringes, on the outskirts..., Polit-biuro on 26/02/2012
Szczerze mówiąc — wbrew powszechnemu mniemaniu — nie uważam aby Natanek wyróżniał się jakoś szczególnie na tle tzw. “kościoła toruńskiego”, czyli skrzydła polskiego katolicyzmu, które dość skutecznie lansuje się na to prawdziwe, to alternatywne, itd… W odróżnieniu od tego głównonurtowego, które skapitulowało wobec szatana, cywilizacji śmierci, czy — jak lubił mawiać JPII — “trzeciego totalitaryzmu” (liberalizmu obyczajowego).
Nie dostrzegam żadnej różnicy pomiędzy nim a Rydzykiem czy Nyczem. On jest troszeczkę bardziej nawiedzony, zapewne także nieco mniej od nich zamożny, a więc musi nadrabiać ideowością i zacietrzewieniem co — jak widać na załączonym obrazku — skutecznie czyni. Mało tego, wydaje mi się także że ks. Natanek uosabia przyszłość polskiego katolicyzmu, który nie potrafi się zaadaptować do nowych warunków. Nawet Kościół Rzymski, którego kadry najobficiej (na tle pozostałych chrześcijańskich stronnictw) obrodziły w historii zakutym łbami, w sytuacjach krytycznych robił jakiś sobór czy synod, czy co tam jeszcze i hierarchowie decydowali, że Bóg zmienił zdanie i że — na przykład — kobiety mogą jednak pracować zawodowo. Polski Kościół przyjął jednak postawę radykalnego odrzucenia faktów, a jego odpowiedzią na stopniową laicyzację jest antycywilizacyjny dżihad — protest przeciwko wszystkiemu co jest poza jego kontrolą.
Polacy to bodaj jedyny chrześcijański — za przeproszeniem — naród, który traktuje religię poważnie (vide: dziwacznie wręcz restrykcyjne przestrzeganie wątpliwych moralnie i zdrowotnie zakazów i nakazów) i stąd bierze się — m. in. — problem neo-konserwatywnej ofensywy po stronie Kościoła w Polsce. Ci którzy żyją w zgodzie z Kościołem, ale nie odkleili się od rzeczywistości totalnie i mają wiele wątpliwości i są ogólnie klerowi niechętni są wg. tej strategii po prostu spisani na straty. By ich przy sobie utrzymać (nawet jeśli stanowią oni jakąś tam większość) Kościół musiałby stępić ostrze ideologiczne swej awangardy i np. uznać, że UE to nie jest jednak królestwo Belzebuba oraz napiętnować tych, którzy w ten sposób się wypowiadają.
Istnieje uzasadnione podejrzenie, że wówczas wszystko straci. Dlatego woli zachować swoje wierne, mimo wszelkich kompromitacji i ewidentnej głupoty polskich hierarchów, zaplecze i liczy na werbunek nowych krzyżowców (czy jak mawia Natanek “bojowników Gedeona”) spośród coraz biedniejszego ciemnogrodu. Pielęgnowanie i rozwijanie tego kierunku wymaga jednak coraz bardziej radykalnych kroków (jedyny sposób podtrzymywania minimum wiarygodności) — zarówno w formie jak i treści. Ks. Natanek wytycza drogę. Nie jest satyrem, ani tym bardziej reklamowym komiwojażerem. Jest po prostu konsekwentnym działaczem.
Radio “Maryja” zesłało go chwilowo na obrzeża (tak jak Henryka Pająka i paru innych), by nie psuł image’u, ale nigdy z nim ostatecznie nie zerwie, bo wszyscy wiedzą, że to jednak jest jedyna droga jeśli polski Kościół ma pozostać instytucją zdolną mobilizować masy. Tak samo jak Jan Paweł II nigdy ostatecznie, w sposób czytelny i jasny, nie potępił i nie odżegnał się od Tadeusza Rydzyka, bo wie kto tak naprawdę w polskim Kościele dzierży rząd dusz… Raczej nie Boniecki, nieprawdaż?
Myślę, że w dzisiejszej rzeczywistości, gdyby Kościół zdecydował się na nowe otwarcie w stylu Soboru Watykańskiego II — przy obecnej dynamice zmian społeczno-kulturowych (abstrahując w tej chwili od ich jakości) katolicyzm okazałby się prędziutko niepotrzebnym i obciachowym rytuałem. Zresztą a propos SWII. To doskonały przykład. Wszak spiritus movens tego zjawiska był nie kto inny jak Wojtyła. Gdy jednak się okazało, że poluzowanie katolikom kagańca grozi nagłym i potężnym krokiem w stronę wyzwolenia natychmiast zmienił front. Ksiądz Natanek jest dziś więc komiczną postacią dryfującą swobodnie na peryferiach polskiego katolicyzmu, ale już wkrótce ma wszelkie szanse stać się jednym z jego nowych duchow(n)ych przywódców. A wtedy będzie mniej śmiesznie, ale też trochę…
Albo wóz, albo przewóz! Albo Ziemia jest płaska, od góry przykryta niebem, a od dołu podparta piekłem; albo dupa zbita. Człowiek w miarę ogarnięty psychicznie, wcześniej czy później skapituluje wobec postępu, bo innego sensu istnienia żadnego gatunku zwierząt (także ludzi) na świecie raczej nie ma…
Ref.: http://on.fb.me/yiNBzl
http://on.fb.me/ACcNri — Citk, citk, Magda…
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", In the fringes, on the outskirts..., Whoa... on 17/02/2012
Magda, nie mogę się oprzeć — czytając Twój komentarz — dziwnemu wrażeniu, że próbujesz oczyścić matkę Twojej imienniczki ze wszelkiej odpowiedzialności. Ale, OK… Po kolei.
- Skąd wiem, że to było dzieciobójstwo * Najważniejszym obowiązkiem rodziców jest umiejętna, kompetentna i troskliwa opieka nad dzieckiem. Jak Ci zapewne doskonale wiadomo rodzice stawiani są niejednokrotnie w bardzo skomplikowanych okolicznościach i muszą działać tak, by zapewnić dziecku dobrobyt materialny i emocjonalny co bywa niekiedy wyjątkowo trudne, czasem niemożliwe. Co jak, co jednak — umiejętność prawidłowego noszenia dziecka (w kocyku czy bez) to kwestia już nawet nie fundamentalna, ale jakaś taka mega-hiper-podstawowa — jak oddychanie. Rodzice są w pełni, w 110% odpowiedzialni za wszystko (od A do Z, od zera do nieskończoności) co dziecko robi lub co się z dzieckiem dzieje. Nie ma żadnych okoliczności łagodzących, gdyż dziecko jest od nich zupełnie, totalnie, absolutnie i całkowicie zależne. Śmierci półrocznego dziecka — czy zostanie ono zabite przez niecierpliwą opiekunkę, czy utonie w wannie, czy spadnie na nie tasak czy w końcu uderzy potylicą w jakiś próg — winni są rodzice (być może ktoś inny albo coś innego także, ale rodzice na pewno i to w pierwszej kolejności). Nie wiem jak daleko idący relatywizm moralny i jakie fałszerstwo elementarnych reguł odpowiedzialności rodziców za dziecko należałoby zastosować, by odejść od tej zasady. Stąd — dzieciobójstwo. To jednak kwestia terminologiczna, techniczna.
- “Szpadel” stąd, że Katarzyna W. zakopała zwłoki dziecka zamiast wezwać lekarza. Read the rest of this entry »
Chwilowo odmeneleni
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro on 12/02/2012
Przenikliwe zimno odświeża serca i umysły wielu dziennikarzy. Taki wniosek nasuwa się po zetknięciu z medialnym lamentem, który rozgrywa się na okoliczność “rekordowej ilości ofiar silnego mrozu”.
Pełne ubolewania reportaże, ckliwe newsy, uwypuklone w smutnym grymasie miny prezenterów telewizyjnych, zatroskany głos radiowców, zdradzające żal teksty… A to ktoś zamarzł na ulicy, a to na przystanku, a to w nieogrzewanym mieszkaniu czy domu. Samorządy i rozliczne organizacje ruszyły z pomocą biednym, niedołężnym, bezdomnym, ubogim, nieszczęśliwym, ciężko doświadczonym przez los… Ale na przejęciu nie koniec!
Informacja robi się bardzo rzetelna. Dziennikarze grzebią w statystykach i uprzejmie informują — kto zmarł z powodu zaczadzenia podczas próby dogrzewania mieszkania nieprzeznaczonym do tego sprzętem, a kto umarł ze względu na zbyt wiele promili we krwi. Ile razy i w jakim województwie interweniowała straż pożarna? Do ilu doszło pożarów, a do ilu uduszeń? Ilu pijanych, a ilu trzeźwych zamarzło w każdym województwie? Ile ciepłych zupek i swetrów rozdano osobom bez dachu nad głową, by uchronić ich od najgorszego — śmierci z przyczyn podwójnie naturalnych (1. natura mrozu, 2. natura ludzkiej fizjologii w trakcie mrozu). Płaska emocjonalność medialnego przekazu równa jest obowiązkowej ekscytacji z okazji kolejnej rocznicy WOŚP, którą zresztą niedawno znów przećwiczono. Ekscytacja związana z uprawianą masowo w całej Polsce pomocą nie osiągnie z pewnością owsiakowych rozmiarów, ale będzie do tego ideału dążyła.
Wszystko zmieni się zapewne wraz z pierwszą odwilżą. Wówczas wszystkie “ofiary mrozów” znów przepoczwarzą się w meneli, pijaków, narkomanów, przestępców, byłych więźniów i meneli. Szybko i sprawnie zaczaruje się ich — zgodnie z dominującą ideologią — w ludzkopodną pulpę, którą każdemu medium wypada dojrzałemu obywatelowi obrzydzać. Nieestetyczni, niemoralni, darmozjady… Ot, takie tam meandry neoliberalnej filozofii.
Bojan Stanisławski
Z pierwszego o trzecim…
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro, Высший совет глобалного хозяйства on 31/01/2012
15 grudnia 2011, dzień przed przebudzeniem TVN portal (i organizacja rezydująca w Waszyngotnie) Global Financial Integrity opublikował ciekawy materiał dot. gospodarek krajów tzw. rozwijających się (dawniej mówiono/pisano o “krajach Trzeciego Świata”). Okazuje się, iż światowy kryzys gospodarczy bardzo łaskawie obszedł się z krajami biednymi. Nie naruszył bowiem ważnej gałęzi ich gospodarki — nielegalnego drenażu i wypływu pieniędzy zagranicę. W latach 2000-2009 z kraje te okradziono łącznie na blisko 8,5 tryliona (osiemnaście zer!) dolarów amerykańskich. W samym 2009 roku było to 900 mld.
Dev Kar i Sarah Freitas — autorzy studium — dokonali analizy porównawczej 157 państw o najwyższych wskaźnikach nielegalnego drenażu gospodarczego. Polacy znów mogą być dumni! W tym uroczym rankingu zajęliśmy 11 miejsce. Wprawdzie nie zmieściliśmy się w pierwszej dziesiątce, ale cóż… Przynajmniej plasujemy się między Katarem i Indonezją, wysadziliśmy w powietrze 162 mld $.
Dyrektor GFI, Raymond Baker, skomentował, wyniki określając je jako zatrważające i dodał, iż “jest to jasny sygnał dla światowych przywódców”, którzy muszą poświęcić temu kryminalnemu procederowi więcej wysiłku. Tusk i Komorowski z pewnością czują się światowymi liderami wielkiego formatu, a więc… Do roboty!!! Chociaż z drugiej strony… Może lepiej nie, bo oni i ich niezawodni eksperci zaraz nam zaczną tłumaczyć, że najskuteczniejszym sposobem walki z uchylaniem się od płacenia podatków jest ich likwidacja. W III Świecie nie ma dobrego wyjścia…
***
A skoro już jesteśmy przy podatkach… Warto dodać, iż magazyn Forbes zechciał uświadomić opinię publiczną w zakresie nadzwyczaj efektywnych, społecznie pożytecznych i nader potrzebnych masowych inwestycji jakich dokonuje globalny kapitalizm. Uwaga, oto wiadomość z połowy grudnia 2011 i to z Pierwszego Świata, a nawet z najbardziej pierwszego świata — USA. 29 wielkich amerykańskich korporacji — w latach 2008-10 — zainwestowało w lobbying gigantyczne sumy, ale… nie zapłaciło w tym okresie ani jednego centa podatku!
General Electric na ten przykład cieszył się w ciągu tych trzech lat ulgami podatkowymi sięgającymi blisko 5 mln. dolarów, ale koncern stać było na lobbystów za 39 mln. w jednym tylko 2010 roku. A Pacific Gas and Electric Company miał większy gest i szarpnął się na specjalistów od korupcji za 79 mln. dolarów (w całym okresie). Osobliwością w tym towarzystwie jest FedEx (koncern logistyczno-spedycyjny), który na lobbing wydał wprawdzie blisko 51 mln. dolarów, ale zapłacił też podatek! Całe 37 mln. W sumie nieźle jak na stawkę… jednoprocentową (sic!).
Publikacja Forbesa opiera się na raporcie wydanym przez Public Campaign — niezależną organizację pozarządową, której celem jest ograniczanie korporacyjnego wpływu na politykę. Całość raportu w j. angielskim dostępna jest TUTAJ. Ciekawe co znajdowałoby się w analogicznych raportach gdyby i u nas działały podobne organizacje.
Myślę o tym głośno i nagle słyszę podpowiedź z drugiego pokoju – Nic! — konstatuje znajomy dziennikarz. Może spojrzę na sondaże… – 99% poparcia dla PO — słyszę z tego samego źródła. Nie sprawdzam.
Bojan Stanisławski
SENSACJA: TVN przemówił ludzkim głosem (przez PAP) jeszcze przed Wigilią (i “Wyborcza” także!!!)!
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro on 31/01/2012
W III Świecie media — niczym Nowy Jork — nigdy nie śpią. Ale czasem się też budzą. Jak dochodzi do tego osobliwego zjawiska? TVN na ten przykład obudził się 16 grudnia 2011 roku i dostrzegł w Polsce problem biedy. Swoje odkrycie redaktorzy i wydawcy zaanonsowali na portalu TVN24.pl — Co dziesiąty pracujący Polak zagrożony biedą. Gratulujemy! Lepiej późno niż wcale, no, a poza tym głupio trochę w takich okolicznościach cynicznie pytać “a nie mówiliśmy?”. Bo mówiliśmy, ale media żyły — znów, jak Nowy Jork — swoim życiem. Jego jakość znaczona jest tytułami poszczególnych wpisów: Sterroryzował kasjerki i ukradł, Zabił 12-latka potem siebie, Celnik zginął zastrzelony podczas szkolenia, Ciało Polaka w kanale…
Ten materiał ekipa TVN24.pl opracowała na kanwie raportu Komisji Europejskiej Zatrudnienie i Rozwój Społeczny w Europie. Wynika z niego, iż w Polsce odsetek tzw. biednych pracujących (osób zatrudnionych, lecz pobierających dochody w wysokości uniemożliwiającej im zaspakajanie wielu podstawowych potrzeb) wynosi 12% i jest o połowę wyższy niż średnia EU! Jednym z wniosków przedstawionych w raporcie (np. w Polsce związki zawodowe mówiły o tym dużo wcześniej, TVN jednak potrzebował do tego aż raportu KE), jest wyraźnie wyższy poziom zagrożenia biedą w wypadku osób zatrudnionych na podstawie umów tymczasowych, cywilno-prawnych itp. (tak, tak, to właśnie te kwity nazywamy “umowami śmieciowymi”).
No, ale że w Polsce panuje trzecioświatowe dziadostwo nie jest zapewne żadną niespodzianką. Dlatego uprzejmie przedkładamy bonus — komentarz internautki podpisującej się jak Emierytka-Optymistka (Zachowujemy pisownię oryginału).
“Co dziesiąty Polak biedny. Z radością stwierdzam, że to nieprawda .Wystarczyło wyjść na ulicę przed świętami,zajżeć do Domów Handlowych na tłumy kupujących,oraz ilości zakupów to napewno biedy nie byłło widać.Nawet w najbogatrzych krajach są ludzie bardziej zamożni,krezusi,biedni? i ubodzy.Nawet w czasach realnego socjalizmu, gdzie wszyscy mieli “równo”też był taki podział. Ale wtedy było to zależne od dostępu do koryta Teraz w większoścci przypadków zależne jest od pracowitości,wykształcenia,pomysłu na życie,napewno nie od biadolenia,że inni mają, a ja jestem biedny LEŃ . Kochani Rodacy- do roboty,przestańmy się nad sobą użalać, i cieszmy się tym co mamy.Więcej optymizmu,zyczy Wam wszystkim życiowa optymistka – emerytka po 45 latach pracy, z niewielką emeryturą,ale szczęśliwa,że żyje w WOLNEJ POLSCE. Szczęśliwa”.
Czy teraz Droga Obywatelko i Drogi Obywatelu rozumiecie dlaczego nie możemy się przebić do świadomości społecznej z informacjami o naszej trzecioświatowości?
***
Ze letargu znaczonego tytułami typu Kasia Tusk leczy kaca w łóżku (Plotek.pl to też inwestycja dostojnej spółki Agora) wyrwało też redaktorski duet Bojanowski/Zachariasz z Gazety Wyborczej. Na dwa dni przed wigilią — 22 grudnia 2011 — w GW dostrzegli problem biedy, wyzysku, braku stabilizacji, niepewności i takich tam rzekomych niedogodności jakie kapitalizm oferuje w wersji podstawowej. Biedapraca zatytuował swoje enuncjacje rzeczony duet… Pięknie. A tam czytamy m. in., że w Polsce 2 mln. ludzi pozostaje bez pracy, że blisko 30% zatrudnionych ma podpisane umowy o pracę na czas określony (w 2002 roku, dla porównania, wskaźnik ten wynosił “tylko” 6%, czyli był aż pięciokrotnie niższy), a do tego dołożyć należy jeszcze wyzyskiwanych (bo nie są to pracownicy, a więc nadużyciem byłoby pisać “pracujących”) w trybie umów o dzieło, umów-zleceń czy w ogóle “na gębę”.
- Taki skok to efekt liberalizacji kodeksu pracy. Zmiany w przepisach zachęcały pracodawców do zatrudniania ludzi na czas określony – mówi dr Iga Magda z Instytutu Badań Strukturalnych. Dzięki temu łatwiej i taniej mogą zwalniać. -Okres wypowiedzenia jest krótszy. Poza tym taka umowa kiedyś wygaśnie – dodaje.
Wśród młodych poniżej trzydziestki aż 65 proc. pracuje na umowach czasowych. Wśród osób do lat 24 podejmujących pierwszą pracę aż 85 proc. nie dostaje stałej umowy. W Unii średnia to 50 proc. i najczęściej – np. w Niemczech czy Holandii -takie zatrudnienie połączone jest ze szkoleniami, stażami. Po ich odbyciu status się zmienia.
Gazeta Wyborcza nie mogła jednak — nawet w okresie przebudzenia — wspiąć się choćby o szczebelek ponad standard bazarowej demagogii.
Polska przewodzi Unii w stosowaniu umów czasowych. Ma je 27 proc. pracowników. W Hiszpanii stałej umowy nie ma 25 proc. zatrudnionych, ale bezrobocie jest dwukrotnie wyższe. W biedniejszej od nas Rumunii czy na Litwie takie umowy ma mniej niż 2 proc.
Komentują uspokajająco publicyści. Ale czy w takim wypadku nieco bardziej informatywnym i, co tu dużo mówić, uczciwszym nie byłby tytuł — na przykład, wybór stylistycznych kombinacji jest przeogromny — Witajcie w III Świecie! i nadtytuł — 1989-2012 — Bądźmy dumni z naszych osiągnięć.
Bojan Stanisławski
Lekarze czy kanceliści?
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro on 30/01/2012
Gdy państwo wycofuje się ze swoich funkcji opiekuńczo-redystrybucyjnych, zwłaszcza gdy się władzy spieszy, dochodzi niejednokrotnie do osobliwych okoliczności — społeczna tragedia miesza się z biurokratyczną komedią. Tak właśnie zdarzyło się (dzieje się) w przypadku “ustawy refundacyjnej”. Politycznie biorąc całe to zamieszanie ma dokładnie taki wymiar.
Za standard i oczywistość przyjęło się uważać, iż państwo — dysponując obszernym instrumentarium prawnymi i wielością instytucji, które mogą/powinny je stosować — pilnuje porządku prawnego, tym bardziej, że samo go stanowi. Neoliberalna ideologia podsuwa naszym włodarzom coraz to nowe projekty, a jeden bardziej wyborny od drugiego. Okazuje się, iż kontrolę przestrzegania prawa można — przynajmniej w niektórych obszarach — wyousource’ować. Podwykonawcą w tym wypadku mają stać się lekarze. Nikt jednak nie zamierza w związku z tym poszerzać ich zakresu obowiązków służbowych, ani nie przewiduje dla nich dodatkowego wynagrodzenia. Za to przewiduje odpowiedzialność i to we wcale poważnym wymiarze.
Bezmyślne, bezpośrednie stosowanie ideologicznych schematów jest szkodliwe społecznie i ekonomicznie, ale jest w tym pewien pozytywny element. Kwestia “ustawy refundacyjnej” po raz kolejny bowiem ujawniła, iż rząd i społeczeństwo to nie tylko dwa zupełnie oddzielnie funkcjonujące organizmy, ale wyraźnie pokazała rozbieżność interesów. Obywatel oczekuje od lekarza medycznej pomocy i wsparcia w pokonaniu jakiejś dolegliwości. Tymczasem Tusk i Arłukowicz chcą, by lekarz stał się skrupulatnym buchhalterem stojącym na straży prawidłowo wypełnionych rubryk i wyraźnie przystawionych pieczątek na urzędowych dokumentach. Kwestię leczenia pacjentów — czyli, przypomnijmy, ta zasadnicza — zostaje już nawet nie zepchnięta na jakiś drugi plan tylko kompletnie zdezawuowana czy raczej wynaturzona.
Terapia polega teraz nie na regularnym przyjmowaniu zaordynowanych medykamentów czy hospitalizacji, ale na dokładnym i nieomylnym wypisywaniu recept. W takich warunkach lekarz może oczywiście (hobbistycznie?) doradzać pacjentowi i ogólnie próbować mu pomóc. Ustawa tego nie zabrania. Określa jednak wyraźnie zakres najważniejszej działalności lekarza, która polegać ma teraz na czynnościach sekretarsko-kancelaryjnych. To za naruszenia w tym właśnie zakresie przewiduje ona odpowiedzialność. Źle wypisana recepta — problem, źle leczony pacjent — pech. Kolejny krok w stronę III Świata został uczyniony! Tuskowi wypada chyba gratulować wytrwałości i skuteczności!
Bojan Stanisławski