Archive for category “Tu jest Polska!”
http://on.fb.me/ACcNri — Citk, citk, Magda…
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", In the fringes, on the outskirts..., Whoa... on 17/02/2012
Magda, nie mogę się oprzeć — czytając Twój komentarz — dziwnemu wrażeniu, że próbujesz oczyścić matkę Twojej imienniczki ze wszelkiej odpowiedzialności. Ale, OK… Po kolei.
- Skąd wiem, że to było dzieciobójstwo * Najważniejszym obowiązkiem rodziców jest umiejętna, kompetentna i troskliwa opieka nad dzieckiem. Jak Ci zapewne doskonale wiadomo rodzice stawiani są niejednokrotnie w bardzo skomplikowanych okolicznościach i muszą działać tak, by zapewnić dziecku dobrobyt materialny i emocjonalny co bywa niekiedy wyjątkowo trudne, czasem niemożliwe. Co jak, co jednak — umiejętność prawidłowego noszenia dziecka (w kocyku czy bez) to kwestia już nawet nie fundamentalna, ale jakaś taka mega-hiper-podstawowa — jak oddychanie. Rodzice są w pełni, w 110% odpowiedzialni za wszystko (od A do Z, od zera do nieskończoności) co dziecko robi lub co się z dzieckiem dzieje. Nie ma żadnych okoliczności łagodzących, gdyż dziecko jest od nich zupełnie, totalnie, absolutnie i całkowicie zależne. Śmierci półrocznego dziecka — czy zostanie ono zabite przez niecierpliwą opiekunkę, czy utonie w wannie, czy spadnie na nie tasak czy w końcu uderzy potylicą w jakiś próg — winni są rodzice (być może ktoś inny albo coś innego także, ale rodzice na pewno i to w pierwszej kolejności). Nie wiem jak daleko idący relatywizm moralny i jakie fałszerstwo elementarnych reguł odpowiedzialności rodziców za dziecko należałoby zastosować, by odejść od tej zasady. Stąd — dzieciobójstwo. To jednak kwestia terminologiczna, techniczna.
- “Szpadel” stąd, że Katarzyna W. zakopała zwłoki dziecka zamiast wezwać lekarza. Read the rest of this entry »
Chwilowo odmeneleni
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro on 12/02/2012
Przenikliwe zimno odświeża serca i umysły wielu dziennikarzy. Taki wniosek nasuwa się po zetknięciu z medialnym lamentem, który rozgrywa się na okoliczność “rekordowej ilości ofiar silnego mrozu”.
Pełne ubolewania reportaże, ckliwe newsy, uwypuklone w smutnym grymasie miny prezenterów telewizyjnych, zatroskany głos radiowców, zdradzające żal teksty… A to ktoś zamarzł na ulicy, a to na przystanku, a to w nieogrzewanym mieszkaniu czy domu. Samorządy i rozliczne organizacje ruszyły z pomocą biednym, niedołężnym, bezdomnym, ubogim, nieszczęśliwym, ciężko doświadczonym przez los… Ale na przejęciu nie koniec!
Informacja robi się bardzo rzetelna. Dziennikarze grzebią w statystykach i uprzejmie informują — kto zmarł z powodu zaczadzenia podczas próby dogrzewania mieszkania nieprzeznaczonym do tego sprzętem, a kto umarł ze względu na zbyt wiele promili we krwi. Ile razy i w jakim województwie interweniowała straż pożarna? Do ilu doszło pożarów, a do ilu uduszeń? Ilu pijanych, a ilu trzeźwych zamarzło w każdym województwie? Ile ciepłych zupek i swetrów rozdano osobom bez dachu nad głową, by uchronić ich od najgorszego — śmierci z przyczyn podwójnie naturalnych (1. natura mrozu, 2. natura ludzkiej fizjologii w trakcie mrozu). Płaska emocjonalność medialnego przekazu równa jest obowiązkowej ekscytacji z okazji kolejnej rocznicy WOŚP, którą zresztą niedawno znów przećwiczono. Ekscytacja związana z uprawianą masowo w całej Polsce pomocą nie osiągnie z pewnością owsiakowych rozmiarów, ale będzie do tego ideału dążyła.
Wszystko zmieni się zapewne wraz z pierwszą odwilżą. Wówczas wszystkie “ofiary mrozów” znów przepoczwarzą się w meneli, pijaków, narkomanów, przestępców, byłych więźniów i meneli. Szybko i sprawnie zaczaruje się ich — zgodnie z dominującą ideologią — w ludzkopodną pulpę, którą każdemu medium wypada dojrzałemu obywatelowi obrzydzać. Nieestetyczni, niemoralni, darmozjady… Ot, takie tam meandry neoliberalnej filozofii.
Bojan Stanisławski
Z pierwszego o trzecim…
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro, Высший совет глобалного хозяйства on 31/01/2012
15 grudnia 2011, dzień przed przebudzeniem TVN portal (i organizacja rezydująca w Waszyngotnie) Global Financial Integrity opublikował ciekawy materiał dot. gospodarek krajów tzw. rozwijających się (dawniej mówiono/pisano o “krajach Trzeciego Świata”). Okazuje się, iż światowy kryzys gospodarczy bardzo łaskawie obszedł się z krajami biednymi. Nie naruszył bowiem ważnej gałęzi ich gospodarki — nielegalnego drenażu i wypływu pieniędzy zagranicę. W latach 2000-2009 z kraje te okradziono łącznie na blisko 8,5 tryliona (osiemnaście zer!) dolarów amerykańskich. W samym 2009 roku było to 900 mld.
Dev Kar i Sarah Freitas — autorzy studium — dokonali analizy porównawczej 157 państw o najwyższych wskaźnikach nielegalnego drenażu gospodarczego. Polacy znów mogą być dumni! W tym uroczym rankingu zajęliśmy 11 miejsce. Wprawdzie nie zmieściliśmy się w pierwszej dziesiątce, ale cóż… Przynajmniej plasujemy się między Katarem i Indonezją, wysadziliśmy w powietrze 162 mld $.
Dyrektor GFI, Raymond Baker, skomentował, wyniki określając je jako zatrważające i dodał, iż “jest to jasny sygnał dla światowych przywódców”, którzy muszą poświęcić temu kryminalnemu procederowi więcej wysiłku. Tusk i Komorowski z pewnością czują się światowymi liderami wielkiego formatu, a więc… Do roboty!!! Chociaż z drugiej strony… Może lepiej nie, bo oni i ich niezawodni eksperci zaraz nam zaczną tłumaczyć, że najskuteczniejszym sposobem walki z uchylaniem się od płacenia podatków jest ich likwidacja. W III Świecie nie ma dobrego wyjścia…
***
A skoro już jesteśmy przy podatkach… Warto dodać, iż magazyn Forbes zechciał uświadomić opinię publiczną w zakresie nadzwyczaj efektywnych, społecznie pożytecznych i nader potrzebnych masowych inwestycji jakich dokonuje globalny kapitalizm. Uwaga, oto wiadomość z połowy grudnia 2011 i to z Pierwszego Świata, a nawet z najbardziej pierwszego świata — USA. 29 wielkich amerykańskich korporacji — w latach 2008-10 — zainwestowało w lobbying gigantyczne sumy, ale… nie zapłaciło w tym okresie ani jednego centa podatku!
General Electric na ten przykład cieszył się w ciągu tych trzech lat ulgami podatkowymi sięgającymi blisko 5 mln. dolarów, ale koncern stać było na lobbystów za 39 mln. w jednym tylko 2010 roku. A Pacific Gas and Electric Company miał większy gest i szarpnął się na specjalistów od korupcji za 79 mln. dolarów (w całym okresie). Osobliwością w tym towarzystwie jest FedEx (koncern logistyczno-spedycyjny), który na lobbing wydał wprawdzie blisko 51 mln. dolarów, ale zapłacił też podatek! Całe 37 mln. W sumie nieźle jak na stawkę… jednoprocentową (sic!).
Publikacja Forbesa opiera się na raporcie wydanym przez Public Campaign — niezależną organizację pozarządową, której celem jest ograniczanie korporacyjnego wpływu na politykę. Całość raportu w j. angielskim dostępna jest TUTAJ. Ciekawe co znajdowałoby się w analogicznych raportach gdyby i u nas działały podobne organizacje.
Myślę o tym głośno i nagle słyszę podpowiedź z drugiego pokoju – Nic! — konstatuje znajomy dziennikarz. Może spojrzę na sondaże… – 99% poparcia dla PO — słyszę z tego samego źródła. Nie sprawdzam.
Bojan Stanisławski
SENSACJA: TVN przemówił ludzkim głosem (przez PAP) jeszcze przed Wigilią (i “Wyborcza” także!!!)!
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro on 31/01/2012
W III Świecie media — niczym Nowy Jork — nigdy nie śpią. Ale czasem się też budzą. Jak dochodzi do tego osobliwego zjawiska? TVN na ten przykład obudził się 16 grudnia 2011 roku i dostrzegł w Polsce problem biedy. Swoje odkrycie redaktorzy i wydawcy zaanonsowali na portalu TVN24.pl — Co dziesiąty pracujący Polak zagrożony biedą. Gratulujemy! Lepiej późno niż wcale, no, a poza tym głupio trochę w takich okolicznościach cynicznie pytać “a nie mówiliśmy?”. Bo mówiliśmy, ale media żyły — znów, jak Nowy Jork — swoim życiem. Jego jakość znaczona jest tytułami poszczególnych wpisów: Sterroryzował kasjerki i ukradł, Zabił 12-latka potem siebie, Celnik zginął zastrzelony podczas szkolenia, Ciało Polaka w kanale…
Ten materiał ekipa TVN24.pl opracowała na kanwie raportu Komisji Europejskiej Zatrudnienie i Rozwój Społeczny w Europie. Wynika z niego, iż w Polsce odsetek tzw. biednych pracujących (osób zatrudnionych, lecz pobierających dochody w wysokości uniemożliwiającej im zaspakajanie wielu podstawowych potrzeb) wynosi 12% i jest o połowę wyższy niż średnia EU! Jednym z wniosków przedstawionych w raporcie (np. w Polsce związki zawodowe mówiły o tym dużo wcześniej, TVN jednak potrzebował do tego aż raportu KE), jest wyraźnie wyższy poziom zagrożenia biedą w wypadku osób zatrudnionych na podstawie umów tymczasowych, cywilno-prawnych itp. (tak, tak, to właśnie te kwity nazywamy “umowami śmieciowymi”).
No, ale że w Polsce panuje trzecioświatowe dziadostwo nie jest zapewne żadną niespodzianką. Dlatego uprzejmie przedkładamy bonus — komentarz internautki podpisującej się jak Emierytka-Optymistka (Zachowujemy pisownię oryginału).
“Co dziesiąty Polak biedny. Z radością stwierdzam, że to nieprawda .Wystarczyło wyjść na ulicę przed świętami,zajżeć do Domów Handlowych na tłumy kupujących,oraz ilości zakupów to napewno biedy nie byłło widać.Nawet w najbogatrzych krajach są ludzie bardziej zamożni,krezusi,biedni? i ubodzy.Nawet w czasach realnego socjalizmu, gdzie wszyscy mieli “równo”też był taki podział. Ale wtedy było to zależne od dostępu do koryta Teraz w większoścci przypadków zależne jest od pracowitości,wykształcenia,pomysłu na życie,napewno nie od biadolenia,że inni mają, a ja jestem biedny LEŃ . Kochani Rodacy- do roboty,przestańmy się nad sobą użalać, i cieszmy się tym co mamy.Więcej optymizmu,zyczy Wam wszystkim życiowa optymistka – emerytka po 45 latach pracy, z niewielką emeryturą,ale szczęśliwa,że żyje w WOLNEJ POLSCE. Szczęśliwa”.
Czy teraz Droga Obywatelko i Drogi Obywatelu rozumiecie dlaczego nie możemy się przebić do świadomości społecznej z informacjami o naszej trzecioświatowości?
***
Ze letargu znaczonego tytułami typu Kasia Tusk leczy kaca w łóżku (Plotek.pl to też inwestycja dostojnej spółki Agora) wyrwało też redaktorski duet Bojanowski/Zachariasz z Gazety Wyborczej. Na dwa dni przed wigilią — 22 grudnia 2011 — w GW dostrzegli problem biedy, wyzysku, braku stabilizacji, niepewności i takich tam rzekomych niedogodności jakie kapitalizm oferuje w wersji podstawowej. Biedapraca zatytuował swoje enuncjacje rzeczony duet… Pięknie. A tam czytamy m. in., że w Polsce 2 mln. ludzi pozostaje bez pracy, że blisko 30% zatrudnionych ma podpisane umowy o pracę na czas określony (w 2002 roku, dla porównania, wskaźnik ten wynosił “tylko” 6%, czyli był aż pięciokrotnie niższy), a do tego dołożyć należy jeszcze wyzyskiwanych (bo nie są to pracownicy, a więc nadużyciem byłoby pisać “pracujących”) w trybie umów o dzieło, umów-zleceń czy w ogóle “na gębę”.
- Taki skok to efekt liberalizacji kodeksu pracy. Zmiany w przepisach zachęcały pracodawców do zatrudniania ludzi na czas określony – mówi dr Iga Magda z Instytutu Badań Strukturalnych. Dzięki temu łatwiej i taniej mogą zwalniać. -Okres wypowiedzenia jest krótszy. Poza tym taka umowa kiedyś wygaśnie – dodaje.
Wśród młodych poniżej trzydziestki aż 65 proc. pracuje na umowach czasowych. Wśród osób do lat 24 podejmujących pierwszą pracę aż 85 proc. nie dostaje stałej umowy. W Unii średnia to 50 proc. i najczęściej – np. w Niemczech czy Holandii -takie zatrudnienie połączone jest ze szkoleniami, stażami. Po ich odbyciu status się zmienia.
Gazeta Wyborcza nie mogła jednak — nawet w okresie przebudzenia — wspiąć się choćby o szczebelek ponad standard bazarowej demagogii.
Polska przewodzi Unii w stosowaniu umów czasowych. Ma je 27 proc. pracowników. W Hiszpanii stałej umowy nie ma 25 proc. zatrudnionych, ale bezrobocie jest dwukrotnie wyższe. W biedniejszej od nas Rumunii czy na Litwie takie umowy ma mniej niż 2 proc.
Komentują uspokajająco publicyści. Ale czy w takim wypadku nieco bardziej informatywnym i, co tu dużo mówić, uczciwszym nie byłby tytuł — na przykład, wybór stylistycznych kombinacji jest przeogromny — Witajcie w III Świecie! i nadtytuł — 1989-2012 — Bądźmy dumni z naszych osiągnięć.
Bojan Stanisławski
Lekarze czy kanceliści?
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro on 30/01/2012
Gdy państwo wycofuje się ze swoich funkcji opiekuńczo-redystrybucyjnych, zwłaszcza gdy się władzy spieszy, dochodzi niejednokrotnie do osobliwych okoliczności — społeczna tragedia miesza się z biurokratyczną komedią. Tak właśnie zdarzyło się (dzieje się) w przypadku “ustawy refundacyjnej”. Politycznie biorąc całe to zamieszanie ma dokładnie taki wymiar.
Za standard i oczywistość przyjęło się uważać, iż państwo — dysponując obszernym instrumentarium prawnymi i wielością instytucji, które mogą/powinny je stosować — pilnuje porządku prawnego, tym bardziej, że samo go stanowi. Neoliberalna ideologia podsuwa naszym włodarzom coraz to nowe projekty, a jeden bardziej wyborny od drugiego. Okazuje się, iż kontrolę przestrzegania prawa można — przynajmniej w niektórych obszarach — wyousource’ować. Podwykonawcą w tym wypadku mają stać się lekarze. Nikt jednak nie zamierza w związku z tym poszerzać ich zakresu obowiązków służbowych, ani nie przewiduje dla nich dodatkowego wynagrodzenia. Za to przewiduje odpowiedzialność i to we wcale poważnym wymiarze.
Bezmyślne, bezpośrednie stosowanie ideologicznych schematów jest szkodliwe społecznie i ekonomicznie, ale jest w tym pewien pozytywny element. Kwestia “ustawy refundacyjnej” po raz kolejny bowiem ujawniła, iż rząd i społeczeństwo to nie tylko dwa zupełnie oddzielnie funkcjonujące organizmy, ale wyraźnie pokazała rozbieżność interesów. Obywatel oczekuje od lekarza medycznej pomocy i wsparcia w pokonaniu jakiejś dolegliwości. Tymczasem Tusk i Arłukowicz chcą, by lekarz stał się skrupulatnym buchhalterem stojącym na straży prawidłowo wypełnionych rubryk i wyraźnie przystawionych pieczątek na urzędowych dokumentach. Kwestię leczenia pacjentów — czyli, przypomnijmy, ta zasadnicza — zostaje już nawet nie zepchnięta na jakiś drugi plan tylko kompletnie zdezawuowana czy raczej wynaturzona.
Terapia polega teraz nie na regularnym przyjmowaniu zaordynowanych medykamentów czy hospitalizacji, ale na dokładnym i nieomylnym wypisywaniu recept. W takich warunkach lekarz może oczywiście (hobbistycznie?) doradzać pacjentowi i ogólnie próbować mu pomóc. Ustawa tego nie zabrania. Określa jednak wyraźnie zakres najważniejszej działalności lekarza, która polegać ma teraz na czynnościach sekretarsko-kancelaryjnych. To za naruszenia w tym właśnie zakresie przewiduje ona odpowiedzialność. Źle wypisana recepta — problem, źle leczony pacjent — pech. Kolejny krok w stronę III Świata został uczyniony! Tuskowi wypada chyba gratulować wytrwałości i skuteczności!
Bojan Stanisławski
Ђубре то смо ми!
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Dziubre & Olosz Sp. z o.o., Niebanalne wrażenia estetyczne (wizualne), Polit-biuro on 14/11/2011
Можда да смо и мало цинични, али у великој мери прави… Зар, не? :]
***
First published, by LewackaMuzyka, copied from their FaceBook profile.
