Archive for category Polit-biuro
…czyli zbiór cytatów z komentarzy dot. 111111, które przykuły uwagę moją oraz Jacka Danielowskiego
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro on 13/11/2011
Nie jest oczywiście możliwe zebranie w jednym miejscu wszystkich — jakże przecież licznych — kuriozalnych komentarzy dot. tzw. obchodów Rocznicy Odzyskania Niepodległości przez Polskę. Wybrałem i przedstawiłem, te które wydały mi się najbardziej bliskie moim przemyśleniom. Uczyniłem to między innymi dlatego, że nie mam czasu (choć chęć mam doprawdy wielką) komentować tysięcy wyplutych w przestrzeń medialną bzdur, które składają się (przede wszystkim choć nie tylko) na obleśny seans nienawiści wobec niemieckich działaczy antyfaszystowskich. Manipulacje, kłamstwa, oszczerstwa i obelgi — oto instrumentarium do jakiego zechcieli odwołać się polscy dziennikarze podsumowując ich wizytę w Warszawie. Gdy poziom absurdu wykracza poza skalę, którą mój aparat poznawczy jest w stanie kontrolować, muszę odwołać się do wypowiedzi, z którymi się zgadzam i które pozwlają dostrzec prawdziwą istotę zjawiska, które — jak się okazuje tylko chwilowo — osiągnęło rozmiary nieogarnialnego antyintelektualnego monstrum.
Marek Siwiec, w jednej ze swoich wczorajszych wypowiedzi radiowych, stwierdził, iż PiS powinien się cieszyć z tego co określa jako najazd niemieckich bojówek na Warszawę ponieważ, była to zapewne najkrótsza okupacja niemiecka w historii polski, a wróg został szybko odparty. PiS powinien więc świętować gigantyczny sukces swoistego antyblickrigu… Nieprawdaż?
Ta wypowiedź tchnęła w moją jaźń trochę prawdy, która — jak wiadomo powszechnie — wyzwoli, mnie, Ciebie, nas… A potem zobaczyłem na jednej z fotografii wielki transparent niesiony przez antyfaszystów o następującej treści: Tak, to my! Lewackie kurwy, żydokomuna, homoterroryści!. Wtedy siły fizjologiczne oraz umysłowe zaczęły szybko powracać…
Nie było tam prawicy i lewicy. Nie było anarchistów i faszystów, konserwatystów i socjaldemokratów, czy socjalistów. Nie było tam ludzi. Po jednej stronie szła Gazeta Polska, Nasz Dziennik, Trwam, Rzeczpospolita i Uważam Rze, po drugiej stała Gazeta Wyborcza, TVN24, Polityka, Przegląd i Przekrój. Wszystkich uczestników marszu i blokady (głównie blokady) sprzedano bez ich zgody, zniewolono w służbie neoliberalnych i konserwatywnych mediów.
Za: Michał Oblizajek Krótko o marszu i blokadzie
W piątek rano o godzinie 11:30 goście z Niemiec i towarzyszące im osoby z Polski, wspólnie przemieszczali się Nowym Światem w kierunku ulicy Marszałkowskiej, by dotrzeć na legalny wiec. Doniesienia z miasta mówiły już wtedy o tym, iż prawicowy terror trwa. O godz. 9 rano na placu Trzech Krzyży widziana była blisko 200-osobowa grupa “patriotów” uzbrojona w kije. Ze względów bezpieczeństwa ktokolwiek poruszał się w kierunku “Kolorowej niepodległej” powinien był to robić w większych grupach.
Tak też uczynili goście z Niemiec. Jednak bardzo szybko natknęli się na jedną z wielu krążących po centrum miasta grup skrajnie prawicowych. Zostali przez nich zaatakowani, najpierw werbalnie, chwilę potem fizycznie. W pobliżu było tylko kilku policjantów, więc byli oni zmuszeni do samoobrony. Doszło do zamieszania, w czasie którego do agresywnych nacjonalistów przyłączył się starszy pan z grupy rekonstrukcyjnej, który wykrzykując ksenofobiczne hasła (m.in: „Won szkopy!”) zaczął okładać kolbą jedną z niemieckich antyfaszystek. Po kilkunastu sekundach zainterweniowała policja i aresztowała kilku z najbardziej agresywnych nacjonalistów.
Antyfaszyści ruszyli spokojnie dalej, w kierunku ronda De Gaulle’a, zostali jednak zatrzymani przez duży oddział policji, którego dowódca najwyraźniej nie znał przyczyny zajścia sprzed 2 minut i widząc duża grupę ludzi kazał ich zaatakować. Zdziwieni takim zachowaniem i agresją policji aktywiści zepchnięci zostali do najbliższego lokalu, którym był Nowy Wspaniały Świat. Tam przebywali przez następne godziny, gdyż policja szczelnie otoczyła lokal. Następnie zostali przewiezieni na komendę, na której pozostali do końca dnia. W momencie, w którym piszemy to oświadczenie, większość z nich już wypuszczono bez jakichkolwiek zarzutów.
Za: Rekonstruktorzy przeproście antifę
Od 3 dni część lewicy, na czele z “Krytyką Polityczną” przejęła język prawicy i mówi prawie wyłącznie o dniu niepodległości. Coraz więcej słychać głosów na rzecz prawdziwego, dobrego, lewicowego patriotyzmu przeciwko temu złemu, prawicowemu. Towarzysze i towarzyszki nie idźmy tą drogą! Patriotyczne hucpy i narodowe uniesienia nie powinny być drogą lewicy. Walczmy o prawa pracownicze, o mniej wykluczenia społecznego, mniej dyskryminacji, więcej egalitaryzmu. Nie mam ochoty bić się ze skrajną prawicą o to, kto bardziej kocha Polskę.
***
Dzisiaj świętujemy koniec I wojny światowej. Przerwano barbarzyńskie mordowanie się dokonywane w imię tak miałkiego powodu jak narodowa duma. Zamiast nauczyć się, do czego prowadzi myślenie w kategoriach narodu, prawie wszyscy demonstrują przywiązanie do niepodległości jako najwyższej wartości. Dla kogo to była niepodległość? Kto był członkiem “kolorowego” narodu, który pojawił się w 1918 roku? Żydzi, którzy siedzieli w gettach ławkowych? Komuniści, których zamknięto w berezie kartuskiej? Setki tysięcy analfabetów i biedoty wiejskiej? Dajmy sobie spokój z dumnym narodem. Ta retoryka służy temu, aby inteligencja robiła sobie dobrze. Będziemy mieć powody do dumy, jak zniesiemy ubóstwo, wykluczenie społeczne, dyskryminację. A tym mało interesują się tak Panowie z Młodzieży Wszechpolskiej, jak i elity z “Gazety Wyborczej”.
Piotr Szumlewicz (FB)
Jak “myśli” lewica niepokalana…
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro on 08/10/2011
A wszystko zaczęło się od anonsu informującego, iż będę głosował na Oblizajka… :]
- Andrzej Smosarski Przeciwnik neoliberalizmu który startuje z list partii odpowiedzialnej za udział Polski w mordowaniu Afgańczyków i Irakijczyków, największe uderzenie w kodeks pracy oraz uwolnienie czynszów i eksmisje na bruk. Błazen!22 hours ago · · 2 people
- Weronika Szydłowska Andrzej, wróć do kościoła, ksiądz Cię jeszcze za lewacką przeszłość nie rozgrzeszył…21 hours ago ·
- Andrzej Smosarski Bądź łaskawa się odpieprzyć ode mnie, dobrze?21 hours ago ·
Było… Minęło… 17 (Hej, dzieci, jeśli chcecie, zobaczyć Trzeci Świat…)
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro on 05/09/2011
Warszawa wyda 175 tys. zł. Na nagrody dla prezesów trzech miejskich spółek – Metra Warszawskiego, Pałacu Kultury i Nauki oraz Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent stolicy, zadbała jednak nie tylko o urzędników, lecz również o obywateli. Wyrazem jej troski jest drastyczna podwyżka cen biletów komunikacji miejskiej, opłat za dostarczanie wody oraz odprowadzanie ścieków i brak miejsc w przedszkolach oraz szkołach. Na warszawskiej Białołęce na ten przykład uczniowie pobierają naukę na dwie zmiany – brakuje bowiem, bagatela, czterech tysięcy miejsc. III Rzeczpospolita, IV Rzeczpospolita, V Rzeczpospolita (zwana Najjaśniejszą), Trzeci Świat… Oto i tajemnica naszej historycznej ścieżki i towarzyszącej jej numeracji. Read the rest of this entry »
Generosity of modern capitalism knows no boundries…
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", In the fringes, on the outskirts..., Polit-biuro on 09/08/2011
Hity sezonu ogórkowego
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro on 08/08/2011
Polscy dziennikarze przeklinają chyba tegoroczny sezon ogórkowy. Gdy na początku lata pozwolili sobie na widoczne intelektualne rozprężenie rzeczywistość łupnęła tych, którzy nie zdążyli przed nią uciec na urlop, szpadlem w potylicę. Najpierw pewien Norweg o poglądach w Polsce standardowych, a u niego określanych jako prawicowa ekstrema, urządził zbrojny rajd po obozie socjaldemokratycznej młodzieżówki zabijając blisko 80 osób, potem znaleziono martwego Andrzeja Leppera, a teraz jeszcze USA doznało uszczerbku na imperialnym prestiżu ze względu na obniżenie ratingu ekonomicznego.
Niestety, żadne z tych zjawisk nie wytrąciło naczelnych komentatorów z wakacyjnego otępienia. Z jednej strony szkoda, ale z drugiej — czego można się spodziewać po takich tuzach żurnalizmu, czy raczej tuzkach (zbieżność fonetyczna wydaje się przypadkowa, ale jakże trafna definicyjnie…) jak Dominika Wielowiejska czy Agata Nowakowska?
Wybornym dziełem tego sezonu jest przenikliwa analiza o wymownym tytule “Działaczem być. Państwo w państwie, czyli klawe życie związkowców”. Osobiście radzę nie zawracać sobie głowy lekturą tego tekstu. Jest to słabiutka reprodukcja oklepanych już i zużytych antyzwiązkowych dykteryjek. “GW” zorganizowała po prostu coś na kształt rekolekcji i opublikowała materiał przypomnieniowo-dyscyplinujący. Tak na wypadek — gdyby ktoś zapomniał co wypada dziś myśleć i mówić o związkach zawodowych. Optymistyczne wydaje się w tej sytuacji jedynie to, że polskie pismactwo wyczerpało już arsenał “argumentów”, których każdy przypadkowy układ daje stosunkowo spójną propagandową jednostkę. Jeżeli zdecyduje się kontynuować ten kierunek trzeba będzie się trochę napocić. Raczej niełatwo będzie bowiem zrzucić np. na Ryszarda Zbrzyznego odpowiedzialność za zamachy w Norwegii czy kondycję amerykańskiej gospodarki… Chociaż… Pożyjemy — zobaczymy.
Bojan Stanisławski
Widmo breivikizmu krąży nad Polską
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro on 29/07/2011
Breivik wcale nie stał się kłopotliwą postacią dla polskiego pismactwa jak argumentują co bardziej światli jego przedstawiciele. Jak bowiem zakłopotania doświadczyć może ktoś komu zupełnie obce są jakiekolwiek, choćby minimalne, standardy przyzwoitości? W jaki sposób poczucie zażenowania wywołane niefortunną wypowiedzią miałoby ogarnąć kogoś kto uznaje się za dysponenta opinii, którą wszyscy mają obowiązek klepać niczym różaniec jeżeli chcą uchodzić za światłych, eleganckich i nienawidzących PiS? Oczywiście, nie ma takiej możliwości. Węglarczyk, na ten przykład, jest jak Balcerowicz — może pisać lub mówić kompletne bzdury i wiadomo, że nikt go z tego nie rozliczy, bo i któż poza myślącymi obywatelami miałby w tym jakikolwiek interes? Ewentualne “wpadki” media przerabiają — w zależności od profilu — na śmiesznawą ornamentykę poważnej osobowości lub na krótkotrwały komercyjny lament (jak z “bulu” u Komorowskiego).
Przypomnijmy, że red. Węglarczyk, nie myśląc wiele (wnioskując z kształtu większości jego publikacji nie jest to chyba okoliczność niestandardowa), zaraz po tym jak wieść o zamachach w Norwegii wdarła się do Polski, natychmiast pospieszył wyłożyć światłym, eleganckim i nienawidzącym PiS (a także pretendującym do miana takowych) — partyjną linię w tej właśnie kwestii. Mierny intelekt propagandowego aparatczyka, zamiast zdobyć się na choć odrobinę kreatywności i autentycznego “własnego zdania”, znów jął przetwarzać oklepane dykteryjki zasłyszane na prawicowych salonach w Europie i USA. I tak red. Węglarczyk wyjaśnił, że autorami zamachu są naturalnie radykałowie islamscy, których Nowergia, ku swej szkodzie ma się rozumieć, toleruje zamiast zwalczać jak to robią wzorowi komisarze z USA. Read the rest of this entry »
Zbędni komentatorzy
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro on 20/07/2011
Patrycja Maciejewicz, wybitna przedstawicielka gatunku typowo polskiego dziennikarstwa zasłynęła niegdyś słynną ekonomiczną analizą porównawczą dwóch, obecnie martwych już, zjawisk — PRL i III RP. Szczególna selekcja statystyk i okresów, z których pochodziły i wyrażone przy tej okazy komentarze składały się oczywiście na niepodważalny dowód bezwzględnej wyższości tej ostatniej, ale nasuwały także skojarzenia z nader prymitywnymi technologiami propagandy czym obrażały intelekt P.T. Czytelniczek i Czytelników “Gazety Wyborczej” (tam opublikowano tę “analizę”) wśród których znajdowałem się wówczas i — z braku lepszego dżemu — znajduję się wciąż. Dla każdego bardziej elastycznego umysłu jasnym jest, iż PRL jest za co krytykować, ale czy za to, iż nie obłaskawił swych obywateli tak wielką ilością telefonów komórkowych jak jego następczyni również? Bo “problemy” takiej właśnie jakości stawiane były w tym opracowaniu, a wysuwana argumentacja była po prostu oszustwem, co zresztą kiedyś wyraziłem współtworząc polemiczne dziełko.
Teraz Patrycja Maciejewicz, zabrała się do rozprawy z kolejnymi szkodliwymi tworami społeczno-ekonomicznymi i na tapetę wzięła płacę minimalną. Do pomocy wzięła sobie Macieja Bukowskiego, prezesa (a jakże!) Fundacji Naukowej Instytut Badań Strukturalnych. Oboje interlokutorzy omawiają inicjatywę podwyższenia płacy minimalnej zgłoszoną przez związki zawodowe. W związku z tym — zgodnie ze standardowymi procedurami przyjętymi w świecie polskich mediów głównonurtowych — nie zaprosili na tę pogawędkę żadnego związkowca. Obecność takiego indywiduum zakłóciłaby bowiem swobodny przepływ nonsensu pomiędzy stronami, a może i nie dopuściła do tak banalnej reprodukcji rozmaitych antyzwiązkowych i antyspołecznych bezmyślności, których polska przestrzeń publiczna jest już tak pełna, że zbiera jej się na wymioty.
Wywiad nosi tytuł “Płaca minimalna jest zbędna”. Z punktu widzenia red. Maciejewicz i Pana Bukowskiego zapewne tak rzeczywiście jest, gdyż oboje zarabiają przyzwoitą jej wielokrotność. Szkoda tylko, że substytutem uczciwego stwierdzenie takiego stanu rzeczy są jakieś kompromitujące dywagacje z pogranicza ekonomii i moralności. Np. już na początku Bukowiecki dezawuuje potrzeby “zwykłego zjadacza chleba”, którego “refleksja kończy się” wraz z “gwarancją, iż będzie zarabiał odpowiednio dużo”. Powstaje pytanie gdzie kończy się refleksja niezwykłego zjadacza chleba jakim z pewnością jest Bukowski i czy aby na pewno nie ma ona nic wspólnego z zapewnianiem sobie godziwego wynagrodzenia. Jeżeli takie twierdzenie miałoby cokolwiek wspólnego z prawdą to wszelkiej maści szefowie i przedsiębiorcy powinni dziś tonąć w biedzie, a pracownicy opływać w dostatek skoro Ci pierwszy pogrążeni są myślami w rozkmince celów wyższych, a Ci ostatni kombinują tylko nad zarobkami.
Spostrzeżenia podobnej jakości nie budzą jednak zdziwienia jeśli zmusić się do dalszej lektury przywołanego wywiadu. “Dziwi mnie, że na własnym podwórku chcemy zrobić coś, co nas oburza w wykonaniu innych. Jeśli związki zawodowe w Niemczech czy Wielkiej Brytanii chcą ochronić swój rynek przed tańszymi pracownikami z Polski to jest to naszym zdaniem złe, bo zmniejszają nasz dostęp do swojego rynku pracy, zniechęcają nas do przyjazdu do nich” — stwierdza Bukowski czym zdradza rozumek na miarę Kubusia Puchatka i zupełny brak kontaktu z rzeczywistością. Być może tułają się gdzieś po Polsce naiwni wychowankowie Balcerowicza, którzy tak uważają, ale z pewnością nie jest to pogląd dominujący w społeczeństwie, a już na pewno nie w związkach zawodowych, które otwarcie popierają swoich kolegów z Europy Zachodniej. I nie chodzi tu o żadną grę o dostęp do rynku tylko o jakość ludzkiego życia, która — niezależnie od tego co napisze na ten temat “GW” — jest zależna od wysokości zarobków. Niektórym, np. związkowcom, nie podoba się wizja sankcjonowania nowoczesnego niewolnictwa i dumpingu socjalnego poprzez wprowadzenie możliwości różnicowania płac w zależności od narodowości. Prowadzący rozmowę duet nie wygląda na przesadnie przejęty tą kwestią, choć nie trzeba chyba być wykładowcą SGH (jak Pan Bukowski), by dostrzec, iż fakt doświadczania dobrobytu przez naszych bohaterów nie oznacza, iż wszyscy mogą się nim cieszyć i że ktoś powinien im go zapewnić. Warto też przy takiej okazji nadmienić, że pogląd dopuszczający legalną ekonomiczną dyskryminację ze względu na narodowość jest czystej wody apartheidem. W “niektórych krajach rozwiniętych” — dalej Bukowski zechce uczynić takie odwołanie — publiczne wyrażenie takiego stanowiska błyskawicznie kończy karierę osoby je wypowiadającej.
To jednak nie koniec całej konstrukcji. W następnym akapicie pojawia się jeszcze taka drobna sugestia, iż problem “godziwego” wynagrodzenia jest sztuczny, bo wszak powinniśmy rozmawiać o “produktywności” oraz — jakże merytoryczna — uwaga “płaca minimalna zniechęca część ludzi do pracy”. Oczywiście, część bezrobotnych ustawiających się w kolejce pod “pośredniakami” śmiało mówi — “nie robię, bo się k…a, zniechęciłem tą j…ą płacą minimalną”. Pan Bukowski na pewno przeprowadził empiryczna badania w tym zakresie.
Na koniec warto też pochylić się nad przedostatnim pytaniem/odpowiedzią. – A co by się stało gdyby ją [płacę minimalną -- przyp. red.] zlikwidować? — pyta Patrycja Maciejewicz. “A nic takiego” odpowiada Bukowski następującymi słowy: – Tak naprawdę to nic. W niektórych krajach rozwiniętych nie ma krajowej płacy minimalnej. Szkoda tylko, że szanowny duecik nie dodał, iż w krajach rozwiniętych większość spraw socjalno-pracowniczych regulują układy zbiorowe, na co w Polsce pracodawcy i ich zaplecze medialno-intelektualne nigdy by się nie zgodzili. To raz, dwa — wypowiadając takie podsumowanie Pan Bukowski znów udowodnił, iż pojęcie o ekonomicznej rzeczywistości ma cokolwiek ograniczone. Jeżeli bowiem twierdzi, iż likwidację płacy minimalnej można w Polsce przeprowadzić ot tak sobie, a potem przysiąść swobodnie przy butelce drogiego whisky opijając kolejny sukces w kiwaniu społeczeństwa to znaczy, że gdzieś w meandrach jego przenikliwej analizy zagubiony został jeden ważny element. Mianowicie — wysokość płacy minimalnej wpływa na wysokość bardzo wielu świadczeń. Ich katalog został w Polsce bardzo zawężony, ale — można tak wnioskować z wypowiedzi Pana Bukowskiego — nasz establishment widziałby najchętniej ich całkowitą likwidację. A jeśli uda się to osiągnąć, to już nie będzie mowy o żadnej III RP tylko o Polsce w Trzecim Świecie.
Bojan Stanisławski
