Archive for category Rough stages (reach out to me)

A letter to M

Dear M,

Since I replied to your text message in which you have announced that “you will not be available” since today I gathered a few reflections which I feel I need to share with you (and anyone interested).

First — I want to say that I sustain what I wrote in the SMS last night. I do feel responsible for the situation and I do understand, respect and accept your decision.

However having read, early in the morning today, again your initial message I cannot restrain from saying that I find the intimate thought behind it a bit unfair. You seem to imply that I have acted dishonestly against you by not paying you on time for the translations you’ve done some time ago (two months, maybe a bit more) and that you were out of the bargaining process or something like that (I don’t have my mobile on me, I quote from memory). Generally speaking — it is very bad not to pay people on time. You know it. I know it and I can rest assured that you very well know that I know since we discussed this problem over and over again on many occasions. And, you see, this is precisely what surprised me a bit. Because, having had this discussions with you individually and with the whole of the team, I know very well, that you know very well that there is nothing like a bargaining table were our people try cut out a bigger portion of the cake for themselves. What you know as well is that we suffer from enormous delays in payments from our clients and that this causes severe problems and kindly helps in accumulating debt since we need to pay the VAT and the PIT taxes at the end of each month without having received the taxed sum. I can easily recall having loyally warned you numerous times that we are entering a turbulent period and that money is really short and that I expect obvious problems that this can bring about. And it was not exclusively your problem, but ours — we all, in full solidarity, suffered (and continue to do so) from it. Of course, we can now get really technical and start valuing if the once cent paid to X or Y is more important than the one not paid to Z or A or L, but I see no sense in doing so. Everybody in the team were paid for their work with huge delays. It is not good and it might be no excuse and I do not write it as such. I just want to point out, what by the way I’m pretty sure you know, that we are equally all victims of the fact that we’re starved of money. Read the rest of this entry »

, , , , ,

No Comments

Protected: Lekcja, którą polscy rodzice mogli by zechcieć sobie przyswoić… (Ale na ogół nie chcą…)

This post is password protected. To view it please enter your password below:


, , , , ,

No Comments

Myślenie złym doradcą…

W poprzednim poście obszedłem się z kwestią świąt przesadnie łagodnie. Przez chwilę zastanawiałem się co jest tego przyczyną i — jakże szybko — ku własnemu zaskoczeniu zaczęły mi się nasuwać sensowne wnioski… Otóż przyczyną autoniezadowolenia z tekstu tego wpisu jest element drobnego przeględzenia i przesadny eklektyzm. Per se, napisać więcej niż potrzeba, na ogół (wbrew rozpowszechnionej opinii) nie szkodzi, o ile służy to jakiemuś PR-owemu efektowi. Jeżeli przez to przekaz lub kontekst stają się bardziej czytelne, czy wręcz spektakularne; czy też jeśli rozkłada to akcenty w bardziej skuteczny sposób… To nie ma sprawy. Ale jeśli czyta się tekst, który w kilku akapitach mówi to samo, a napięcie nie rośnie (czy wręcz spada) to jest to klops… A jak na koniec jeszcze zasłodzi się jakimś hepiendem to już w ogóle wychodzi jak jajecznica z miodem. No, ale na szczęście jest dziubre.com, które słabe teksty też chętnie łyka.

Powodem zaględzenia tekstu jest na ogół — u człowieka z jakimś tam doświadczeniem dziennikarskim — myślenie, zwłaszcza takie aktywne. Myślenie podczas pisania tekstu jest jak myślenie o tym jaki chuj może człowieka strzelić w trakcie np. jazdy autobusem. I tak niektórzy myślą czy usiąść bliżej czy dalej drzwi, czy złapać się bezpośrednio poręczy czy raczej zwisającego z niej paska, czy smród panujący w pojeździe pochodzi od pana po lewej czy może od prawej, albo może z kanciapy kierowcy… Itd. W bardziej hard-core’owych przypadkach można np. rozważać takie kwestie jak dobór właściwej częstotliwości i intensywności oddychania lub awarię autobusu w skutek zderzenia z UFO. Gdy myśli się o prawidłowym rytmie oddechu jednego można być pewnym — na pewno jest on w takiej chwili zakłócony. Jeśli za długo kombinuje się której poręczy się złapać to zawsze wybór będzie przekombinowany czyli najgorszy z możliwych. Przemierzanie intelektualnych labiryntów w poszukiwaniu źródła smrodu — czyli tego co otacza nas w Warszawie wszędzie i na co dzień — na ogół doprowadzi nas do wniosku, iż nosimy jedno z nich na własnej zelówce dobrze podciągniętej od spodu zaschłym gównem rozmemłanym przez pierwszą odwilż. Tak samo jak odwilż gówno autor rozmemłać może tekst… Oczywiście, ja nie zrobiłem tego tak drastycznie, ale zdrowa samokrytyka to jednak podstawa poczucia proporcji :] Nic nie poradzę na to, że stała się też przyczyną wyboru Chruszczowa na Sekretarza Generalnego KPZR… Read the rest of this entry »

, , , , , , , , , , ,

No Comments

Oh, if it wasn’t for lies you’d be true…

I knew from the first night I met you
Something just wasn’t quite right
Loving like an innocent stranger
But something was just out of sight

Amazingly touching, deeply emotional blues that came right in time… Thanks to having received this CD I can openly say this is gotta’ be my best x-mas in years… It passed almost unnoticed, we had no christmas tree, I fixed all the presents in less than 30 minutes and everybody is very happy :] And — for once in my life — I did get presents I enjoy. Good to see people around me noticing I’m tired of receiving Avon cosmetics… Good to see people growing up and using meaningless celebrations for trying to contribute to your emotional and intellectual development. Especially seeing this process emerging in the heads of people coming from fundamentalist background. Say, there actually is some future for humanity…

, , , ,

No Comments

The peace-of-mind doctrine

Memories of the past...A mindset like mine requires my brain to have moments of peace. I can work under stress, keep to tight deadlines, and coordinate a few initiatives at the same time, but I do need some time to relax, think about nothing or kill time on FaceBook or dziubre.com. I always thought that it’s gotta’ be a normal thing, that everybody (or at least most people) is like that. After all, it’s always appeared quite natural… For doesn’t everybody need some peace of mind?!

After having turned 30, just like after having turned 20 the reality is forcing me to revise some of the fundamental assumptions I used to base my whole life on… The significant difference is that in the previous decade I didn’t care and continued in the old manner. And even thought it had brought about circumstances which actually made me realize that I’m committing a serious error I still didn’t care. I had enough power to stick to my old — thought negatively verified — habits. The only reason I acted as I did was that I really thought that I’m on the right path, that I just need more consistency and regularity, this was no ideological/phisolophical choice at the time. I just thought I’m doing the right thing. Today I partially regret it. The strength, power and energy I had used on the non-sense struggle with the reality surrounding me could have been used much better. Not that I’ve lost it all — after all I’ve learned a lot too; I’m not a complete looser… But still, it could have been much better. Nowadays, I seem to continue in the old manner but I feel something is wrong and want to change it. Read the rest of this entry »

, , , , , , ,

No Comments

Daj_z_Des (Januszku)

Wojciech Młynarski is one of the three exceptional things in the Polish history — fuck Tannenberg/Grunwald or the 1920 — think about Piwnica pod Baranami, the Polish punk underground of the eighties and this guy…

, ,

1 Comment

Wspomnij marudzenie z morałem

Pierwszy raz mi się zdarzyło zasiąść przed dziubre.com i zastanawiać się nad treścią wpisu. Nie dlatego, że nie staje tematów… Nie, nie. Chodzi raczej o kwestię priorytetyzacji niektórych z nich, a i — przy tej okazji — reorganizacji własnej ścieżki codziennej refleksji. To taka forma higieny psychicznej. Większość Polaków i Polek za higieniczną psychikę uważa taką, która cyklicznie popada w depresję i to demonstruje po czym szybko zapomina o ewentualnych przyczynach jej wystąpienia i gromadzi w ten sposób materiał do następnej eksplozji. Na szczęście — jak mawia Jerzy Urban — ja pochodzę od innej małpy.

U mnie chodzi raczej o przywracanie poczucia proporcji poprzez cykliczne oglądanie się przez ramię… Nauczyli mnie tego — i paru innych pozytywnych rzeczy — w IMT. Potem mnie stamtąd praktycznie wyrzucili, ale to inna historia (choć dużo ciekawsze od tej, którą mam do powiedzenia teraz). Jednym z elementów owego spoglądania przez ramię jest badanie dotyczące tego na ile uległem — poza moją chęcią i wolą — trendom sponsorowanym intelektualnie i kulturowo przez panującą obecnie ideologię, tudzież jej odpryski. Ważną kwestią jest np. marudzenie. Polacy to naród obdarzony wyjątkową zdolnością w tym zakresie. Sposobów, metod, strategii i taktyk marudzenia jest tu więcej niż przekleństw w języku serbskim… No, właśnie… Ileż to można marudzić. Na ogół człowiek żali się wiedziony jakimiś oklepanymi dykteryjkami typu “jak się wygadasz będzie Ci lepiej” i temu podobne. I nawet jeśli narzeka na polską kulturę społecznych interakcji, to — po jakimś czasie — może obudzić się z ręką w nocniku, bo sam odkryje, iż potrafi ona podstępem formować nawet krytycznie myślących. Chciałem zatem napisać o czymś co mnie nie denerwuje, nie drażni, nie mierzi, nie brzydzi, nie obraża… Niestety, rzeczywistość nie daje mi po temu zbyt wielkich szans… Ale co tam. Ja się temu podstępowi nie dam i pokażę, że jakiś tam — nieduży, bo nieduży — fragment rzeczywistości wokół siebie jednostka kontrolować może (jeśli ma co jeść, dach nad głową i środki zapewniające przeżycie ponad granicą przetrwania biologicznego).

Pomyślałem, że napiszę o wspomnieniach. Istnieje bowiem w Polsce filozoficzny spór (piszę, że w Polsce, bo w Bułgarii, Szwecji, Serbii, Belgii, Francji, Hiszpanii, Włoszech, Grecji, Rumunii, Wielkiej Brytanii, Finlandii, RFN i na Ukrainie się z tym nie spotkałem) o to czy wspominać warto czy nie. Jest to spór idiotyczny, jak większość tego rodzaju “dylematów ludzkości”. Człowiek współczesny rzadko ma czas, nie mówiąc już o ochocie, rozpamiętywać swoją historię. Jest za to losowi niejednokrotnie wdzięczny gdyż zdaje sobie sprawę, iż rzetelna retrospektywa mogłaby doprowadzić go do wniosków, przed którymi bardzo się broni… Wspomnienia, jeżeli się w ogóle pojawiają, to albo przychodzą same, albo wymusza je sytuacja (np.: pogrzeb). Wtedy większość ludzi czuje się dość osłabiona, bo nie bardzo wie jak reagować. Często reakcje te są bardzo emocjonalne, wybuchowe, kompulsywne, co jest wynikiem ciągłej wojny ze wspomnieniami czy raczej przeciwko wspomnieniom. Dodatkowo w Polsce szczuje się naturalne odruchy ludzkiej świadomości takimi oto “naukowymi” sformułowaniami: “wspominanie starych czasów to jak ich zabijanie”… No, innych perełek w tej chwili akurat nie pamiętam, ale jak sobie przypomnę to dopiszę w komentarzach.

Raczej jasnym jest dla każdej myślącej osoby, iż powyższe stwierdzenie to kompletna bzdura. Nurtuje mnie tylko trochę motyw do wytworzenia i pielęgnacji takiego idiotyzmu. Komu wszak mogłyby przeszkadzać dziś wspomnienia? Poniekąd wpisywałoby się to dobrze w najważniejszy element polskiej masowej ideologii — kontinuum nieszczęścia. Gdyby tak ludzi wytresować w zakresie skutecznego gospodarowania wspomnieniami mogliby zupełnie swobodnie używać ich przeciw sobie i zadawać sobie nowe cierpienia lub podkarmiać te już wyhodowane. Co ciekawe, paradygmat antywspomnieniowy jest dość silnie zakorzeniony w społeczeństwie. Ostatnio zademonstrował mi go nawet WF. Nie potrafił wprawdzie jakoś obiektywnie uzasadnić swojej negatywnej wobec wspomnień postawy, ale była ona bardzo stanowcza. Przyznaję uczciwie — nic z tego nie rozumiem.

Ja wspominać uwielbiam i robię to bardzo często, praktycznie codziennie. Śmieję się przy tym lub wzruszam, łzawię bądź się ślinię, upadam na duchu bądź wznoszę sztandar… Wspomnienia przywołać może praktycznie wszystko, a ja płynnie takim przywołaniom ulegam. No, chyba, że okoliczności wymagają ode mnie innego zachowania. Ale to właśnie jest klucz do jakiejś kontroli swojej świadomości. Jeżeli wspominasz, jeżeli nie umywasz rąk od własnej przeszłości, to możesz regulować swój do tejże przeszłości dystans (oczywiście chodzi o dystans emocjonalny) — czasem jej ulegniesz, czasem ją przegonisz, ale — co chyba najważniejsze — zawsze możesz do niej powrócić, by czerpać ze swoich własnych doświadczeń! Człowiek, w sensie psychologicznym i społecznym (och, jakby mi tu zaraz niektórzy o biologii zaczęli pierdolić), jest wyłącznie swoją przeszłością. Tylko przeszłość może warunkować nasze reakcje w czasie rzeczywistym, nieprawdaż?

Poza tym wspomnieniami człowiek wykracza trochę poza swoją — absolutnie niekwestionowaną — społeczną “istotowość”. Bo to dzięki intensywnej relacji z własną przeszłością można np. uzyskać ciekawe skojarzenia z różnymi sytuacjami, zapachami, widokami czy nawet przedmiotami… A to fajne jest :] No i słuchajcie, jeśli dzięki wspomnieniom (w przeważającej części niemiłym) można pokochać nawet Warszawę…

I jeszcze tak sobie pomyślałem… Jakże pusta byłaby moja teraźniejszość bez wspomnień o torbach, Mietku Bogucie, solóweczkach, SieczkoPolo, depoterach czy Wielkiej Serbii… :]

No Comments