Archive for category Historia ЋУБРЕ.ком

Trwają prace…

Jeżeli jacyś nieszczęśnicy lub nieszczęśniczki zaglądają na stronę dziubre.com to uprzejmie informuję, iż obecny bałagan wizualny w lewej kolumnie jest wynikiem prowadzonych prac remontowych w bardzo trudnych warunkach — podczas dyskusji na temat majątku, co do którego decyzyjna jest bardzo duża grupa osób… Jeżeli nie wiecie jak to jest. To Wam powiem — uszy bolą, oczy swędzą, mózg staje, a przerażenie intelektualne osiąga granice nieskończoności.

, , , , ,

1 Comment

“Your starter for” … ?

Gdy EJ komponował jeden ze swoich słabszych utworów niewokalnych, który brzmi jak dżingiel do jakiegoś amerykańskiego serialu dziecięcego (nie, że jakoś nie da się słuchać, ale tego gościa stać wtedy było naprawdę na więcej), nie zdawał sobie zapewne sprawy, iż może on posłużyć do tak nędznych celów jak ten, który właśnie ujawniam…

Jestem specjalistą od zaczynania. Większość rzeczy zaczynam po kilka razy (w związku z tym też kilka razy kończę… Chyba… A może nie…?). W tym roku zacząłem po raz kolejny wydawać pismo, zacząłem znów rozdysponowywać prace redakcyjne, zacząłem znów załatwiać na to forsę, zacząłem znów zarabiać więcej niż pod koniec ubiegłego roku, zacząłęm… No, z innej beczki też się znajdzie: zacząłem znowu tyć, zacząłem znowu pielęgnować swoje uzależnienie od słodyczy… Albo tak: zacząłem znowu myśleć o magisterce, a nawet o doktoracie… Eh, nie chce mi się nawet wymieniać… To znaczy chce mi się, bo lubię się chwalić, nawet tym co zaczynam… Ale nie mam siły.

No i zaczynam też powracać do bloga. Nie wiem, który to już raz w tym roku. Niestety, pomimo, iż skłonności do wielokrotnego zaczynania mam wielkie, to i tak dalece zbyt małe by kwalifikowały mnie do jakiegokolwiek rekordu… Tak więc, nic wyróżniające mnie szczególnie czy nieszczególnie.

***

Dzisiaj, wędrując po drugie już zakupy, doznawałem zjawisk, które zazwyczaj pojawiają się u mnie w kwietniu, czasem na początku maja, czasem pod koniec marca. To samo sensoryczne odczucie czasem wywołuje we mnie żal i smutek, a czasem radość i optymizm. Nie wiem od czego to zależy. Ale zawsze wywołują jakieś nieosobliwe, proste jak wał, wspomnienia scenek rodzajowych i każą zmuszają mnie jakby do przydawania im jakiejś racjonalnie im chyba nienależnej wartości… Wtedy mam ochotę się najebać. Gdy już ta chęć przychodzi to owe doznania najczęściej mijają, bo wtedy koncypuję kiedy moment realizacji tej chęci nastąpi. W tym roku napierdolę się na XXX-leciu Jarocina. Wiedziałem to już wcześniej, dziś sobie ten plan po prostu powtórzyłem w głowie. Z tą — jakże ambitną perspektywą — rozstaję się znowu z dziubre.com.

A na koniec nieco głębsze wyjaśnienie braku aktywności na dziubre.com. “To przekleństwo tu pasuje” jak mawiał klasyk… I to też, ale warto dodać jeszcze zwrotkę z wersem “there’s no time”.

K. Rogers — Lay It Down

***

Kurwa, okazuje się, że będę jutro wieczorem (jak dam radę) zaczynał konfigurować audioplejera…

Dobfanodz.

1 Comment

Няколко промени…

Udało się dokonać automatycznej aktualizacji kilku ważnych widgetów. Jest to o tyle ważne, że prawie w ogóle ich nie używam, co demonstruje — niestety — pewną skłonność do przydawania priorytetów kwestiom zgoła drugorzędnym. Jedynym przyszłościowym aspektem tych działań jest to, że w końcu ogarnie mnie dostatecznie silna inspiracja do tego, by te nowości jednak wykorzystać, bo jest do czego ich użyć… Tylko kiedy? Eh…

No Comments

Nowości… Starości… Duperelstwo…

Kochani, nie daje się systematycznie aktualizować bloga… Teraz to już nawet nie dlatego, że coś z czasem mam jaki problem… To oczywiście też, ale głównie dlatego, że jednak sporo się dzieje i zanim sobie to uporządkuję w głowie i nadam właściwym zjwiskom stosowne priorytety… Ech, szkoda narzekać.

Jeżeli chodzi jakiś blog-related success, którym mogę się pochwalić jest aktywność na UnionBooku. Zachęcam do odwiedzenia mojego bloga związkowego jeżeli ktoś jest zainteresowany. Niektóre wpisy na pewno powędrują też na dziubre.com — nie ma wątpliwości… Ale jakby kto chciał zajrzeć… :]

Zostawiłem tam właśnie taki dość ciekawy ślad… :]

A o wielu innych sprawach… Na pewno w końcu znajdę chwilę, by napisać… :]

3 Comments

Jak to się zaczyna…

A no zaczyna się tak…

Wczoraj siedziałem z godzinę przy kompie próbując zorganizować sobie tydzień, który się dziś rozpoczął roboczy… Radosny… Oczywiście — nie tylko przy kompie, ale także z kalendarzem w ręku. Memofix – brzmi jak nazwa leku. No i rzeczywiście, jest trochę tak, że gdyby nie ten “lek” to bym raczej nie dźwignął tematu dnia codziennego. Nie mogę powiedzieć — nie jest to łatwe jak się ma tyle rzeczy do ogarnięcia, ale nie jest też takie trudne jak już się człowiek trochę w to wgryzie. A sprawa też jest taka, że takie dziubre.com to potrafi pomóc dźwignąć tematy różne… Bo stanowi pewną ucieczkę (tak, tak, blogowanie jako internetowy eskapizm), a przy okazji potrafi pomóc się lepiej zorganizować, bo się łatwiej myśli. A jak się myśli łatwiej to i szybciej i lepiej i mniej stresowo i efektywniej. A w takich chwilach jak ta, tego typu uprządkowanie połączone z umiejętnym dystansowaniem się do spraw jest cholernie potrzebne…

No, ale jak to się zaczyna.

Zaczyna się ogólnie dobrze. W kawiarni. Obok mnie stoi dobre latte i pachnące dobrze doppio. Dobrze smakujące także (właśnie spróbowałem, choć nie jest to Pellini), choć nieco chłodne już — Pani nie zdążyła podgrzać filiżanek. Obok latte oraz woda min. z cytryną o rogalik francuski (bułka z jabłkiem, a nie tam jakieś opowiastki). Zaraz wszystkiego skosztuję…

Jest OK. Wszystko dobre. No i dobre, bo jestem b. niedaleko roboty i zaraz mogę sobie do redakcji pocisnąć.

Niedobre jest zaś to, że wstałem później niż chciałem. Może mi się uda wstawać wcześniej. Milanczo wstaje teraz około siódmej już od dwóch tygodni prawie, więc jeśli ja kontynuowałbym wstawanie o piątej, czy nawet wpół do szóstej to luz i relaks. To czego teraz zażywam w kawiarni mógłbym zażywać w domu i to w bardzo podobnych warunkach, jeśli nawet nie trochę lepszych (np. woda może być z limonką, a nie z cytryną). Zobaczymy jutro. Komu los mój leży na sercu — niechaj trzyma kciuki :]

Niedobre jest też to, że cafe Plotka nie było otwarte, a tam własnie wysiadłem, by z usług tegoż skorzystać. Tu gdzie jestem jest dobrze — nie mogę złego słowa powiedzieć. No, chyba że bym się wysilił. Wiadomo bowiem, że “wystarczy dobrej woli krzyna i zawsze znajdzie się przyczyna” trawestując Młynarczyka :] Mię takie torebstwa wyprowadzają trochę z rytmu realizacji planu i to mię z kolei zawala samopoczucie na kilka godzin, a to z kolei łatwo znajduje swoje odbicie w pracy zawodowej i w pracy domowej (że tak powiem, powiedziałbym). Dobre jednak bardzo jest to, że dziubre.com potrafi mię to zaraz naprostować… Dlatego to jest cenniejsze, niżby (cholera, razem to się pisze czy oddzielnie??? Nie chce mi się tego teraz google’ować) się wydawać mogło tak o poprostu na pierwszy rzut oka.

Dobre jest to, że zaraz zacznę przegląd prasy burżuazyjnej dostepnej w ynternecie, a niedobre to, że się będę musiał zabarać za dokończenie listu do Franciszko i całego AjEsu, bo to co oni teraz wyczyniają to jest jakaś makabra. Najlepiej skomentował to Jespie — “looks like they’re really prepared to fuck up everything now, they’re trying to control everything from the top”. “No, tak jest…” To mogę tylko z Młynarczyka zacytować… Ale powiem Wam, że problem jest, bo póki co wygląda to tak jak w pewnej dumce pt. “Po Krakowskim w noc majową”. A żeby była jasność — zacytuję całość tekstu tego — jakby powiedział jego autor — kupleciku.

Po Krakowskim w noc majową szedłem kiedyś moi mili,
i mniej więcej przy Karowej usłyszałem, jak ktoś kwili:

Siedli na mnie całą zgrają, i tokują i gruchają:
“Dość tej złości, dość bierności, dość milczenia!
Wiemy jakie są realia, z jakich kart się składa talia
i nawiązać pora nić porozumienia”

Zarzucają mi negację i wewnętrzną emigrację,
z coraz cięższej artylerii do mnie walą,
siedzą na mnie i do ucha tłum zajadły wciąż mi grucha:
“Nawiąż dialog, nawiąż dialog, nawiąż dialog!”

A mnie, wyznam państwu szczerze, do dialogu chęć nie bierze,
Patrzę tępo w wyszczerbiony bruk ulicy
Czując wśród gruchania tego coś lepkiego i wstrętnego,
co bez przerwy ścieka mi po potylicy
Ciecz to wstrętna, biała rzadka -

- i tu wreszczie by balladka
ujawniła swą dramaturgiczną głębię:
Wyznać bierze mnie pokusa, że to kwilił pomnik Prusa,
Dialog zaś proponowały mu gołębie…

Już balladkę kończyć pora, jeszcze tylko skromny morał
jej przyczepię, jak do psiego chwosta rzep;
By nie zgorszyć pań prześlicznych, ujmę rzecz eufemistycznie:
Trudny dialog z kimś, kto wciąż ci sra na łeb.

Oby się jednak okazało, że chęć do dialogu “nas weźmie”, bo inaczej ciężko to widzę… Ciężko… Ale cóż, no my lubimy wyzwania :]

No, to chyba tyle o początkach… W tym tygodniu czekają mnie też lekarze… Trochę muszę się za siebie wziąć. I wezmę. Zobaczycie :]

No Comments

Torebstwa nieco techniczne, ale organizacyjnie dobre

Kochani, nie wiem czy ktoś z Was tu w ogóle zagląda, ale… Że tak powiem — citk mnie to ras! Jak się który/a zorientuje co napisałem — dawajta mię to na mejla i zobaczym, może jaką nagrodę specjalną Wam obstaluję, hue, hue, hue… Może jeszcze być tak — citk mnie to oacimexg! A zresztą… Dobra, może wcale nie tak citk.

Więc tak — kilka nowości :)

  1. Postaram się na tym blogu nie zachowywać jak debil, choć nie gwarantuję, że mi się uda :] Od razu uprzedzam. Poza tym nie jest powiedziane, że ta decyzja nie zostanie odmieniona ;]
  2. Zrobię z tym porządek. Ergo — nadałem sobie nazwę użytkownika charakterystyczną i odpowiednią dla portalu, a nie ciągle admin i admin… Nie pracujemy w firmie komputerowej do cholery, nie? I będę dalej kontynuował w tym duchu, by nie cofać się do tyłu. Zabiorę się za stare posty importowane z BlogSpota i postaram się dźwignąć normalnie tu na serwer te foty i inne jakieś multimedia, które jeszcze tam wiszą i są tu tylko podlinkowane.
  3. Będę tu jednak bardziej regularnie pisał, bo jest o czym, a czasem nawet nie pomaga to że można o tym w nieskrępowany sposób mówić. Jednak spisywanie nawet swoich refleksji pomaga w ich uporządkowaniu i pozwala je sensownie przetwarzać. A ja mam takie przeczucie, że tego potrzebuję.
  4. Postaram się dodawać tagi i wkróce (jeśli uznam, że ma to sens) torbnę tu chmurkę, powiedziałbym, tagów, że tak powiem~!

Dobra… Lecąc

B/

P.S. Przepraszam, że takich głupawych i żałosnych nieco niby-żartobliwych sformułowań jak np. cofać się do tyłu korzystam, ale tak się ukształtowała część mojej codzienności, że się z tym spotykam no…

5 Comments

Ciągłe techniczne niedogodności…

No jednak “deską się można zabić” nie tylko z powodu “ludzi strasznie nieużytych”, ale dlatego, że nowoczesna technologia nie dostarcza prostych rozwiązań tylko cholernie komplikuje życie. Oto i przykład tegoż zjawiska.

W punktach.

  1. Nie mogę wrzucać swoich fotografii na FaceBook.com, bo mi je podczas uploadu rozwala (obniża drastycznie ich jakość, a nie po to mam sprzęt za ponad 1000 eure, żeby przed znajomymi i znajomym znajomych wychodzić na amatora, tym bardziej, że – co jak co – foty akurac umiem robić).
  2. Próbuję przez dziubre.com – nic z tego. Nie wrzuca mi thumbnaila podczas ładowania linka na FB. Jest to dziwne, bo w panelu mi się wyświtliło, że jednak wrzuci.
  3. Oczywiście bezpośrednio z Picasy też się nie da. Ciuch gorący wie jedynie dlaczego chyba… A jak wrzucam z obcych albumów to wchodzi bez problemu, z mojego nie. Odkryłem, że jeśli albumy uczynić publicznymi wówczas temat jest dźwignięty… Niestety nie mogę tego zrobić, bo Ann by się raczej nie zgodziła na takie rozwiązanie, a przegrzebać teraz te tysiące fot co tam są załadowane i pozostawić tylko część… Oj, nie teraz.
  4. Będę próbował coś z PhotoBlog.com albo instalację galerii na dziubre.com. Zaraz coś pokombinuję.
  5. FaceBook mnie odsyła, bym sobie na FlickR wrzucał foty to nie będzie problemu – może. Ale ja deklaruję i otwarcie i wzywam do tego innych – Jebao Vas FlickR!

O, i tak nie można najprostrzej czynności kurde załatwić… A jak tu znaleźć czas, by pisać na blogu? Eh…

1 Comment