Posts Tagged kretynizm
Zbędni komentatorzy
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro on 20/07/2011
Patrycja Maciejewicz, wybitna przedstawicielka gatunku typowo polskiego dziennikarstwa zasłynęła niegdyś słynną ekonomiczną analizą porównawczą dwóch, obecnie martwych już, zjawisk — PRL i III RP. Szczególna selekcja statystyk i okresów, z których pochodziły i wyrażone przy tej okazy komentarze składały się oczywiście na niepodważalny dowód bezwzględnej wyższości tej ostatniej, ale nasuwały także skojarzenia z nader prymitywnymi technologiami propagandy czym obrażały intelekt P.T. Czytelniczek i Czytelników “Gazety Wyborczej” (tam opublikowano tę “analizę”) wśród których znajdowałem się wówczas i — z braku lepszego dżemu — znajduję się wciąż. Dla każdego bardziej elastycznego umysłu jasnym jest, iż PRL jest za co krytykować, ale czy za to, iż nie obłaskawił swych obywateli tak wielką ilością telefonów komórkowych jak jego następczyni również? Bo “problemy” takiej właśnie jakości stawiane były w tym opracowaniu, a wysuwana argumentacja była po prostu oszustwem, co zresztą kiedyś wyraziłem współtworząc polemiczne dziełko.
Teraz Patrycja Maciejewicz, zabrała się do rozprawy z kolejnymi szkodliwymi tworami społeczno-ekonomicznymi i na tapetę wzięła płacę minimalną. Do pomocy wzięła sobie Macieja Bukowskiego, prezesa (a jakże!) Fundacji Naukowej Instytut Badań Strukturalnych. Oboje interlokutorzy omawiają inicjatywę podwyższenia płacy minimalnej zgłoszoną przez związki zawodowe. W związku z tym — zgodnie ze standardowymi procedurami przyjętymi w świecie polskich mediów głównonurtowych — nie zaprosili na tę pogawędkę żadnego związkowca. Obecność takiego indywiduum zakłóciłaby bowiem swobodny przepływ nonsensu pomiędzy stronami, a może i nie dopuściła do tak banalnej reprodukcji rozmaitych antyzwiązkowych i antyspołecznych bezmyślności, których polska przestrzeń publiczna jest już tak pełna, że zbiera jej się na wymioty.
Wywiad nosi tytuł “Płaca minimalna jest zbędna”. Z punktu widzenia red. Maciejewicz i Pana Bukowskiego zapewne tak rzeczywiście jest, gdyż oboje zarabiają przyzwoitą jej wielokrotność. Szkoda tylko, że substytutem uczciwego stwierdzenie takiego stanu rzeczy są jakieś kompromitujące dywagacje z pogranicza ekonomii i moralności. Np. już na początku Bukowiecki dezawuuje potrzeby “zwykłego zjadacza chleba”, którego “refleksja kończy się” wraz z “gwarancją, iż będzie zarabiał odpowiednio dużo”. Powstaje pytanie gdzie kończy się refleksja niezwykłego zjadacza chleba jakim z pewnością jest Bukowski i czy aby na pewno nie ma ona nic wspólnego z zapewnianiem sobie godziwego wynagrodzenia. Jeżeli takie twierdzenie miałoby cokolwiek wspólnego z prawdą to wszelkiej maści szefowie i przedsiębiorcy powinni dziś tonąć w biedzie, a pracownicy opływać w dostatek skoro Ci pierwszy pogrążeni są myślami w rozkmince celów wyższych, a Ci ostatni kombinują tylko nad zarobkami.
Spostrzeżenia podobnej jakości nie budzą jednak zdziwienia jeśli zmusić się do dalszej lektury przywołanego wywiadu. “Dziwi mnie, że na własnym podwórku chcemy zrobić coś, co nas oburza w wykonaniu innych. Jeśli związki zawodowe w Niemczech czy Wielkiej Brytanii chcą ochronić swój rynek przed tańszymi pracownikami z Polski to jest to naszym zdaniem złe, bo zmniejszają nasz dostęp do swojego rynku pracy, zniechęcają nas do przyjazdu do nich” — stwierdza Bukowski czym zdradza rozumek na miarę Kubusia Puchatka i zupełny brak kontaktu z rzeczywistością. Być może tułają się gdzieś po Polsce naiwni wychowankowie Balcerowicza, którzy tak uważają, ale z pewnością nie jest to pogląd dominujący w społeczeństwie, a już na pewno nie w związkach zawodowych, które otwarcie popierają swoich kolegów z Europy Zachodniej. I nie chodzi tu o żadną grę o dostęp do rynku tylko o jakość ludzkiego życia, która — niezależnie od tego co napisze na ten temat “GW” — jest zależna od wysokości zarobków. Niektórym, np. związkowcom, nie podoba się wizja sankcjonowania nowoczesnego niewolnictwa i dumpingu socjalnego poprzez wprowadzenie możliwości różnicowania płac w zależności od narodowości. Prowadzący rozmowę duet nie wygląda na przesadnie przejęty tą kwestią, choć nie trzeba chyba być wykładowcą SGH (jak Pan Bukowski), by dostrzec, iż fakt doświadczania dobrobytu przez naszych bohaterów nie oznacza, iż wszyscy mogą się nim cieszyć i że ktoś powinien im go zapewnić. Warto też przy takiej okazji nadmienić, że pogląd dopuszczający legalną ekonomiczną dyskryminację ze względu na narodowość jest czystej wody apartheidem. W “niektórych krajach rozwiniętych” — dalej Bukowski zechce uczynić takie odwołanie — publiczne wyrażenie takiego stanowiska błyskawicznie kończy karierę osoby je wypowiadającej.
To jednak nie koniec całej konstrukcji. W następnym akapicie pojawia się jeszcze taka drobna sugestia, iż problem “godziwego” wynagrodzenia jest sztuczny, bo wszak powinniśmy rozmawiać o “produktywności” oraz — jakże merytoryczna — uwaga “płaca minimalna zniechęca część ludzi do pracy”. Oczywiście, część bezrobotnych ustawiających się w kolejce pod “pośredniakami” śmiało mówi — “nie robię, bo się k…a, zniechęciłem tą j…ą płacą minimalną”. Pan Bukowski na pewno przeprowadził empiryczna badania w tym zakresie.
Na koniec warto też pochylić się nad przedostatnim pytaniem/odpowiedzią. – A co by się stało gdyby ją [płacę minimalną -- przyp. red.] zlikwidować? — pyta Patrycja Maciejewicz. “A nic takiego” odpowiada Bukowski następującymi słowy: – Tak naprawdę to nic. W niektórych krajach rozwiniętych nie ma krajowej płacy minimalnej. Szkoda tylko, że szanowny duecik nie dodał, iż w krajach rozwiniętych większość spraw socjalno-pracowniczych regulują układy zbiorowe, na co w Polsce pracodawcy i ich zaplecze medialno-intelektualne nigdy by się nie zgodzili. To raz, dwa — wypowiadając takie podsumowanie Pan Bukowski znów udowodnił, iż pojęcie o ekonomicznej rzeczywistości ma cokolwiek ograniczone. Jeżeli bowiem twierdzi, iż likwidację płacy minimalnej można w Polsce przeprowadzić ot tak sobie, a potem przysiąść swobodnie przy butelce drogiego whisky opijając kolejny sukces w kiwaniu społeczeństwa to znaczy, że gdzieś w meandrach jego przenikliwej analizy zagubiony został jeden ważny element. Mianowicie — wysokość płacy minimalnej wpływa na wysokość bardzo wielu świadczeń. Ich katalog został w Polsce bardzo zawężony, ale — można tak wnioskować z wypowiedzi Pana Bukowskiego — nasz establishment widziałby najchętniej ich całkowitą likwidację. A jeśli uda się to osiągnąć, to już nie będzie mowy o żadnej III RP tylko o Polsce w Trzecim Świecie.
Bojan Stanisławski
Nieustająca ekspansja ciemnogrodu
Posted by dZiUbrE in "Tu jest Polska!", Polit-biuro on 02/05/2011
Jedną z unikalnych właściwości Narodu Polskiego jest poważne traktowanie religii. Wszystkie rytuały oraz określająca je ideologia nie są czczą ornamentyką, lecz demonstracją przywiązania do wartości, którym hołduje godna członkini i godny członek Kościoła Rzymskiego. I byłoby to li tylko nadwyrężeniem poczucia estetyki co bardziej wrażliwych obywateli gdyby nie fakt, iż w ogonie katolickiego katechizmu obleczonego w piękne i wzniosłe frazy wlecze się ponure widmo emocjonalnego terroryzmu. Każda Polka-Katoliczka i Polak-Katolik mają obowiązek regularnego (nawet codziennego!) uprawiania go na sobie samej/ym oraz na sobie na wzajem. Kościół i władza hodują społeczeństwo przygnębionych frustratów, którzy bardziej niż porażki obawiają się sukcesu, a życzenia pogody ducha rodzą podejrzenia co do intencji osoby je wypowiadającej.
Niestety, na tym nie koniec. Katolikowi należy stworzyć możliwość stosunkowo swobodnego doboru krzyża/y, które będzie mógł dźwigać całe życie od czasu do czasu myśląc o śmierci, która — w mniejszym lub większym stopniu — nadawać będzie jego istnieniu sens. Wespół w zespół Państwo i Kościół zabezpieczyły całą paletę opcji do wykorzystania. Oprócz nędzy i wyzysku — w wypadku gdyby ktoś się na te dwa zjawiska cudem nie załapał — dostarczana jest także stosowna ilość światopoglądowego jadu. Dzięki niemu właśnie — zwłaszcza w połączeniu z ciężkim ekonomicznym niedomaganiem — wykuto w Narodzie Polskim swoiste perpetuum mobile. Jego konstrukcja jest nader specyficzna. Precyzyjnie wydłubuje ono najbardziej mroczne elementy świadomości ludzkiej ze wszystkich okresów historycznych i z zadziwiającą łatwością zaszczepia je Narodowi Polskiemu czasów bieżących tworząc w sercach i umysłach jego przedstawicielek i przedstawicieli koktajl tak nieprzełykalny jak nie przymierzając Balsam Kanaańskii, Łzy Komsomołkiii, Duch Genewyiii czy Pocałunek Cioci Kławyiv.
Efektem patologicznego oddziaływania na mentalność Narodu Polskiego są jego równie patologiczne przekonania. W XXI wieku, w europejskiej stolicy, blisko 2/3 NP nie chcą za zięcia Araba, prawie połowa nie życzy sobie Roma za sąsiada, tyleż samo nie mogłoby znieść nauczyciela homoseksualisty, a prawie 3/4 przeraża myśl o tym, iż Rosjanin mógłby być w Polsce nauczycielem historii. Perełką niedawnej ekspertyzy zaawansowania polskiego ciemnogrodu jest jednak kwestia transfuzji krwi. Otóż 13% NP nie zaakceptowałoby w swoim organizmie krwi pochodzącej od czarnoskórego dawcy…
– Wielu rodaków wciąż hołduje przekonaniu, że świat składa się głównie z białych katolików — wyjaśnia w Newsweeku dr Tomasz Sobierajski z Uniwersytetu Warszawskiego.
Zgoda, ale to przekonanie nie bierze się chyba z nieba…
Pozdrawiam…
i Mieszanka denaturatu, ciemnego piwa i oczyszczonej politury w proporcjach 1:2:1.
ii Lawenda 15 g, witułka ogrodowa 15 g, woda kolońska “Las” 30 g, lakier do paznokci 2 g, płyn do płukania ust 150 g, lemoniada 150 g; składniki należy przez 20 minut mieszać gałązką wiciokrzewu.
iii “Biały bez” (woda kolońska) 50 g, środek przeciwko poceniu się stóp 50 g, piwo jasne 200 g, lakier spirytusowy 150 g.
iv Mieszanka czerwonego wina i wódki w proporcjach 1:1.
